Blog > Komentarze do wpisu

"Nie z tego świata" cz.56

**************

- Mogłem przewidzieć, że prędzej czy później Cię tu przywieję…- Mruknął sarkastycznie odwracając się i stając oko w oko z Michaelem. Ich idealnie naprężone postawy dawały znać o nici rywalizacji przewieszonej pomiędzy nimi. Zrobiłam krok do przodu, lecz dłoń Nobu zatrzymała mnie lekko. Dobrze wiedziałam o co chodzi. Chcą to załatwić między sobą, ale przecież też jestem w to wmieszana! Nie mogą decydować za mnie… już nikt nigdy nie będzie za mnie decydować…

- Jak zamierzasz teraz rozwiązać tą sytuację? Narobiłeś jeszcze większego bałaganu niż był…- Michael podsumował jego zachowanie dość oschle, co jakiś czas spoglądając w moją stronę. Jego czekoladowo-czekoladowe oczy pieszczotliwie śmiały się do mnie.

- A co miałem stać i patrzeć jak ją obrażają? Sam słyszałeś jakie głupoty gadali… Ta twoja Brook nieźle obrobiła Ashley tyłek, przypinając jej łatkę zazdrośnicy,  która za wszelką cenę chcę odbić swojego byłego chłopaka.

- Z Brooke już dawno nic mnie nie łączy…- Odparł spuszczając lekko głowę, a jego idealny kosmyk włosów opadł niewinnie na twarz. Moje oczy zrobiły się ogromne. Przyglądałam się temu co się działo, a serce krajało na samą myśl jak to może się skończyć.- Już udzieliłem wywiadu w którym wyjaśniam całą sytuację, oczyszczając Ashley z zarzutów.

- Tak łatwo się tego nie załatwi. Mówiłem Ci już wcześniej, że nie pozwolę znów jej skrzywdzić…- Wskazał na mnie palcem. Moje nogi stały się miękkie, nieznośnie drążyły i uginały się pode mną.

- Zachowujesz się tak jakby to tylko tobie na niej zależało!- Uniósł głos Mike rozkładając gwałtownie ręce i ostrożnie się zbliżając w moją stronę.- Nie jesteś sam w tym by ją chronić… Jest Yasu, Shin, Finix i przede wszystkim ja!

- No ty to akurat już pokazałeś, jak ją potrafisz chronić.- Syknął sarkastycznie przygryzając dolną wargę z przejęcia. Potrząsnęłam z niedowierzaniem głową… Miałam jeden wielki mętlik w głowie, a jedyne uczucie jakie z minuty na minutę potęgowało się w mojej głowie była wściekłość. Wściekłość na tych dwóch idiotów, którzy w odmęcie kłótni zapomnieli dawno o mnie. Miałam wrażenie, że tu najważniejsze było udowodnienie swojej racji, a nie jak to na pierwszy rzut oka wyglądało, by mnie na siłę uszczęśliwić. Nie mogłam tak…

- A ty znów to samo!- Mike uniósł do góry dłonie i teatralnie je opuścił.- Nie masz prawa się w to wtrącać… Nie wiesz jak jest…

- Dobrze wiem. Może i jej nie zdradziłeś, ale dopuściłeś do tego durnego programu i do tego by Brooke kłamała w żywe oczy! Ze strachu nawet jej nie wspomniałeś o zaistniałej sytuacji, mimo tego że dzwoniłeś do niej przed programem!

- Nie wiedziałem, że to wyciągną w programie na żywo. Chciałem jej powiedzieć po wszystkim…- Bronił zawzięcie swojego zdania, a mnie już normalnie zalewała krew. Dłonie mimowolnie zacisnęły się z przejęcia, a grzywka opadła bezwiednie na moją twarz.

- To przecież media człowieku! Oni wszystko wyciągną!

- DOSYĆ!- Wrzasnęłam na cały głos, zmuszając ich by się zamknęli i na moment posłuchali dla odmiany, co ja mam do powiedzenia. Ich oczy spoczęły na mnie. Wzięłam parę głębszych oddechów dla odwagi i lepszego efektu.- Mam tego serdecznie dość. Wam wcale nie chodzi o moje dobro, szczęście czy co tam paplaliście przez ten cały czas. Dla Was najważniejsza jest idiotyczna wygrana… Rzucacie w siebie oskarżeniami usilnie chcąc udowodnić winę tego drugiego, a tu nie o to tak naprawdę chodzi! Nie obchodzi mnie czyja to wina… Przez kogo płakałam…- Tu spojrzałam na Michaela.- … i przez kogo nie mogłam spać w noc zżerana przez okropne wyrzuty sumienia.- Mój wzrok przeniósł się na Nobu.- Dajcie mi święty spokój…- Mruknęłam już nieco ciszej.

