Czas mija więc siłą rzeczy wstawiam nową notkę. Najwyższy czas zważywszy na to, że minął już tydzień. Myślę, że warto od czasu do czasu zatrzymać się na trochę i pomyśleć nad tym co nas nurtuje, zachwyca lub przeraża. Ostatnio mam mało czasu na przemyślenia, głównie z powodu zbliżającej się matury. Wiecie jak to jest nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Ach jednak czuję, że to nie jest dla mnie najważniejsze… że wcale nie pragnę dostać Nobla( No chyba, że literackiego; ) i nie marzę by odkryć coś nowego. Wolałabym siedzieć w małym domku nad morzem i pisać, rysować i cieszyć się wszystkimi małymi przyjemnościami razem z ukochaną osobą. Czy jest mi do życia potrzebne coś więcej??? Dobra koniec moich smętów na tematy bardzo przyziemne… proponuję znów zagłębić się w kolejnej części opowiadania o Michaelu i Ashley. Serdecznie zapraszam i polecam w zestawieniu z dobrą muzyką :P.
Dla lepszego zrozumienia notki odsyłam do obejrzenia filmu „Sid & Nancy- Love Kills”, bez obejrzenia też się obejdzie lecz z filmem niektóre fakty będą jaśniejsze. Ostrzegam film dość specyficzny i nie na każde nerwy. Lecz z pięknym zakończeniem, które całkowicie zmieniło moje spojrzenie na cały film. ZAPRASZAM!!!
**************
- Wejdź… przepraszam trochę tu bałagan… - Spojrzałam na niego przepraszająco jednocześnie zgarniając porozrzucane ubrania, które przyznacie ale wyglądały dość mało efektownie. W ciągłym biegu i motłochu tych wszystkich zdarzeń nie miałam nawet czasu i okazji by posprzątać. Jeśli mam być do końca szczera nie miałam na to siły, ani jakichkolwiek chęci… Człowiek tracąc coś cennego zupełnie zapomina o wszystkim innym, a w zamian zatraca się w czarnej rozpaczy i jeśli nie otrzyma znikąd pomocy, może to być tragiczne w skutkach. Potrzebna jest iskierka nadziei… a ja na szczęście miałam tych iskierek całkiem sporo.
- Nic nie szkodzi.- Uśmiechnął się przyjaźnie wręcz rozbawiony moimi staraniami, by przywrócić ten pokój do stanu używalności. Może i jestem kobietą ale wcale, a wcale nie umiem powstrzymać mocy, która sprawia że bałagan rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie. Odwzajemniłam uśmiech przygryzając nieśmiało wargę. Zgrabnym ruchem zrzuciłam na podłogę stertę „czegoś” by było gdzie usiąść. Wskazałam mu miejsce i zrobiłam wielce niewinną minę.- Oryginalnie.- Przekręcił zabawnie głowę i zachichotał sprawiając, że sytuacja wydała się jakby bardziej naturalna i taka prawdziwa. Usiadł, a ja wybrałam sobie miejsce naprzeciwko niego, na skrawku łóżka.
- O czym chciałeś porozmawiać? Co to za tajemnice pomiędzy Tobą, a Yasu?
- Słuchaj Ash…- Przypomniał sobie po co tu przyszedł i najwyraźniej wcale mu się to nie spodobało.
- Tak?- Dopytałam się chcąc wiedzieć o co w tym wszystkim może chodzić. Przygryzł z zakłopotania wargę i wyciągnął tajemniczy pakuneczek z kieszeni czarnej marynarki.
- Yasu prosił mnie żebym ja to zrobił. Dla niego jest to również trudne…
- Co zrobił?
- Żebym Ci to oddał.- Wyciągnął dłoń na, której leżało pudełeczko. Grzecznie i bez żadnych sprzeciwów. Wskazał je podbródkiem zachęcając bym je od niego wzięła. Moja na początku pewna dłoń na moment zadrżała chwytając w swoje objęcia ten tajemniczy przedmiot. Uśmiechnęłam się niepewnie kompletnie nieświadoma tego co może znajdować się w środku. Otworzyłam je, a moje oczy powiększyły się w szczerym geście niedowierzania. Wyciągnęłam niepewnie ze środka kłódkę na łańcuchu i przyjrzałam jej się uważnie, nie wierząc że to może być to co widzę. Nie wierzę… po prostu nie wierzę. To…
-To jest wisior Nobu.- Wydukałam skrupulatnie oglądając go w ręku. Metaliczna kłódka tak ukochana przez niego… nie zdejmował jej nigdy. Żeby jej się pozbyć trzeba było mieć kluczyk… kluczyk powierzył mi.
