|
Blog > Komentarze do wpisu
"Nie z tego świata" cz.60Po tygodniu znowu wstawiam kolejną notkę i mam nadzieję, że się Wam spodoba. Trochę nad nią siedziałam lecz myślę, że nie żałuję ani jednego słowa w niej napisanego. Co tu dużo pisać, zapraszam do czytania i komentowania! :D
***************
Po chwili otępienia moje ciało nareszcie zaczęło mnie słuchać. Podbiegłam szybko do Michaela, który nadal leżał na podłodze opierając się o kanapę. Wyciągnęłam z kieszeni chusteczkę i przyłożyłam do jego krwawiącego nosa, po czym spojrzałam ze złością w stronę Japhrimiela, który miotał się w uścisku Yasu. - Co Ty robisz?!- Wrzasnęłam, a on przestał się szarpać i pokazał Yasu, że już jest spokojny po czym wskazał oskarżycielsko palcem na Michaela. - Ten gnojek Cię zranił.- Odparł krótko, a ja poczułam nadciągającą migrenę. - O czym ty mówisz? - Yasu mi opowiedział o tej aferze z niejaką Brooke.- Teraz mój wzrok spoczął na Yasu, a ten zrobił przepraszającą minę i od razu przeszedł do wystosowania odpowiedniej mowy obronnej. - Nie zdążyłem dojść do najważniejszego Japh… Brooke wrobiła Michaela i oszukała nas wszystkich. On jest niewinny… - Ale…- Zaczął i spojrzał w moją stronę. Kiwnęłam twierdząco, a jego twarz wyrażała zdziwienie pomieszane z błogim stanem niewiedzy. - Zanim doszedłem do końca wszedł Mike i się na niego rzuciłeś. Na przyszłość kiedy krzyczę „ Japh przestań, nie skończyłem!” to to znaczy dokładnie to co powiedziałem, czyli żebyś PRZESTAŁ!- Rzucił Yasu zapalając papierosa by uspokoić siebie. Westchnęłam, po czym pomogłam wstać Michaelowi. - Kochany braciszku następnym razem daj sobie wszystko do końca wyjaśnić, bo jeszcze kogoś kiedyś niechcąco zabijesz. - Jak usłyszałem o tym wszystkim, to włączyła mi się automatycznie funkcja „starszy brat”. Co ja poradzę, że od razu pięść mi się zacisnęła… no i jakoś tak wyszło…- Spojrzał żałośnie na Mike’a który powoli dochodził do siebie. Pokręciłam z dezaprobatą głową. - Jakoś tak wyszło!- Prychnęłam i podałam Michaelowi drugą chusteczkę. Ten uśmiechnął się przyjaźnie i westchnął rozmasowując zbolały kark. - Dobrze go rozumiem. Bardzo cię kocha więc postanowił bronić cię przed wszelakim złem. Trochę gorzej że tym złem akurat w jego mniemaniu okazałem się ja, no ale cóż. Przynajmniej Nobu się upiekło. - Michael…- Japh zaczął niepewnie lecz gdy tylko dostrzegł przyjazny uśmiech na jego karmelowej twarzy odetchnął z ulgą i podał mu rękę w ramach przeprosin.- Przepraszam za to, że Cię uderzyłem. Następnym razem najpierw pomyślę, a potem coś zrobię… - I tego się trzymaj braciszku!- Poklepałam go po ramieniu, chichotając z ulgą pod nosem. Przestraszyłam się nie na żarty widząc go w tak rozjuszonym stanie i naprawdę po głowie chodziły mi różne makabryczne sceny. Jednak w głębi duszy ucieszyłam się z tego, że mimo wszystko martwi się o mnie. Obróciłam się zawadiacko na pięcie i płynnym ruchem zgarnęłam leżącą na blacie w kuchni kopertę. Obejrzałam jej tył i ujrzałam ręcznie napisane imię i nazwisko.- Elizabeth Taylor…- Przeczytałam na glos i zmarszczyłam ze zdziwienia brwi. Kawał czasu się z nią nie widziałam przez to wszystko co się stało. W duchu sobie powtarzałam, że kiedyś zbiorę w sobie na tyle dużo odwagi by zadzwonić do niej jednak nigdy mi się o nie udało. Chodziły po mojej głowie różne myśli, a ich ostateczna wersja brzmiała, że Liz się na mnie obraziła. Wcale bym się tym nie zdziwiła… - Liz?