- Ash...- Zaczął Nobu. a Michael jak wierszyk powtórzył zaraz za nim.

- Ashley…

- Idźcie już sobie oboje. Zostawcie mnie…- Warknęłam kierując się do swojego ukochanego pokoju. Pokoju, który był moją fortecą, w której nikt mi nie miał prawa przeszkadzać i w której czułam się naprawdę bezpieczna. Przeszłam przez salon omijając Shina, Finix i Yasu trwających w poważnym osłupieniu. Nawet nie łudziłam się, że nic nie słyszeli. Ta cienka ściana dzieląca przedpokój od salonu ani trochę nie stanowi przeszkody dla dźwięków. Spojrzałam na nich z ukosa i prychnęłam lekceważąco, po czym weszłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami. Chwyciłam klamkę mocno od drugiej strony i przekręciłam kluczyk z breloczkiem „I LOVE NY”. Odbijał się przez chwilę od drzwi dając tępy stukot, który jednocześnie wymierzał bicie mojego serca. Bam… Bam… Bam… Wypuściłam powoli powietrze z płuc i rzuciłam się na swoje niezasłane łóżko. Przed wyjazdem do Stonebridge nawet nie zawracałam sobie głowy tym by go posłać czy coś w tym stylu. Zresztą jakie to miało teraz znaczenie? Myślenie o takiej błahostce jest zwykłym zapychaczem myśli… Gdy nie chcesz o czymś myśleć, to zaczynasz analizować największe pierdółki. A że łóżko nie zasłane, a że piesek sobie biegnie i że merda ogonkiem! Wszystko jest lepsze niż roztrząsanie tego co sprawiało, sprawia i będzie sprawiać ból. Przymknęłam zmęczone oczy, przed którymi pojawiła się ciemność, która niestety nie dała takiej ulgi jakiej oczekiwałam otrzymać. Nic jej nie dawało…- Życie naprawdę mnie nie lubi…- Mruknęłam pod nosem sama do siebie… Sama dla własnej nic nie znaczącej satysfakcji.

- Chyba wczoraj dość wyraźnie się wyraziłam…- Warknęłam do siedzącego przy stole kuchennym Nobu. Spojrzał na mnie smętnym wzrokiem, a ja szybko odwróciłam wzrok. Nie ma mowy… żadnej litości.- Jackson widzę zrozumiał.

- Musiał iść bo ma dzisiaj nagranie…

- A Ty nie masz? Nic? Żadnego małego nagranka? Nie? Jaka szkoda…- Wymamrotałam dziwnie oschle i całkiem nie podobnie do siebie. Naprawdę nie wiedziałam co mam począć ze swoim i tak już pogmatwanym życiem, a oni mi tu kłótnie będą urządzać! Nalałam sobie zielonej herbaty do kubka, tak dla uspokojenia zszarganych nerwów.

- Ashley wiesz, że to wcale nie chodzi o to kto wygra…- Odezwał się nieśmiało ale pewnie, pisząc coś bezsensu palcem na blacie.

- Dobrze wiecie, że kłótnią nic nie zdziałacie… Mam teraz jeden wielki mętlik w głowie i nie wiem co mam robić.- Spuściłam smętny wzrok i westchnęłam ciężko, czując jak żołądek fika mi koziołki w brzuchu.

- Nie naciskamy.- Odparł bawiąc się swoimi pierścionkami na smukłych palcach. Jego poszarpana bluzka podkreślała jego buntowniczość, a ciężkie skórzane buty wybijały klasyczny rytm 4/4.- Wiem, że nadal coś do niego czujesz…

- Wiesz jak to jest…- Mruknęłam zaczepnie.- Nie jest tak łatwo wyleczyć się z miłości.

- Podstawowe pytanie jest całkiem oczywiste. Czy nadal chcesz ciągnąć znajomość z Michaelem?- Spytał, a ja całkiem niekontrolowanie otworzyłam usta z przejęcia. Kurde… czy ja tego chcę? Michael jest dla mnie ważny, ale jednak część mojego serca należy również do Nobu. Czy można kochać dwoje mężczyzn na raz?

- Nie potrafię sobie odpowiedzieć.- Z moich ust wydobyły się te durne słowa, a oczy zaszkliły się sprawiając, że obraz przede mną rozmył się nieubłaganie. Poczułam ciepłą dłoń dotykającą mojego policzka. Mrugnęłam przywracając ostrość widzenia i ujrzałam przyjazną twarz Nobu przede mną. Wypuściłam powoli powietrze z płuc.

