Blog > Komentarze do wpisu

"Nie z tego świata" cz. 57

Hejka! Jak tam u Was się wiedzie? U mnie po staremu jednak z dnia na dzień mam coraz więcej do roboty… Mam nadzieję, że jednak będę znajdywać czas na pisanie bo inaczej bez tego sfiksuje! :D Pozdrawiam i zapraszam do czytania i komentowania! :D

 g

    ***********

Jego oczy były tak szczere, pozbawione jakiejkolwiek nienawiści czy pogardy. Stał tak przede mną w całej swojej okazałości i obdarzał mnie czułym uśmiechem zarezerwowanym wyłącznie dla mnie. Fala ciepła rozeszła się po moim ciele, dając mi znak że ten mężczyzna nadal jest dla mnie bardzo ważny. Serce kołatało niespokojnie na samą myśl co będzie dalej. No właśnie co będzie dalej? Czy przetrwamy? To tylko Bóg jeden wie…

- Tak się cieszę, że przyszłaś.- Odparł jedwabistym głosem i zrobił jeden krok w moją stronę. Odwzajemniłam niepewnie uśmiech czując, że w tym momencie najchętniej to bym się rozpłakała, jednak to nie wchodziło w grę.

- Musimy w końcu sobie wszystko wyjaśnić. Od początku…- Wyrzuciłam z siebie szybko, by nabrać odwagi. Michael spojrzał na mnie czułym wzrokiem i wskazał dłonią na pięknie zdobione krzesło w rogu pokoju. Stało ono przy nieskazitelnie nakrytym stole. Na siedząco będzie łatwiej tego wysłuchać… Pomyślałam i usiadłam ostrożnie by nie wywinąć przypadkiem jakiejś gafy. Znów nasze spojrzenia zetknęły się ze sobą, a ja poczułam jak serce wali mi o wewnętrzną stronę klatki piersiowej.- Więc jak to było z Brooke?- Zapytałam pierwsza by przerwać tą niezręczną cisze, która mogła by skończyć się tylko rzuceniem na siebie. W pozytywnym tego słowa znaczeniu...

- Do momentu upicia się, wszystko się zgadza. Naprawdę się wtedy spotkaliśmy i naprawdę za dużo wypiliśmy… a przynajmniej ja. Potem spałem jak zabity, a ona wykorzystując sytuację rozebrała mnie i położyła się obok. Rano powiedziała, że spaliśmy ze sobą, a parę dni później oznajmiła mi że jest w ciąży. Oczywiście wszystko to było kłamstwem. Wszystko się wydało, gdy lekarz nie chciał się zgodzić na to by kłamać. Brook musiała się do wszystkiego przyznać.- Opowiedział mi to wszystko po kolei, a ja przełknęłam nerwowo ślinę i pokręciłam z niedowierzaniem głową. Naprawdę nie mogłam uwierzyć jak można być tak podłym…- Jednak ona nie zamierzała tak łatwo odpuścić i wymyśliła tą rzewną historyjkę dla prasy na temat Ciebie. Ashley jest mi naprawdę głupio, że prze ze mnie musiałaś tyle przejść…

- Mike…- Z moich ust jego imię wypadło szybko, jednak dalsze słowa stawały się coraz cięższe i trudniejsze do powiedzenia.- Nie miałeś na to wpływu.- W końcu uporałam się z mętlikiem w głowie starając się mówić poważnie i z dużym przekonaniem.

- Mogłem zrobić cokolwiek. Mogłem powiedzieć o wszystkim na samym początku.- Odparł z poczuciem winy przymykając lekko powieki. Jego długie rzęsy niemal spoczęły na policzkach, długie i smukłe. Ściskałam nerwowo dłonią dłoń. Spojrzałam na niego i szybko uciekłam wzrokiem, jakbym bała się jego przenikliwych oczu.

- Co teraz z nią będzie?