- Spytał Mike nieznacznie się do mnie zbliżając. Potwierdziłam kiwnięciem głowy i otworzyłam kopertę. - Przyszło to dzisiaj, lecz myślałem że to jakiś żart… Nie wiedziałem, że moja siostra zna Elizabeth Taylor.- Odparł Japh spoglądając mi przez ramię na różową papeterię i piękne pismo na niej. - Jeszcze dużo o mnie nie wiesz…- Mruknęłam i zatopiłam swój wzrok w tym co napisała do mnie Liz.- Droga Ashley…- Zaczęłam czytać na głos.- Pewnie spodziewasz się, że jestem na Ciebie zła lub coś w tym stylu kochaneczka, nic bardziej mylnego! Wiem ile ostatnio przeszłaś i powiem szczerzę, że ja to bym tych dziennikarzy wszystkich co do jednego powybijała… Nie mówiąc już co bym zrobiła z Brook… ale może nie psujmy tego listu tak makabrycznymi obrazami. - Specyficzna kobieta z tej Elizabeth…- Przerwał mi na chwilę Yasu zapalając kolejnego papierosa jednocześnie uśmiechając się pod nosem. Zachichotałam głupio i pokręciłam głową. Cała Liz ona nigdy nie owija w bawełnę. Chce kogoś zabić? Wcale nie będzie się zbytnio z tym kryła. - Długo myślałam nad tym by w jakiś zgrabny sposób przyciągnąć Cię do mnie i w końcu stwierdziłam, że list będzie wystarczający. - I do tego jaka pomysłowa! List! No nigdy bym nie wpadł na to!- Skomentował Japhrimiel najwidoczniej bawiąc się w najlepsze razem z chichoczącym Yasu. Mike spojrzał na nich z ukosa przyjaznym wzrokiem i też wcale się zbytnio nie powstrzymywał przed śmiechem. - Koniecznie i bez żadnych wymówek, zjawiasz się u mnie jutro na długą rozmowę. Achhh… Oczywiście weź ze sobą Michaela skoro już tak stoi i patrzy się na ciebie tymi swoimi maślanymi oczkami. Jeszcze pomyśli, że go zaniedbuje. Michael nie rób takiej zdziwionej miny! - Gdy przeczytałam te słowa poważnie zaczęłam rozważać to, że jesteśmy w ukrytej kamerze. Rozejrzałam się ostrożnie po pomieszczeniu i dostrzegłam pytający wzrok Mike’a. Wzruszyłam ramionami dając mu do zrozumienia, że również nie mam pojęcia o co w tym wszystkim biega. - Ty Yasu ona naprawdę jest niezła!- Japh klepnął Yasu w plecy, a ten aż się zakrztusił. - Jest jasnowidzem, czy co?- Wydukał uderzając się lekko pięścią w klatkę piersiową. - Kończę i nie przyjmuje żadnych sprzeciwów. Ps. Nie byłabym Elizabeth Taylor gdym nie potrafiła takich rzeczy! Całuski kochana!- Skończyłam czytać i schowałam w pełnym osłupieniu różową kartkę do koperty. Ona nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. - Widzę, że kwestię jutra mamy już omówioną.- Stwierdził Mike śmiejąc się do mnie zalotnie, a ja pokiwałam twierdząco głową. Wcale, a wcale taki rozwój wypadków mi nie przeszkadzał, a wręcz powiem że spadł mi kamień z serca. Myśl o tym, że Liz jest na mnie zła przyprawiała mnie o ciarki.- Wpadnę po ciebie około południa i razem pojedziemy do niej. Jestem bardzo ciekawy co tym razem wymyśliła!- Podszedł i objął mnie w tali swoją smukłą i przyjazną ręką. Zadrżałam przez chwilę przypominając sobie jego dotyk i czując słodki zapach w nozdrzach, tak charakterystyczny dla jego osoby. Jak naiwna owieczka, bez żadnych oporów poszłam za nim do holu pod pretekstem zwykłego odprowadzenia do drzwi. Oparłam się o ścianę obok nich i zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu. Jak zawsze coraz dłuższe, czarne loki opadały mu zabawnie na twarz, a idealna marynarka okalała jego zgrabne ciało. Na koniuszkach palców miał przylepione białe plastry, które od czasu płyty Bad tak notorycznie zaczął nosić. Sam kreował swój styl i wyznaczał nowe nurty w modzie. Nieraz idąc ulicą widziałam grupki młodzieży w czarnych Fedorach lub w rękawiczkach bez palców. - Dziękuje, że przyszedłeś i jeszcze raz cię przepraszam za Japha. On już taki jest… - Nie przepraszaj, naprawdę nie ma za co. Nos jest cały więc uznajmy, że sprawy nie było.