- Dzisiaj to moja kolej żeby Cię przekonać do siebie…

- Zrobiłeś sobie z Michaelem rozpiskę?- Mruknęłam lekko unosząc kąciki ust do góry. On prychnął przyjaźnie, a jego kciuk rytmicznie  głaskał mój rozgrzany policzek.

- Można tak powiedzieć.- Odparł lekko i zawadiacko. Moje ciało zaczęło się rozpływać, a umysł stawał się coraz bardziej spokojny.

- I w tym momencie powinnam się zdenerwować…- Stwierdziłam przymykając do połowy oczy. Jego twarz zbliżyła się jeszcze bardziej do mojej. Teraz nasze oddechy razem wiły się po naszej skórze, a spojrzenia wbijały się w siebie nawzajem. Nie miałam siły by się opierać przed jego czarem i subtelnym uwodzeniem. Jego delikatne wargi musnęły moje sprawiając, że zapomniałam o jakichkolwiek oporach na ten moment. Dzisiaj jego kolej… Pomyślałam zatapiając się dogłębnie w nieskończonej liczbie pocałunków. Jedna jego ręka błądziła po mojej tali, a druga nadal dotykała mój policzek. Moje palce wczepiły się w jego blond włosy, łapiąc je delikatnie w prowokacyjny sposób. Namiętność i to coś unosiło się w powietrzu, pchając nasze ciała ku sobie. Siedziałam na krześle a on jednym ruchem ręki zmusił by moje drobne nogi zaplotły się wokół jego talii. Uniósł mnie do góry i przeniósł do salonu, ciągle nie przestając namiętnie całować. Robił to łapczywie, tak jakby bał się że zaraz mu ucieknę lub obudzi się z tego dość nieprawdopodobnego snu. Położył mnie na kanapę. Jego ciało przylegało do mojego, a silna dłoń pewnie trzymała moje biodro. Oddychaliśmy szybko i zdawkowo czując swoją bliskość i rodzące się pożądanie. Nagle w mojej głowie odezwał się wszechobecny glos sumienia… Przymknęłam lekko oczy i odwróciłam głowę na bok by nie mógł mnie całować. Zagryzłam dolną wargę, a po moim policzku popłynęła jedna łza. Tylko jedna…- Nobu nie możemy.- Szepnęłam, a on zawisł nade mną patrząc się ciepłym wzrokiem. Wcale się nie zdenerwował ani nie zirytował. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech poparty zrozumieniem w błękicie oczu.

- Wiem maleńka.- Odparł wstając i siadając obok mnie, gdy ja leżałam nadal wbijając w niego wzrok. Zachował się naprawdę w porządku, umacniając pokładane w nim uczucie.- Wiem, że najpierw musisz sobie to wszystko poukładać.

- Dopóki definitywnie nie zerwę z którymś z was to nie zasługuję, na żaden pocałunek ani uścisk z waszej strony. Nie chcę Was zranić… Jesteście dla mnie za ważni.- Wymamrotałam powoli podciągając się do pionu i opuszczając zawiniętą bluzkę. Jego westchnięcie było śpiewem w moich uszach. Dawało mi ulgę i zapewnienie. Zapewnienie, że mnie rozumie i że będzie czekał aż nadejdzie odpowiedni moment.

- Tylko dobrze to przemyśl… Tu nie chodzi o to, żebyśmy my byli szczęśliwi…- Mruknął ostatni raz nachylając się nade mną.-… tu chodzi o to żebyś TY była szczęśliwa.- Dodał po czym pocałował mnie na do widzenia i łapiąc po drodze skórzaną kurtkę wyszedł. Siedziałam patrząc na białą ścianę wzrokiem jakże obojętnym i smutnym.

- Ale jakim kosztem…- Odparłam sama do siebie. Mętlik w głowie urósł do zastraszających rozmiarów. Objawiał się nieznośnym kołataniem serca i częstymi migrenami. Chęć rozwiązania problemu tak, żeby wszyscy byli szczęśliwi była bardzo trudna, a nawet jak by to niektórzy powiedzieli niewykonalna. Ostatnio mało co w moim życiu się udawało. Szczęście rozsypywało się jak domek z kart, a miłość dawała znacząco w kość. Mnóstwo ludzi czekało, aż tylko podwinie mi się noga i nareszcie wpadnę w czeluści zapomnienia. Starałam się jak mogłam… Powoli moje marzenia zaczynały  się spełniać. Wspaniali fani, którzy na każdym możliwym kroku dawali mi powód do dalszej walki oraz rozkręcająca się kariera jak z bajki. Jak to w bajkach bywa pojawił się książę… Jakże ja z tym księciem byłam szczęśliwa. Było na tyle idealnie, że nawet przez myśl by mi nie przeszło, że coś może się zepsuć, a mogło. Mogło i to na wiele paskudnych sposobów. Czas na rozmowę w cztery oczy… Czas to wszystko sobie wyjaśnić.