- Yasu dostał to od policjantów… powiedział, że jest to ważna rzecz dla Ciebie i żebym Ci to oddał.- Oparł się o swoje kolana i zakrył dłoniami usta. Przyglądał mi się uważnie i w ciszy czekając, aż sama zdecyduję czy mu powiedzieć, czy nie. Poczułam jak niedorzeczne łzy kolejny raz napływają do moich oczu. Wszystkie wspomnienia wróciły…
- Myślałam, że…- Przełknęłam ogromną gulę w gardle.- … że albo zaginął w wypadku, albo nadal wisi na jego szyi. – Dokończyłam głosem, który o mały włos się nie załamał. Wydobyłam z siebie blady uśmiech.
- O co w tym wszystkim chodzi… Dlaczego akurat kłódka?- Jego głos był ostrożny i czuły. Nie chciał wyciągać ze mnie informacji nachalnie i brutalnie, by nie otworzyć niepotrzebnych ran. Westchnęłam ciężko i uśmiechnęłam się przypominając sobie tą historię.
- To jest kłódka Sida.- Mruknęłam.
- Sida?- Wyprostował się zaskoczony, a ja kiwnęłam twierdząco głową.
- Tak. Sida Viciousa.
- Skądś kojarzę to nazwisko…- Prychnęłam uśmiechając się pod nosem słysząc jego zadumane słowa. Wątpiłam, że od razu domyśli się o kogo chodzi.
- Nie przejmuj się… nie każdy go zna. To trochę nie twoje klimaty.- Zaczęłam się bawić kłódką, czując jej zimno.- Sid Vicious był basistą punk rockowego zespołu Sex Pistols.
- Sex Pistols? Fakt trochę nie moja bajka.- Przyznał mi rację.- Ale jaki ma to związek z tą kłódką?
- Bardzo prosty. Oglądałeś może film „ Sid & Nancy- Love kills”? – Pokiwał przecząco głową. Wcale się nie zdziwiłam… Jest to film dość specyficzny, ale pod skorupą nieładu i szalonego życia jakie prowadzili tytułowi bohaterowie, można dostrzec wspaniałą historię dwojga ludzi… zakochanych w sobie bez pamięci.- Jest to film biograficzny o życiu Sida i jego narzeczonej Nancy. Dość szalonym i niegrzecznym życiu… Sid nigdy nie wpisywał się w żadne schematy i można by rzec że był prawdziwą gwiazdą punk rocka mimo tego, że nie za bardzo umiał grać na basie. Wiesz… wyglądał stylowo… czarne włosy postawione na żel, prawie zawsze skórzane spodnie z różnymi ćwiekami, paskami, łańcuchami, lub zwykłe wycieraki z milionem dziur. Do tego charakterystyczna skórzana kurtka, przeważnie zakładana na gołe ciało i ulubione ciężkie, motocyklowe buty. Nobu w pewnym sensie go podziwiał, choć bardziej interesował go cały zespół. Był wielkim fanem Sex Pistols i ich szalonego stylu.
- Widziałem kiedyś ich nagranie… zaraz jak się nazywała ta piosenka…- Podrapał się z zamyśleniem po głowie.- A wiem… „ God save the Queen”. Byli szaleni…
- Taki styl i taka kultura punków. Nie przejmowali się tym co jest teraz, wyrażali to co myślą prosto z mostu choć przyznam, że za brutalnie i dziko jak dla mnie. W każdym razie Sid był drugim basistą w historii Sex Pistols. W tym okresie poznał Nancy… mimo miłości jaka między nimi była to uważam, że lepiej dla niego by było gdyby jej nie poznał.
- Dlaczego?