- Wyjechała…- Rzucił oschle, dając mi do zrozumienia że nie chce mieć z nią nic wspólnego.- Naprawdę myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. Znałem ją bardzo długo i to co nas łączyło było wyjątkowe, jednak ona zatraciła się w swoich kłamstwach i dążeniach. Próbowała zdobyć moją miłość za wszelką cenę jednak na koniec straciła mnie całego. Nie potrafię jej już zaufać…

-Wiem, że to zabrzmi dziwnie ale potrafię ją zrozumieć.- Wymamrotałam, nieśmiało szukając kontaktu wzrokowego. Jego oczy zrobiły się większe, niemalże pytały mnie „dlaczego?”.- Proszę Cię nie patrz tak na mnie. Kiedy zobaczyłam na dużym ekranie ciebie i Brooke całujących się to mojemu sercu została zadana ogromna rana. Bolało mnie niesamowicie… Rozdzierało od środka, mówiło straciłaś go. Cały świat usunął mi się spod nóg, a najgorsze było to że nic nie mogłam z tym zrobić. Bezczynnie przyglądałam się jak mój ukochany jest z inną i będzie miał z nią dziecko. Pomyśl… skoro ona od samego początku była w tobie zakochana, to jak musiała się czuć za każdym razem gdy widziała cię ze mną?- Odarłam przybliżając twarz w jego stronę. Nie powinnam jej bronić, lecz nie potrafiłam kompletnie zwalić na jej barki całej winy. Na jego twarzy wymalował się cień zakłopotania i poczucia winy. Zrozumiał, że mam rację. Potarł dłonią czoło i przygryzł delikatnie dolną wargę.

- Dlaczego nasze życie aż tak się skomplikowało?- Mruknął w końcu podnosząc na mnie wzrok. Wzruszyłam bezradnie ramionami i potarłam koniuszkiem palca skrawek pięknego białego obrusu.

- Może dlatego, że było zbyt pięknie? Byliśmy samolubni myśląc, że zawsze wszystko będzie dobrze. Nie jesteśmy wybrańcami Bogów…

- Ashley, a co z nami?- Spytał jednocześnie wstając i przybliżając się do mnie. Właśnie, a co z nami?? Czy potrafię po tym wszystkim znów żyć normalnie u boku Michaela? Spojrzałam mu głęboko w oczy i zacisnęłam pięści by zebrać w sobie odwagę.

- Muszę Ci coś powiedzieć. O mnie i o Nobu…- Odparłam, a na jego twarzy pojawiło się zrozumienie mimo lekkiego smutku. Jego delikatna dłoń musnęła mój policzek.

- On Cię kocha.- Stwierdził jakby to była oczywista oczywistość, która wcale go nie szokuje. Moje oczy zadrgały, a serce znów przyśpieszyło. Jego smukłe nogi nosiły go po pokoju, a czarne loki lekko rozwiewały się na wietrze dochodzącym z otwartego okna.

- Dzisiaj…- Zaczęłam, lecz nie wiedziałam jak mam to ubrać w słowa.- … całowaliśmy się. Omal nie wylądowaliśmy w łóżku, jednak przerwałam to. Michael ja nie wiem co mam robić… Moje serce kocha i ciebie i Jego, ja nie potrafię…- Słowa plątały mi się w ustach, a z oczu popłynęły łzy. Mike podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłonie. Kciukami starł niesforne krople spływające po moich rozgrzanych policzkach.

- Wiem Ash, wiem o tym. To on stał przy Tobie gdy ja nie mogłem i gdy tak strasznie cierpiałaś.

- On chciał…- wychlipałam jak małe dziecko starając się ułożyć z porozrzucanych słów jakieś sensowne zdanie.- Chciał przekonać mnie do siebie… Powiedział, że ustaliliście coś pomiędzy sobą…

- To prawda. Postanowiliśmy, że pozostawimy wybór tobie. Każdy z nas będzie się starał, aż twoje serce zdecyduje kogo kochasz bardziej…- Zbliżył swoją twarz do mojej, a ja drgnęłam niesfornie nie wiedząc co mam zrobić. Ustalili? Starać się? Kogo kocham bardziej? To tak jakby zapytać się małej dziewczynki: Kogo kochasz bardziej, tatusia czy mamusie? Ciepło jego oczu rozlewało się po moim ciele, a zapach który zapamiętałam znów podrażnił moje nozdrza. Znów był blisko i znów zaczęłam na to reagować.