Przedarłam się niepostrzeżenie pod tylną bramę Neverlandu. Rozejrzałam się skrupulatnie szukając choć cienia fotoreporterów. Byli oni ostatnią rzeczą jakiej teraz potrzebowałam. Nacisnęłam na mały, biały guzik intercomu, a w moich uszach rozległ się brzęczący syk urządzenia.

- Posiadłość Michaela Jacksona, o co chodzi?- Gruby, donośny głos strzelił we mnie pytaniem, sprawiając że na moment odebrało mi mowę. Przywróciłam się do porządku wmawiając sobie, że po drugiej stronie siedzi dobry, stary Billy. On tylko tak strasznie wygląda… Pomyślałam i przełknęłam cały strach i niepewność.

- To ja Ashley…- Wymamrotałam podpierając białą ściankę ramieniem. Coś zatrzeszczało i sprawiło wrażenie poruszenia.

- Już ci otwieram. Wejdź Ash.- Odparł, a ja już na sto procent byłam pewna, że to Billy. Bardzo rzadko nazywano mnie Ash. Robili to tylko ludzie do których miałam absolutne zaufanie. Usłyszałam długi brzdęk, a brama zaczęła się otwierać. Westchnęłam dodając sobie jednocześnie trochę więcej odwagi i za nim brama otworzyła się do końca, wsunęłam się przez powstałą przestrzeń i pobiegłam do tylnych drzwi. Tam czekał na mnie już wielki i czarnoskóry mężczyzna ubrany w dobrze skrojony garnitur. Omiótł wzrokiem wszystko dookoła mnie ostrym wzrokiem, który po paru sekundach spoczął na mnie. Jego oczy na powrót zrobiły się przyjazne i tak znajome.- Dawno Cię u nas nie było.

- Nie było okazji…- Odparłam uśmiechając się do niego przyjaźnie. On odwzajemnił ten zwykły gest sprawiając, że moje ciało choć na chwilę się rozluźniło. Otworzył drzwi i zaprosił mnie do środka. Wnętrze wyglądało tak jak zawsze… Tak jak to zapamiętałam. Bogato ale ze smakiem, odpowiednio dla Króla Popu.

- Mike jest w swojej sypialni. Raczej wiesz gdzie to jest…- Szturchnął mnie zalotnie, a ja mimowolnie się zarumieniłam. Nie byłam w jego domu od tego czasu gdy zrobiliśmy to, choć wtedy zadowoliliśmy się salonem. Odchrząknęłam znacząco i łypnęłam na niego odwzajemniającym zaczepkę wzrokiem.

- Bardzo śmieszne Billy… powinnam trafić.- Rzuciłam na pożegnanie i wbiegłam na ogromne schody prowadzące na górę. Złota poręcz wiła się jak wąż, a czerwony dywan sprawił że poczułam się wyjątkowo. Ten dom był prawdziwym pałacem, który zapierał dech w piersiach. Każda jego część była dokładnie przemyślana i dopracowana, nie pozwolono sobie na jakąkolwiek niedoskonałość lub pomyłkę. Idealna perfekcja sama w sobie. Stanęłam przed wielkimi drewnianymi drzwiami, które jakby zapraszały mnie do środka swoją smukłą rzeźbą i ciepłym kolorem dębu. Przymknęłam lekko oczy i wzięłam głęboki oddech. Nie miałam pojęcia co mu powiem, co zdecyduje i jak to się skończy. W mojej głowie był ogromny mętlik, który nie pozwalał na skonstruowanie choćby najmniejszego planu działania. Położyłam dłoń na klamce i nacisnęłam ją otwierając drzwi. Zrobiłam to szybko za nim mój umysł zaczął by zgłaszać jakiekolwiek sprzeciwy. Weszłam niepewnie do środka. Rozejrzałam się i spostrzegłam Michaela leżącego na łóżku. Jedna ręka bezwładnie zwisała mu w dół, a druga zakrywała niezbadaną twarz. Czarne loki układały się idealnie na pościeli, a czerwień koszuli kontrastowała z karmelowym odcieniem jego skóry. O wiele bledszym niż jak go poznałam, przez chorobę zmieniał się. Przez moment przyglądał się mu jak zahipnotyzowana, a jego niepowtarzalny zapach otoczył mnie miło. Dopadły mnie wyrzuty sumienia z powodu tego, że byłam zmuszona do przerwania tej chwili. Odchrząknęłam nieznacznie dając o sobie znać i uśmiechnęłam się z czułością. Jego czekoladowe oczy wyłoniły się spod smukłego przedramienia. Gdy dostrzegł moje spojrzenie i ciepły uśmiech, zerwał się natychmiast na równe nogi i obdarzył mnie tym czego brakowało mi najbardziej. Kąciki jego idealnych ust uniosły się do góry, a oczy rozpromieniły się w niezbadanym szczęściu którego przez moment nie pojmowałam.