- Ponieważ to ona doprowadziła do jego kompletnej destrukcji. Zanim ją poznał również dużo pił, palił, rozrabiał… jednak nie brał narkotyków. Pod tym względem był czysty. To przez Nancy wziął pierwszy raz i to ona pociągnęła go na dno. A on ją po prostu kochał i nie potrafił powiedzieć nie. Skończyło to się tak, że Nancy znaleziono w ich mieszkaniu martwą. Wykrwawiła się na śmierć przez ranę zadaną nożem. Sid był w ciężkim szoku… Zamknęli go do więzienia, podejrzewając że to on ją zabił. Postawiono mu zarzuty… groziło mu od 15 lat do dożywocia.
- Groziło? Uniewinnili go?- Mike spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, a ja smętnie pokiwałam głową.
- Nie… po pewnym czasie wyszedł za kaucją. Najwidoczniej nie umiał poradzić sobie z tym wszystkim co się stało. W przed dzień procesu zmarł z przedawkowania heroiny. Znaleziono przy nim list, w którym krótko tłumaczy swoje życie… do dziś nie wiadomo czy przedawkował specjalnie, czy przypadkiem. Wielu twierdzi, że po prostu nie potrafił żyć dalej bez Nancy…
- Rzeczywiście w tym przypadku naprawdę „miłość zabija”.- Słuchał mnie z uwagą i zaciekawieniem. Widziałam satysfakcję na jego przystojnej twarzy, zapewne wywołana faktem, że postanowiłam mu szczerze opowiedzieć jak to było…
- Tak. Smutne ale w pewnym sensie romantyczne…- Przygryzłam wargę i na chwilę zamilkłam.- Nancy dała Sidowi wisior z kłódką w prezencie. Kluczyk miała ona, a Sid już nigdy nie zdjął owego prezentu. Był kluczowym elementem jego wyglądu… wręcz Sid bez kłódki wyglądał obco.- Zaśmiałam się niewinnie przypominając sobie ten jeden dzień. Dzień w którym postanowiłam być Nancy, a Nobu Sidem. Mieliśmy jednak nadzieję, że nasza historia znacznie będzie się różnić od ich… tak tragicznej a zarazem niezwykłej.
- Rozumiem… dlatego powiedziałaś, że to kłódka Sida.- Odwzajemnił uśmiech patrząc na mnie z zafascynowaniem. Pragnął poznać tą historię do końca… tak jak to było naprawdę.- Opowiedz mi jak to było…
- Po tym jak postanowiłam być z Nobu, pewnego wieczoru zrobiliśmy sobie seans filmowy. Nobu jako fan Sex Pistols wyszperał go i bardzo chciał obejrzeć. Postanowiłam się zgodzić…
„ Za oknem pogoda była paskudna. Deszcz lał, a nieznośny wiatr wiał jak oszalały. Siedziałam wtulona w ramiona Nobu i otarłam jedną łzę, która spłynęła po moim policzku.
- Świetnie zakończyli ten film.- Stwierdziłam i zgrabnym ruchem wyjęłam kasetę z video.
- Martwa Nancy przyjechała po Sida w taksówce i odjechali razem w nieznane…
- Jak myślisz, to on ją zabił?- Spytałam zagadkowym głosem widząc jak zalotnie czochra swoje nieposkromnione włosy. Zmrużył oczy i przez chwilę myślał nad odpowiedzią.
- Myślę, że to nie było tak jak sądzą wszyscy dookoła. O ich związku można było mówić wiele… prochy, wieczny haj i niekończąca się impreza, lecz jednego jestem pewny.
- Czego?
- Kochali się jak wariaci. Gdyby tak nie było, to przy charakterze Sida i jego stylu życia miałby już dziesięć innych dziewczyn, a Nancy zostawił by przy pierwszej lepszej okazji.- Spojrzał się na mnie swoimi błękitnymi oczami, a ja uśmiechnęłam się zalotnie. Miał racje… - Jeśli film mówi prawdę to Nancy sama go prosiła, żeby ją zabił. Niby Sid później tego nie chciał… lecz nie wiemy jak było naprawdę. Być może pod wpływem alkoholu i prochów zdobył się na to, lub było tak jak w filmie i stało się to przypadkiem gdy się kłócili. Prawdę Sid i Nancy zabrali do grobu…
- Ach… miłość miłością, jednak prawdą jest to że Sid stoczył się przez nią.- Przekręciłam zabawnie głowę na bok.
- Miłość zabija…- Mruknął przyciągając mnie do siebie.