- Mike…- Mruknęłam jednak nic więcej nie zdążyłam powiedzieć. Jego słodkie usta zatopiły się w moich sprawiając, że ciało się rozluźniło a umysł przestał racjonalnie myśleć. Znów to samo… tak samo jak z Nobu. W co oni ze mną pogrywają? Starałam się zebrać w sobie na tyle siły by oderwać się od niego jednak to nie było takie łatwe. Już tak dawno nie czułam delikatności jego skóry oraz jedwabistych włosów dotykających moje ciało. Pragnęłam bliskości… To co nas łączyło nie można było tego określić jednym słowem. Magnetyzm, przyciąganie lub magiczna moc… to nie dość oddaje sens naszej znajomości. Być może byłam żenująca i naiwna myśląc, że miłość jest lekiem na wszystko jednak w tej chwili wcale tak na to nie patrzyłam. Z każdym dotknięciem i pocałunkiem zabierał ze mnie skrępowanie, ból i ciężar. Po moim policzku popłynęła łza odkrywająca moją bezradność i głupotę. Zastanawiałam się gdzie podziała się ta silna dziewczyna z koncertów, która wyje złowieszczo do mikrofonu, prowokuje wyglądem i zachowaniem.- Jestem okropną kobietą…- Szepnęłam, a on otarł łzę. Dostrzegłam jak kąciki jego ust podniosły się do góry w uśmiechu, który szczerzę mnie zdziwił.

- Po prostu się zagubiłaś…

- Bawię się waszymi uczuciami. Rano Nobu teraz ty… jestem zwykłą…- Uciszył mnie przykładając palec do moich ust, a  z jego twarzy zniknął uśmiech. Zastąpiło go poczucie winy i nieskończenie wielka zaduma.

- Jeśli ktoś tu się bawi czyimiś uczuciami to ja i Nobu twoimi… Próbujemy Cię uwieść, przekonać do siebie, sprawić byś wybrała któregoś z nas.- Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem i nie mogłam uwierzyć, że doczekam się takich słów z jego ust. Nawet nie wiem kiedy wylądowaliśmy na łóżku zasłanym satynową narzutą. Podniosłam się szybko do pozycji siedzącej czując coś dziwnego w środku. Natychmiast przeszła mi ochota na jakiekolwiek bratanie się w ten czy inny sposób. Wolałam pozostać na dystans…

- Uwieść?- Sapnęłam przekrzywiając pozornie zabawnie głowę w bok dla lepszego efektu.- Co się dzieje? Nie poznaje ani ciebie, ani Nobu… Mówicie o moim szczęściu, a tu znów chodzi o was. O to kto wygra. Czy to wy się zmieniliście, czy to ja się cofnęłam?- Dodałam zachrypniętym głosem pełnym niedowierzania i cienkiej nutki ironii. Uśmiechnął się tajemniczo, wstał i usiadł obok mnie. Jego prawa dłoń ubrana w biała rękawiczkę na nadgarstek, bawiła się moim kolanem.

- Wygraną jesteś ty. Najważniejsza osoba zarówno dla mnie jak i dla niego. Nie umiemy pogodzić się z faktem gdy cierpisz lub płaczesz, staramy się skleić wszystko na siłę dla twojego i po części naszego dobra. Walka się rozpoczęła.- Odparł dotykając delikatnie mojego policzka. Jego ogromne oczy wpatrywały się bez wytchnienia w moją niezbadaną twarz. Tysiące myśli uderzyło mnie znienacka nie chcąc bym zapomniała o którejkolwiek. Wstałam gwałtownie i podeszłam do drzwi zatrzymując się w połowie. Musiałam to sobie przemyśleć. Przemyśleć te wszystkie słowa, które padły z jego ust… Pokręciłam przecząco głową i odwróciłam ją na chwilę w jego stronę. Nadal siedział na łóżku tak idealny i opanowany. Westchnęłam i spuściłam smutnie wzrok.

- Nie wiem czy chcę być nagrodą w jakiejkolwiek walce… Kto ustala zasady? I czy w ogóle będę miała coś do powiedzenia? Zresztą nie ważne…- Mruknęłam i wyszłam rzucając na pożegnanie z zaszklonymi oczami:

-  Nie chcę kochać na siłę…- Wyszłam szybko kierując się do wyjścia. Nie mogłam dłużej zostać pod czarem Michaela. Będąc pod jego wpływem nie spojrzę na sprawę obiektywnie, co zaowocuje ogólnym nieszczęściem nas wszystkich. To samo tyczy się Nobu i jego prób jak to Mike nazwał „uwodzenia” mnie. To ma być MÓJ wybór… szkoda, że tylko nie wiem co mam robić, a serce w akcie strajku i ogólnej desperacji, podzieliło się na dwie równiutkie części…