- Zabawnie dotknął nosa i zmarszczył brwi, tak jakby go zabolało. Poklepałam go po ramieniu i zachichotałam radośnie. - Myślę, że jakoś to przeżyjesz.- Odparłam i nawet nie zdążyłam zauważyć jak zbliżył się do mnie tak blisko, że nasze oddechy mieszały się, a spojrzenia wpadały na siebie bezwładnie.- Mike…- Zaczęłam, a on przyłożył palec wskazujący do moich ust i uśmiechnął się uroczo. Nic nie mówiąc przybliżył swoja twarz do mojej i… po prostu mnie pocałował. Tak zwykle, a zarazem nieziemsko, tak pospolicie, a jednak gwiazda. Jego dłoń delikatnie trzymała mnie za podbródek, gdy skończył, a ja oblizałam niepewnie wargi i westchnęłam z ulgą. Dlaczego z ulgą? Dlaczego akurat to uczucie?! - Pamiętaj bądź jutro gotowa.- Szepnął i najzwyczajniej w świecie wyszedł pozostawiając mnie w zupełnym osłupieniu. Stałam tak przez jakiś czas, a kolana ugięły mi się jak wata. - No takiego Jacksona jeszcze nie znałam…- Szepnęłam pod nosem z dziwnym uśmieszkiem na twarzy. Czy nie powinnam być choć troszkę oburzona? … Otworzyłam lodówkę i ujrzałam jedną, wielką pustkę. Białe światło makabrycznie podkreślało ten tragiczny obraz. - Finix!!!- Wrzasnęłam na cały głos. Jej przyjazna głowa wysunęła się zza futryny i spojrzała na mnie zbolałym wzrokiem.- Fi… - Co!?- Uderzyła mnie tym pytaniem, a ja bezradnie wskazałam na naszą WSPÓLNĄ lodówkę. Nie na darmo podkreślam słowo wspólną. - Znów nie zrobiłaś zakupów. Nie wiem jak ty ale ja nie zamierzam przez następne trzy dni żywić się powietrzem!- Wystosowałam to oskarżenie, a ona wzruszyła lekceważąco ramionami i zaczęła się zbierać do wyjścia. Zmierzyłam ją wkurzonym wzrokiem i zatrzymałam łapiąc za skórzaną kurtkę. - Kochanie ty dzisiaj nie będziesz potrzebowała żadnych zakupów. - Jaśniej!- Ponagliłam ją niecierpliwie stukając nogą o podłogę. Finix przewróciła oczami i spojrzała zniecierpliwiona na zegarek. - Jaśniej to jak przyjdzie ten kto ma przyjść i Ci to już tak naprawdę jaśniutko przedstawi.- Odparła a ja aż zapiałam ze złości. - I to twoim zdaniem było jaśniej?- Mruknęłam pocierając czoło z irytacji. Ta mało zwracając na to uwagę uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i miała już coś powiedzieć lecz przerwało jej otwieranie drzwi wejściowych. Domyślałam się, że to któryś z BLAST się tak szamocze ponieważ oni już dawno zapomnieli co to jest dzwonek do drzwi. Dla nich moje mieszkanie było domem otwartym… wcale, a wcale się nie krępowali i dosłownie wpadali o każdej porze dnia i nocy. - No nareszcie!- Usłyszałam dzikie westchnięcie Finix.- To ja Was już zostawiam…- Mruknęła myśląc pewnie, że jej nie słyszę i wyszła. Wychyliłam głowę z kuchni by zobaczyć który z wielkiej trójcy uraczył mnie swoją obecnością. Moje oczy dostrzegły Nobu ubranego w biała poszarpaną koszulę, czarna marynarkę z podgiętymi rękawami i dżinsami z dziarami. Na biodrach zwisał mu pasek dwa razy okręcony dookoła. Oczywiście poza tym jak zawsze towarzyszyła mu punkowa biżuteria i blond włosy postawione na żel. Wyglądał wspaniale, a moje oczy pożerały go kawałek po kawałku. Uśmiechnął się do mnie zalotnie i wepchnął do salonu jakiś wózek. Zmarszczyłam brwi i nie zastanawiając się długo szybko poszłam zobaczyć o co w tym wszystkim chodzi. - Maleńka dziś znów moja kolei.