- Ashley…- Mruknął robiąc krok w moją stronę, a ja spuściłam wzrok nie wiedząc co mam zrobić. Nasza rozmowa… Na czym ma ona polegać? Mam na niego nakrzyczeć, mam go przeprosić, mam mu powiedzieć co zaszło między mną a Nobu? Może najlepiej zacząć od początku? Jakiś głosik rozbrzmiał w mojej głowie, a ja westchnęłam z ulgą.

- Tak od początku…- Wyszeptałam pod nosem, ledwo słyszalnie dla jego uszu. Ta chwila była dla nas. To od niej zależało to co będzie dalej, zależała nasza przyszłość i to czy w ogóle jakakolwiek wspólna przyszłość nas czeka… wszystko na jedną kartę… Czas rozegrać tą ostatnią partię i nie ma szans na pas.

 wqew

 

Witam serdecznie. Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku? Jak sobie radzicie i co myślicie o kolejnej części? Piszcie o sobie, o tym co czujecie i o tym co byście chcieli poczytać. Na wszystkie pytania odpowiem. ZAPRASZAM do odwiedzania mojego skromnego świata, w który możecie choć na chwilę zapomnieć o szarości życia ;D Zapraszam.



sobota, 03 grudnia 2011, daguska93

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Mikea, public-gprs91718.centertel.pl
2011/12/03 16:19:15
Super!! Jejku jejku! KOGO wybierze Ashley, Nobu czy Michaela???!!!! Nie mogę się doczekać następnej notki!!!!!
-
Gość: anulka95, 159-205-139-17.adsl.inetia.pl
2011/12/03 20:17:48
Witam, dawno nie pisałam bo mam problemy z komputerem ale mimo to nie przepuściłam żadnej notki;p dzieje się dużo, aż chce się wejść tu i zobaczyć co dalej się stanie! jestem okropnie ciekawa kogo wybierze Ash ;p pozdrawiam;*
-
Gość: Patusia, drv24.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/03 23:19:17
super notka ;) Kurczaczki ale Ashley ma straszny kłopot ... hehe którego tu wybrać żeby nie skrzywdzić i nie zranić oj hehe! Ja sama nie umiała bym podjąć decyzji, uwielbiam Jacksona ale w tym wypadku kibicuję Nobu oj tak jakoś mi go żal ^^
Hehe nie ma co spekulować a więc czekam z niecierpliwością na nn ;D
-
Gość: Lenka, aesl44.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/04 20:54:57
Suuuper ;). Już nie mogę się doczekać tej rozmowy między nimi :). Osobiścię kibicuję Nobu ;D.! Urzekła mnie ta scena z nim, sam na sam <3. Zapraszam do mnie, na NN :)
-
Gość: d:d:d, public-gprs45831.centertel.pl
2011/12/08 15:47:57
Uuuuu przepadam za Nobu jest naprawdę słodki... Mike też jest świetny i naprawdę nie mm pojęcia kogo ma wybrać Ash!!! To bd zacięta walka!!!
-
2011/12/09 12:54:42
Zapraszam na NN ;). I czekam aż tutaj pojawi sie kolejna! Co to za leniuchowanie hmm ;>?
-
2011/12/09 16:30:14
Nie leniuchuje, nowa notka pojawia się regularnie co tydzień:D:D:D Następna już w sobotę:D:D:D ZAPRASZAM! :D:D
avatar Dodaj do ulubonych Sblogi.pl - ranking blogów - toplista blogow Fajne blogi .::Blogi nastolatek::. Strony z Michaelem Jacksonem ! <3 Najlepsze Blogi michaeljackson.pl Create your own banner at mybannermaker.com!
Make your own banner at MyBannerMaker.com! Zareklamuj bloga! Blogowisko.org @@@@@@@@@@@@@@@@@
SUBskrypcj@
NOWA CZĘŚĆ OPOWIADANIA

Twój email



dowiedz się więcej >>