|
Blog > Komentarze do wpisu
"Nie z tego świata" cz.50********** Zostałam nareszcie sama ze swoim pogmatwanym życiem. Chłopacy gdzieś wybyli odgrywając rolę rodziców, robiąc zakupy, sprzątając oraz wprowadzając się do mnie na czas bliżej nie określony. Finix wyjechała do Japonii w ramach wymiany, a ja dziękowałam Bogu, że nie muszę gościć u siebie żadnego Azjaty. Postanowiłam rozkminić w jaki sposób troje dorosłego chłopa zmieściło się w jednym salonie i jeszcze się nie pozabijało. Tryumfalnie odkryłam, że Yasu jako najpoważniejszy i najbardziej uprzywilejowany, przywłaszczył sobie pokój Finix. Następne pytanie samoistnie się nasuwające: Jakim cudem pozostała dwójka się na to zgodziła bez wyraźnych sprzeciwów?! Z owych kalkulacji i rozmyślań wybił mnie dzwoniący telefon, który prędzej czy później nie omieszkałam odebrać. - Tak, słucham…- Odparłam niczym od niechcenia zdając sobie sprawę z tego, że nie mogę przecież być zła na cały świat dookoła. Odetchnęłam głęboko i szybko poprawiłam się.- Przepraszam… O co chodzi?- Tym razem już miło. - Ashley to ja… - Michael?- Wymamrotałam wpatrując się w ścianę. Przełknęłam napływające łzy. - Możemy porozmawiać? Bez świadków, bez osób trzecich. Ty i ja… - Naprawdę uważasz, że to ma jakikolwiek sens? - Tak, mówiłem Ci już, że będę o ciebie walczył… - Stara Palmiarnia przy 46 ulicy. O ósmej…- Przerwałam mu i odłożyłam słuchawkę. Musiałam się przygotować, nie wiem dlaczego ale odczułam nagłą potrzebę bycia piękną. Tak jakbym chciała pokazać całemu światu co traci, tak jakbym to Michaelowi chciała pokazać co maił czelność stracić. … Moje czarne, ciężkie buty stukały obcasem po bruku w Starej Palmiarni. Przyjemny wiatr owiewał moje nogi odziane w leginsy, a długa koszula rozwiewała się na boki. Zapaliłam jednego papierosa, którego zwinęłam Shin’ owi gdy nie patrzył. Muszę się przyznać, że to mój pierwszy. Pociągnęła, go i momentalnie się zakrztusiłam. - Jak oni mogą to palić.- Powiedziałam sama do siebie przyglądając się papierosowi i mlaskając z niesmakiem. W ustach czułam smak gorzkiego tytoniu pomieszany ze słodką wiśnią.- Stanowczo wolę tylko to wąchać…- Dodałam znów się zaciągając. - Palisz?- Nagle usłyszałam przyjazny głos Michaela. Ubrany w czarną koszulę, jeansy i „Fedorę” olśniewał swoim nienagannym wyglądem. Zmusiłam się do uśmiechu i spojrzałam na niego ukazując twarz z mroku. Zrobiłam sobie mocny makijaż niemal taki jak na koncerty. Ciemne oczy i czerwona szminka zawsze dodawały mi odwagi. - Okazjonalnie…- Wymamrotałam.- A chyba takową mamy? - Ashley…- Szepnął z poczuciem winy w głosie.- Naprawdę nie wiem jak to się stało… - W szkole cię nie uczyli jak się robi dzieci?- Rzuciłam sarkastycznie. Nawet nie wiedziałam kiedy zrobiłam się taka oschła w stosunku do niego, szybko jednak poczułam się źle z tym faktem.- Przepraszam.- Dodałam szybko widząc jego smutne oczy. Nie potrafiłam tak z nim rozmawiać. - Należało mi się. - Michael po co my tu w ogóle jesteśmy?