- Odparł słodko i szybkim ruchem zdjął białą chustę zakrywającą to coś co stało na wózku. Wytężyłam wzrok i moim oczom ukazała się pełna kolacja dla dwojga. Wykwintne danie które pachniało niesamowicie, sałatka, czerwone wino, świece, czerwona róża… - Kurczę…- Mruknęłam i podrapałam się po głowie. Powoli domyślałam się intencji mojego drogiego przyjaciela… - Lepiej bym tego nie ujął. Masz maleńka piętnaście minut. Ja tu wszystko przygotuje, a ty idź się przebierz w coś bardziej uroczystego.- Spojrzałam na swój ulubiony sweter i pociągnęłam czarne leginsy.- Wyglądasz prześlicznie jednak doceń to, że wbiłem się w marynarkę i białą koszule. - A powiesz mi o co chodzi? - Dzisiejszy wieczór spędzisz w moim, nie będę ukrywał, wspaniałym towarzystwie. Zapraszam cię na romantyczną kolacje przy świecach i na niezapomniane wrażenia.- Puścił do mnie oczko, a ja wysunęłam głowę do przodu i zachichotałam pod nosem. - Nobu i romantyczna kolacja. Ciekawe zestawienie… - Nie marudź tylko idź się przebrać! Czekam!- Wepchnął mnie do mojej sypialni i zanim zaczęłam protestować zamknął mi drzwi przed oczami. Fuknęłam ze złością i odwróciłam się do szafy. - Bardziej uroczystego?- Mruknęłam otwierając szafę.- Będzie trudno… … Zanim wyszłam ostatni raz spojrzałam w lustro dokładnie się sobie przyglądając. Mała czarna szczelnie przylegająca do mojego ciała, dyskretnie marszczona na bokach z szerokimi ramiączkami, a na nogach wysokie, czerwone szpilki dla przełamania czerni. Westchnęłam ciężko i w końcu zebrałam w sobie na tyle chęci i odwagi by wyjść. Otworzyłam drzwi i ujrzałam Nobu, który stał przy oknie i patrzył się na padający deszcz. Jego twarz była poważna, a błękitne oczy tak słodko rozmarzone. - Przepraszam, że tak długo mi to zajęło…- Odparłam zmieszanym głosem, a on szybko odwrócił się w moją stronę. Po chwili lustrował mnie wzrokiem od góry do dołu, sprawdzając każdy centymetr mojego ciała. Na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech. Podszedł do mnie i wyciągnął dłoń, nie zastanawiając się długo postanowiłam ponieść się chwili. Chciałam poczuć się wyjątkowo i chyba tak było… Blask świec zapewniał nastrój i dyskrecję, a jego ciepła dłoń poprowadziła mnie do stołu. - Wyglądasz wspaniale.- Nareszcie się odezwał nie odrywając ode mnie swoich błękitnych oczu. Podziękowałam szerokim i najbardziej dostojnym uśmiechem jaki potrafiłam z siebie wykrzesać. Nobu otworzył wino tak jakby robił to codziennie i nalał mi go do kieliszka. Patrzyłam na jego dłonie i ruchy, które były całkowicie przemyślane. Bardzo starał się i to było widać na pierwszy rzut oka. - Nobu…- Zaczęłam jednak głos nieznośnie uwiązł mi w gardle. - Chcę by dzisiejszy wieczór był idealny. Długo myślałem jak mogę ci pokazać, że nie jestem tylko wiecznie dziecinnym chłopakiem, brzdąkającym na gitarze. Chcę byś zobaczyła, że jestem ciebie wart, że potrafię stanąć w twojej obranie, ale też że potrafię być romantyczny i czuły. - Nigdy nie postrzegałam cię jako jak ty to ująłeś „wiecznie dziecinnego chłopaka, brzdąkającego na gitarze”. Wiele razu już mi pokazałeś, że zawsze mogę na ciebie liczyć.- Słysząc to jego oczy rozszerzyły się w zdziwieniu jednak po minucie znów na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. - Jak widzisz staram się.