Szłam jakąś ulicą, której nazwy nie znałam bo i po co. Po to by zaprzątać moją i waszą głowę? No właśnie… bezsensu. Ruch był tam nie duży, a ludzie przemykali po niej jak cienie nie chcąc nawet spojrzeć sobie w twarz. Odpowiadał mi taki obrót spraw… Zero krzywych spojrzeń i bezsensownego mierzenia się w nadnaturalnym starciu. Każdy pozostawał ze swoimi i tak już dość skomplikowanymi myślami. Wiatr lekko rozwiewał moją grzywkę, chłodząc rozgrzaną skórę i uspakajając. Nagle w zamyśleniu i być może nieuwadze wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Jego długie dredy spięte w kucyk spływały mu po ramionach. Przyjrzałam się uważnie i ujrzałam chłopaka ubranego al’ a Bob Marley ogólnie na luzie. Nasze przepraszające spojrzenia zbiegły się ze sobą i gdy dostrzegłam jego smukłą twarz i zielone oczy, moje serce zabiło, a chwilowe otępienie spłynęło nieubłaganie na napięte ciało.

- Japhrimiel?- Spytałam tępo przecierając delikatnie oko, na tyle by nie rozmazać makijażu ale by polepszyć jakość widzenia. Jego spojrzenie przeleciało szybko po mojej twarzy. Źrenice rozszerzyły się, a twarz przybliżyła w moją stronę. Przyglądał mi się…

- Nie możliwe…- Wydyszał z siebie nadal analizując mój wygląd.- Ashley? Gdzie ty masz włosy? A ten makijaż?- Zalał mnie potokiem pytań, a moje oczy zaszkliły się mimowolnie. Zabiję sukinsyna… Bez odpowiedzi na żadne zadane pytanie z jego strony, rzuciłam się w jego objęcia. Przytulił mnie z ulgą przymykając lekko oczy.

- Dlaczego się nie odzywałeś!- Wrzasnęłam odklejając się i ocierając jedną jedyną łzę. Wzruszył bezradnie ramionami i westchnął wymigując się od odpowiedzi.

- Musiałem się zmyć inaczej nie dali by mi spokoju. To był jedyny sensowny sposób…

- Ale ja się martwiłam…- Warknęłam z wyrzutem.- Mógłbyś od czasu do czasu dać znać swojej młodszej siostrze, że żyjesz.

- Wiem, ale to nie było takie proste. Dużo by opowiadać. Zresztą widzę, że ty też się nieźle zmieniłaś.- Wskazał na poszarpane dżinsy i skórzaną kurtkę po czym przyjaźnie poczochrał mnie po włosach.- Ty! Punkówą jesteś.- Stwierdził po sekundzie tentegowania w głowie. Tupnęłam dla lepszego efektu ciężkim, czarnym buciorem.

- Bardziej teraz pasuję do mojego zespołu…

- Ten sam stary, dobry BLAST?

- Czy ty nie oglądasz telewizji? Jesteśmy gwiazdami.- Odparłam z oburzeniem, ale również z nieukrywaną dumą.

- Ostatnio nie mam czasu na takie głupotki. A Yasu się na to zgodził? Na ten cały cyrk z podbijaniem list i pokazywaniem się w TV?

- O dziwo tak.- Powiedziałam z zamyśleniem na twarzy. To dlaczego Yasu zawiesił karierę prawniczą na rzecz zespołu, nadal było dla mnie niewiadomą.- Jestem im wdzięczna, że na jeden mój telefon rzucili wszystko i przyjechali.

- Rzucili? Nie mów, że Nobu i Shin też się w to zaangażowali!- Prychnął obejmując mnie gdy szliśmy ulicą, oświetloną jedynie słabymi latarniami. Jednak przy moim bracie czułam się bezpiecznie…- Widzę, że dużo się pozmieniało.- Stwierdził, a ja spojrzałam na niego podejrzliwie.

- Co się dzieje?- Rzuciłam krótko, jednak nie spodziewałam się szybkiej odpowiedzi. Japhrimiela trudno było przekonać do szczerej rozmowy. Musiałam się nieźle kiedyś napocić, żeby zaufał mi i zrozumiał, że zawsze stoję za nim murem. Wzruszył płynnie ramionami i puścił do mnie przyjaźnie oczko.- Jeśli myślisz, że się wywiniesz od odpowiedzi to się grubo mylisz. Właśnie w tym momencie zdecydowałam za ciebie, że idziesz do mnie. Dodam, że nie przyjmuje żadnych sprzeciwów i jęków.

- A jednak, aż tak się nie zmieniłaś.- Skwitował moje zachowanie podśmiechując pod nosem.

- Pogadamy na spokojnie przy herbatce lub czymś mocniejszym.