- Spytałam wpatrując się w niego, nie wiedząc co mam robić. Targały mną sprzeczne uczucia, jakaś część mnie chciała mu się rzucić na szyję i wybaczyć wszystko, jednak inna chciała mu przyłożyć za to co mi zrobił. - Nie mogę cię stracić. Naprawdę to wszystko jest jakieś dziwne. Pamiętam, że gdy piliśmy ostatni kieliszek Brooke powiedziała, że teraz to ona będzie się śmiać… Wtedy urwał mi się film.- Zmarszczyłam podejrzliwie brwi. Zdziwiły mnie bardzo jej słowa, a sprawa stawała się coraz bardziej podejrzana. - Wiem, że to głupie pytanie, ale jeśli urwał ci się film to najprawdopodobniej straciłeś przytomność. Czy w takim stanie ktokolwiek byłby w stanie uprawiać sex? - Powiem ci szczerzę, że nie wiem. Obudziłem się goły, a obok mnie leżała ona. - Równie dobrze mogła cię rozebrać sama i wsadzić do łóżka by wszystko wyglądało tak jakbyście razem no wiesz…- Drugi raz mi już to przez gardło nie chciało przejść. Początkowa nadzieja zgasła równie szybko jak się pojawiła.- Wszystko by pięknie pasowało, lecz Brooke jest w ciąży. - To też można udawać.- Odparł wyraźnie pobudzony iskierką nadziei jaka się pojawiła. - Oj przestań, przecież musiała by być potworem. Przyjaźnisz się z nią… Ja bym nie mogła zrobić czegoś takiego swojemu przyjacielowi. – Wymamrotałam siadając na murku. Michael usiadł koło mnie i oparł ręce o kolana. - Może masz rację… ale ta sprawa mi śmierdzi i odkryję co się tak naprawdę stało. Mam prośbę do ciebie… - Tak? - Nie skreślaj mnie. Jeśli naprawdę to zrobiłem to wezmę odpowiedzialność za swoje czyny, lecz jeśli nie to chcę wiedzieć że będę miał dla kogo dążyć do prawdy. - Jeśli sugerujesz, że będziesz to robił dla mnie to nie ma mowy.- Odparłam stanowczo aż wstając z przejęcia.- Masz to wyjaśnić tylko i wyłącznie dla siebie. Ja mogę ci częściowo przebaczyć. Ale muszę coś zrobić… - Pozwolę na wszystko.- Przybliżył się do mnie, a ja wypuściłam ciężko powietrze zbierając się w sobie, by zrobić to co już dawno powinnam. Spuściłam wzrok i po sekundzie już pewna swego zmierzyłam się z nim oko w oko. To była chwila, szybko i bez zbędnych jęków przyłożyłam mu w twarz z liścia. On odskoczył trzymając się za policzek, a ja masując nadgarstek uśmiechnęłam się z nieukrywana satysfakcją. - No to po części jesteśmy kwita. - Tak TO stanowczo tym bardziej mi się należało. - Teraz możemy zacząć wszystko od nowa.- Wymamrotałam stojąc twardo na ziemi. Mike słysząc to szybko podszedł do mnie zapewne chcąc mnie pocałować i przytulić ja jednak zatrzymałam go wyciągając do przodu rozczapierzoną dłoń. Nawet nie wiecie jak dla mnie ta decyzja była trudna i bolesna. Również miałam ochotę rzucić to w cholerę i w końcu go pocałować, ale to by nie było w porządku w stosunku do samej siebie. Spojrzał się na mnie badawczym wzrokiem już nie wiedząc co ma robić.- Zacząć od nowa jako przyjaciele.