- Wyszczerzył swoje białe ząbki, a ja zachichotałam pod nosem delikatnie zakrywając usta dłonią. - No właśnie widzę…- Wskazałam podbródkiem na pięknie nakryty stół, a on machnął ręką w powietrzu i pokręcił przecząco głową. - Kochanie to jeszcze nic. Muszę się przyznać, że kolację zamówiłem iż jak wiesz czasami gotowanie mi nie wychodzi… - Nobu ono ci nigdy nie wychodzi.- Wtrąciłam się robiąc bardzo poważną minę. Nadymał śmiesznie policzki, po czym westchnął z ulgą i przygryzł dolną wargę. - Fakt. Potrafię nawet wodę przypalić… - Liczą się intencję. Wszystko wygląda na bardzo smaczne i wcale mi nie przeszkadza to, że to nie ty gotowałeś.- Uśmiechnęłam się nachylając nad daniem i wdychając jego nieziemski zapach. Naprawdę wyglądało smakowicie… - Ashley…- Zaczął podnosząc kieliszek z winem do góry. Spojrzałam mu się głęboko w oczy, które skrzyły się nieznaną mi jak dotąd magią. Jego miękkie rysy, wspaniale wystające kości policzkowe i zmysłowe usta… Wpatrywałam się w jego idealną twarz dobre parę sekund zanim załapałam, że również powinnam podnieść swój kieliszek. Zrobiłam to pośpiesznie, a on zachichotał widząc moją zabłąkaną minę. Nie często miałam okazję brać udział w jakichkolwiek wykwintnych kolacjach, tym bardziej takich przy świecach. Zgromiłam go groźnym wzrokiem. - No co?!- Spytałam niewinnie prostując się jak struna i teatralnie przeciągając swoje ruchy. Nasze kieliszki zetknęły się ze sobą cicho pobrzękując. Jego oczy świdrowały moje i nie potrafiłam już uciec od pułapki jaką na mnie zastawił. Błękit jego oczu zalewał mnie przyjaźnie, dając ukojenie i tak odległy w moim życiu spokój. - Żebyś zawsze pozostała sobą…- Mruknął zalotnie, a ja wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Chwila stała się magią, nasze uczucie nicią łączącą serca. - Żebyśmy MY zawsze pozostali sobą…- Poprawiłam go delikatnie, a kąciki jego ust poszybowały powabnie do góry. - Dziękuje…- Odparł, a ja nie wiedziałam za co on mi dziękuje. Wpatrywałam się na tego niezwykłego chłopaka ze wzrokiem pełnym zdziwienia, szukając w myślach choć jednej rzeczy za którą mógłby mi podziękować. Za co? Nobu powiedz mi za co mi dziękujesz? Za to że moje niezdecydowanie i niemoc rozrywa twoje dobre serce na drobne kawałeczki? Czy może za te wszystkie cyrki i wykorzystywanie cię, kiedy jest mi to na rękę? Moje usta lekko się rozchyliły, a zdziwienie nie schodziło z mojej twarzy. Serce krwawiło mi na samą myśl ile przeze mnie przecierpiał…. A on mi dziękuje. Tak po prostu. Dziękuje. sobota, 31 grudnia 2011, daguska93
TrackBack
Komentarze
Gość: Angel, 31.61.86.4*
2012/01/01 13:24:06
To się dzieje:D Ciekawa jestem ja się zakończy kolacja Ash z Nobu! :D Będzie hot!!! :P Czekam z niecierpliwością na nową notkę:D
Gość: Patusia, adua161.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/01 14:08:22
Super ;) Nobu się postarał z tą kolacją haha ^^ aż nie mogę się doczekać na nową notkę ...;)
Gość: Mika, public-gprs57489.centertel.pl
2012/01/02 19:52:41
Nieźle:P Naprawdę świetna notka! Nie mogłam się oderwać :)
Gość: Agus, public-gprs71077.centertel.pl
2012/01/05 16:52:56
Naprawdę podoba mi się jak piszesz i to jak umiesz połączyć dwa różne światy... Świat wielkiej gwiazdy POP i świat zwariowanej Rockowej dziewczyny... Chciałabym żeby Ashley była z Michaelem jednak powiem szczerzę, że w głębi ducha trochę kibicuje Nobu, który jest przesłodki i taki... hmmmm! A moim faworytem jest Shin! Niebiesko głowy rządzi! :D:DD: Super!!! Czekam na nn:*
|
![]() Make your own banner at MyBannerMaker.com!
@@@@@@@@@@@@@@@@@
|