- Jeśli chcesz ze mnie wyciągnąć cokolwiek, to stanowczo przy czymś mocniejszym.

- Widzisz, ty też się nie zmieniłeś.- Odparłam ciągnąc go za sobą w stronę mojego małego, ale własnego mieszkanka.- Aż tak…- Dodałam odwzajemniając uśmiech. Widząc go całego i zdrowego, poczułam ogromną ulgę. Zniknął zaraz po tym jak oświadczyłam rodzicom, że nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Długo myślałam, że to przeze mnie wyjechał, jednak uspokoił mnie jednym krótkim listem bez adresu zwrotnego:

„ Szarona( tak mnie nazywał, strasznie nie znosiłam tego przezwiska),

Znając twoją skomplikowana psychikę myślisz, że to przez ciebie wyjechałem. Rozczaruję Cię ale nie. Ta decyzja dużo mnie kosztowała, a złożyło się na nią wiele czynników. Kiedyś Ci o tym opowiem. A co do rodziców… wiesz, że zawsze jestem za tobą. Teraz też. Uważaj na siebie. Jak wrócę masz być jeszcze żywa. Najlepiej w jednym kawałku, nie mam zamiaru potem wszędzie szukać twoich części. Taki żart… Wiem, niezbyt wyszukany. Czekaj na mnie, wszystko Ci wytłumaczę…

                                                                                                                                                Japhrimiel

PS. No wiesz…( w ten oto nie skomplikowany sposób, mój ukochany brat powiedział, a raczej napisał, że mnie kocha).”

 

Tylko tyle… Jeden list i zero wieści przez długi czas, który zdawał się być wiecznością. Obiecałam sobie wtedy w duchu, że jak wróci to skopię mu tyłek. Głównie z tego powodu zaprosiłam go do mieszkania… Na ulicy przecież tego nie zrobię. Uśmiechnął się po raz kolejny, pokazując szereg białych ząbków, a ja układałam w głowie plan co zrobić by ode chciało mu się znikać bez słowa, na następne kilkaset lat. Japh jak dobrze, że jesteś… nareszcie. 

                             



sobota, 10 grudnia 2011, daguska93

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: anulka95, 178-37-253-228.adsl.inetia.pl
2011/12/10 14:53:59
Wow....ostro się dzieje w życiu Ash, Nobu i Michael no ciężki wybór ją czeka..mam nadzieje że dobrze wybierze;) pozdrawiam i życze szcześcia;*
-
Gość: d:d:d, public-gprs6833.centertel.pl
2011/12/10 14:59:08
Myślę, że Ashley ma naprawdę trudny orzech do zgryzienia... I Nobu i Mike są świetni, a z tego co wywnioskowałam oni oboje nie są jej obojętni. Ale muszę powiedzieć, że chłopacy nieźle się porozumieli! Dzisiaj tego kolej, a jutro drugiego! :D:D Świetnie! :D:D:D
-
Gość: Patusia, adtv51.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/11 11:25:52
Hehe Moim skromnym zdaniem chłopaki za bardzo pogrywają z Ashley traktują ją jak nagrodę w totka i to jest trochę nie fajne mam nadzieję że ona wybierze mądrze !! ;)
Ashley ma nie łatwo ... ;(
Ahaha no i spotkanie z bratem kolejny powód do zmartwień ... ;p
SUPER notka ;D
-
Gość: Lili, ime45.internetdsl.tpnet.pl
2011/12/12 13:38:41
Ale Ashley ma dylemat! Jak tak to nie było żadnego, a teraz nagle się dwóch o nią bije:D:D:D Ach te przeciwności losu:D
-
2011/12/16 19:01:28
Extra! Jestem dumna z Ashley, ze potrafila zachowac trzezwe myslenie i nie dac sie oczarowac Michaelowi xd.! Pewnie wiekszosc czytelniczek irytuje moje poparcie dla Nobu, ale trudno ;D! wiecej, wiecej ;). U mnie tez NN
avatar Dodaj do ulubonych Sblogi.pl - ranking blogów - toplista blogow Fajne blogi .::Blogi nastolatek::. Strony z Michaelem Jacksonem ! <3 Najlepsze Blogi michaeljackson.pl Create your own banner at mybannermaker.com!
Make your own banner at MyBannerMaker.com! Zareklamuj bloga! Blogowisko.org @@@@@@@@@@@@@@@@@
SUBskrypcj@
NOWA CZĘŚĆ OPOWIADANIA

Twój email



dowiedz się więcej >>