- Wyjaśniłam. - Rozumiem i cieszę się, że będę mógł się z Tobą spotykać. Nawet nie wiesz jak za tobą tęsknie. Za twoim dotykiem, zapachem, oddechem… Najbardziej tęsknie za twoimi ustami. Przepraszam, że sprawiłem ci tyle bólu… - W oczach mimowolnie zakręciły mi się łzy. Cholera jak to strasznie boli… - Ja też tęsknie za Tobą ale nie potrafię być z Tobą do póki nie uporządkujesz spraw z Brooke. Po prostu nie potrafię. – Wymamrotałam wpatrując się w ziemię. On podszedł do mnie pozostawiając między nami malutki dystans, na tyle mały że czułam jego obecność, oddech, zapach. Nachylił się nade mną i szepnął na pożegnanie: - Dziękuję za na dzieję. Obiecuję, że nie zmarnuję tej szansy.- Jego słowa świdrowały mój umysł, a on zniknął pomiędzy alejkami zostawiając mnie samą. Stałam jak wryta, głęboko oddychając… Coś się ruszyło, a w naszych sercach znów zapaliła się iskierka. Być może fałszywie dająca złudzenie nadziei i ogólnego przebaczenia lecz w tym momencie mało mnie to obchodziło. Obchodziło mnie tylko to, że w ogóle takowa była. … - Wróciłam.- Rzuciłam tak dla świętego spokoju do chłopaków przygotowujących kolację w kuchni. Krzątali się od blatu do blatu, regularnie wrzeszcząc na siebie i przepychając się. - Gdzieś ty się u licha podziewała. Mogłaś chociaż zostawić jakąś kartkę, że wychodzisz.- Skarcił mnie Yasu, a ja poczułam się jak w pierwszej klasie gimnazjum. Spojrzałam się na niego wzrokiem dającym mu do zrozumienia, że z deka przesadza z tą swoją rolą „tatusia”. - Jestem dorosła, po prostu wydawało mi się że już nie muszę się pytać o to czy mogę gdzieś wyjść sama z domu.- Udałam małą dziewczynkę niewinnie szorując nogą w miejscu i bawiąc się rogiem koszuli. - Be nie dobra dziewczynka!- Nobu uderzył mnie lekko po dłoni, niosąc sałatkę na stół. - Spodziewamy się kogoś, że tak tu wystawnie?- Spytałam widząc stół, który naprawdę przypominał stół. Na stole jak to na stole stał pięknie przygotowany posiłek. Wyczuwałam jakiś podstęp… - Nie, po prostu trochę się postaraliśmy.- Sprostował Shin stawiając piwo między kurczakiem, a sałatką. - Widzę, że jednak w tej kwestii zostaje po staremu…- Wymamrotałam pod nosem i usiadłam koło Yasu co jakiś czas podejrzanie spoglądając na całą trójkę. Nie zrozumcie mnie źle ale u nich takie zachowanie się nigdy nie zdarza, to tak jakby brytyjska królowa Elżbieta II zatańczyła kanka na środku pałacu Buckingham. We względnej ciszy spożywaliśmy posiłek, kęs za kęsem, a podejrzana atmosfera aż przesiąkała całe mieszkanie. Dłubałam widelcem w kurczaku starając się powstrzymać by nie wybuchnąć wrzaskiem i by nie wydusić z nich siłą co się stało. - Jedzeniem się nie bawi, jedzenie się je…- Odparł Yasu, a ja odłożyłam widelec w geście kapitulacji. - Nie no mam tego już dość. Dowiem się czy nie?!- Wrzasnęłam robiąc groźną minę. Chłopcy spojrzeli się na siebie porozumiewawczo, aż w końcu Shin wypuszczając ciężko powietrze odważył się i wyciągnął z pod kanapy jakąś gazetę. - Tylko się nie denerwuj…- Dodał podając mi ją. Szarpnęłam ją i zerknęłam na okładkę. Na niej było moje zdjęcie i Michaela. Między nami znajdował się zygzak mający za zadanie nas rozdzielić. Zapewne reprezentował kwiecistą metaforę rozpadu naszego związku. - Pięknie…- Wysapałam z zażenowaniem, ale najlepsze dopiero było przede mną. Pod zdjęciem widniał nagłówek: „ Królowi Popu znudziła się niedoświadczona gwiazdeczka Motown”. Popatrzyłam z niedowierzaniem, po czym szybko zaczęłam szukać artykułu w środku.- „ Jeszcze do nie dawna Michael Jackson cieszył się związkiem z młodą gwiazdą rocka Ashley Fox. Jednak najnowsze doniesienia wskazują, że piękny sen piosenkarki dobiegł końca. Widocznie Król Popu nie brał tego związku na poważnie, bo sama zainteresowana dowiedziała się o zerwaniu w programie na żywo. Oczy milionów były zwrócone na Fox, która starała się z klasą dotrwać do końca. Nowa wybranka Jacksona Brooke Shields wypowiedziała się o swojej poprzedniczce w dość nie pochlebny sposób: -To było kwestią czasu kiedy Michaelowi znudzi się ta prostaczka i wróci do mnie. Michael jest światową gwiazdą i to zrozumiałe, że to za wysokie progi jak dla niej. Niech i tak będzie mu wdzięczna za pomoc w karierze.- skomentowała.”- Skończyłam czytać ściskając gazetę w pięściach. - Aschley dobrze wiesz, że to głupoty…- Wymamrotał Nobu spoglądając na moją niezbadaną minę. Ze złości rzuciłam gazetą w ścianę i chwyciłam puszkę piwa. - Za wysokie progi?! Znudziła się!? Kwestia czasu!? Wdzięczna za pomoc w karierze!? Nie brał związku na poważnie!?- Kręciłam głową nie dowierzając temu co właśnie przeczytałam.- Zapłaci mi ona za to… Na pewno to jej sprawka. - Tej Brooke?- Spytał Shin rwąc z satysfakcją gazetę na drobne kawałeczki. - Tak tej Brooke.- Potwierdziłam biorąc solidny łyk piwa.- Ale ona się mądrzy! Szkoda tylko, że nie pochwali się jak naprawdę się sprawy mają. - To znaczy? - Mike nie ma zamiaru się z nią żenić. Uzna dziecko, będzie się nim zajmował ale z nią na stówę nie będzie. A w dodatku ta sprawa jest jakaś podejrzana… Z jego opowieści wychodzi na to że był pijany i dodajmy nieprzytomny. Nie wiem czy w takim stanie ktokolwiek może no wiecie… Być może to jest jedna wielka farsa, by zdobyć Michaela…. Kurde nic już nie wiem.- Złapałam się za głowę po czym zapchałam usta sałatką i kurczakiem, by już nic nie mówić. - Wcale nie głupio to brzmi… ale stanowczo tej Shields powinno się zasznurować buźkę. Po co bez sensu miele ozorem skoro w jej wypowiedziach nie ma ani krzty prawdy. A z tą „prostaczką” to już w ogóle przegięła…- Odparł Yasu ku mojemu zdziwieniu podając deser. Może i nie był zbytnio wykwintny( o ile ciastka i żelki gumisie z supermarketu mogą być nazwane deserem) lecz mi w zupełności wystarczył. Małe misie znikały w naszych ustach z prędkością świata, co również tyczyło się ciastek. - Od kiedy ona w ogóle może się wypowiadać w imieniu Jacksona?- Spytał Shin, co jakiś czas popalając kolejnego papierosa. Spojrzałam się na niego i od razu skrzywiłam na samo wspomnienie o niedobrym smaku papierosów Black Sotnes. - No ja chyba jestem akurat osobą w tym towarzystwie, która dowiaduję się o wszystkim ostatnia, więc z takim skomplikowanym pytaniem to raczej nie do mnie. - A mi się zdaje, że za łatwo mu wierzymy. Przylazł, zrobił słodkie oczka, trochę poczarowała i nagle to ta laska jest wszystkiemu winna, a on to bidak nic przecież nie zrobił.- Wymamrotał pod nosem Nobu. Szturchnęłam go przyjaźnie w ramię i uśmiechnęłam się. - Może i mu po części wybaczyłam, ale do niego nie wrócę. Zaproponowałam mu przyjaźń… - A kiedy to zdążyłaś zrobić? - Dzisiaj… To dlatego tak długo mnie nie było. Musiałam z nim na spokojnie porozmawiać.- Wytłumaczyłam szybko swoje postępowanie, trochę uspakajając Nobu. On podrapał się po karku i wziął łyk piwa z puszki, po czym spojrzał się na mnie. - Ja już dawno przestałem mu ufać. Może już czas byś i Ty przestała…- Rzucił całkiem poważnie, a reszta wpatrywał się w niego. - Moje zaufanie zostało poważnie nadwyrężone…- Odpowiedziałam bujając się na krześle.- Na razie do mnie przemawiają tylko czyny. Zero specjalny względów. - Ok. czyny. Zakodowałem.- Szepnął uśmiechając się pod nosem tak jakby obmyślał jakiś skomplikowany plan. Yasu by rozładować atmosferę włączył jakąś muzykę i porwał mnie do tańca. Śmiałam się jak obłąkana, nareszcie szczerze. Ostatnio za dużo było u mnie sztucznych uśmiechów i wymuszonego miłowania się nawzajem. W tym momencie nic nie było sztucznego, ten moment był idealny, ten moment przywołuję w pamięci gdy już tracę nadzieję… a zawrócić się już nie da.
Mam nadzieję, że notka się podoba. Między Ashley a Michaelem na razie się popsuło… no cóż końca nie mogę zdradzić, ale przecież w życiu nie zawsze jest pięknie i z górki! Czytajcie, a się dowiecie!; ) Zapraszam! ( wpisujcie się również w dziale WASZE WPISY z góry honto arigatou!!!( naprawdę dzięki);) sobota, 22 października 2011, daguska93
TrackBack
Komentarze
Gość: Arisa, public113233.xdsl.centertel.pl
2011/10/22 14:36:16
Oooooooooooooooooooo... jakie to słodkie, dobrze że się pogodzili i że wszystko się mam nadzieje poukłada w życiu MJ. Nie dziękuj za te słówka, które piszę, bo one są prawdą.W końcu tylko osoby o dużym sercu i głębokiej, natchnionej duszy mogą pisać tak wspaniałe rzeczy. Cieszę się, że to Ci pomaga w pisaniu, przecież sama jestem autorką opowiadań i wiem, ile dają czyjeś komentarze. Więc na prawdę, to co robisz przekracza wszelkie możliwości, jesteś więcej niż 100%. Trzymaj sie, informuj o nn i dziękuję że jesteś :* Pozdrawiam Arisa [historia-historii]
Gość: anulka95, 178-37-244-172.adsl.inetia.pl
2011/10/22 21:38:42
No ja również jestem bardzo szcześliwa że Ash w pewnym stopniu wybaczyła Michaelowi. Mam nadzieje że teraz bedzie już tylko lepiej;D gratuluje pomysłow na kolejne czesci..to zdumiewające jak bardzo rozwinełaś to opowiadanie;* powodzenia w pisaniu, pozdrawiam;*
Gość: , adro76.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/22 21:44:00
Dobrze , że się im znowu zaczyna układać i mam nadzieję że ta cała sprawa z dzieckiem i w ogule ... to tylko ściema.
Czekam w napięciu na następną notkę .
Gość: Syla, public-gprs34150.centertel.pl
2011/10/23 15:13:07
Dobrze jest! Będzie lepiej! Super opowiadanie i naprawdę nie mogę się doczekać następnej części! POZDRAWIAM!!!
|
![]() Make your own banner at MyBannerMaker.com!
@@@@@@@@@@@@@@@@@
|