- Hej wodzu, co to za czarne myśli? U nas nie przewiduję takiego zakończenia.- Zgłosiłam swój sprzeciw po czym klapnęłam go z wielką gracją w kolano.- I żadnych dragów.
- Maleńka, moimi dragami jest miłość… żadnych więcej nie potrzebuje.- Splótł swoje smukłe palce z moimi i przez chwilę milczeliśmy jakby sama nasza obecność dawała nam pełnię szczęścia.
- Już rozumiem dlaczego tak szalejesz na punkcie Sex Pistols. Piosenka „ This is not love song” jest fenomenalna, naprawdę wersję z koncertu mogę słuchać godzinami.
- I nawet już Ci nie przeszkadza wkurzający głos wokalisty?- Podniósł jedną brew do góry, a ja prześmiewczo pokręciłam głową.
- Powiem Ci, że to kwestia przyzwyczajenia się… co gorsza jego przekleństwa z brytyjskim akcentem, nawet zaczęły mnie trochę fascynować. Ach no i sam fenomen Sida. Człowiek, który nie umiał grać na basie został basistą w zespole, którego był wielkim fanem oraz stał się legendą i prekursorem Punk Rocka. No boki zrywać.- Mruknęłam.
- Widzisz! Facet wiedział jak zarobić i się przy tym nie narobić. On i jego legendarna kłódka, do której kluczyk pozostał na wieki w rękach Nancy.
- Romantycznie…- Westchnęłam bawiąc się zwisającym z szyi wisiorkiem.
- Myślałem, że raczej patetyczne…- Stwierdził.
- Sam jesteś patetyczny.- Fuknęłam złowieszczo. Zamknął mnie w swoich ramionach i przycisnął usta do mojej skroni. Poczułam ciepło i przyjemność rozchodzącą się po moim ciele. Tak to było szczęście…
- Kłódka… ciekawa alternatywa.- Mruknął i zatopił się w pocałunkach. Z wiadomych przyczyn nasza rozmowa nie miała prawa bytu. Z tym uczuciem rozmowa nie miała szans wygrać…
… dwa dni później…
- No chodź!- Ciągnęłam go usilnie by poszedł ze mną do pokoju. Miałam dla niego prezent i nie mogłam się do czekać jego miny gdy go dostanie. Idealny plan… zaszokować własnego, osobistego chłopaka. Posadziłam go posłusznie na moim łóżku i podeszłam do komody by znaleźć szare pudełko z prezentem. Przyglądał mi się badawczym wzrokiem.
- O co chodzi maleńka?- Spytał.
- Aleś ty niecierpliwy…- Mruknęłam stając przed nim i trzymając w dłoni prezent. Wyszczerzyłam zęby by podkreślić powagę sytuacji. Trochę mi nie wyszło bo spowodowałam u niego dziki chichot… typowe. Faceci w dziewięćdziesięciu dziewięciu koma dziewięciu procentach absolutnie nie umieją się wczuć w moment i sytuację. Nie pomagają żadne znaki dawane przez kobietę, ani subtelne aluzje w postaci gniewnego wzroku i nerwowego chrząkania. W tą jedną setną procenta wpisują się geje i nieliczne wyjątki, które jakimś cudem ( nie pytajcie mnie jakim) wiedzą jak się zachować.
- Ja?- Ponownie się zaśmiał skubiąc moją rękę, zapewne bym w końcu dała mu ów podarek. Zmarszczyłam brwi w akcie lekkiej irytacji jednak napędzana chęcią zobaczenia jego reakcji postanowiłam nie ciągnąć dłużej teatrzyku pt. „ Jak wkurzyć swojego partnera- wersja tysięczna”. Wyciągnęłam dłoń prosto przed jego rozbawioną twarz, co spowodowało zmianę jego mimiki. Otóż zaskoczyłam go! Przyznałam sobie w myślach punkt za elokwencję i za wspaniały efekt zaskoczenia. Po otrząśnięciu się z szoku spojrzał podejrzanie na pudełko jakby spodziewał się, że jest w nim co najmniej bomba.
- Podpowiem Ci: Masz to otworzyć.- Syknęłam zniecierpliwiona.
- Co ty nie powiesz słonko.- Mruknął uwodzicielskim głosem, po czym zabrał się za rozbrojenie prezentu. Przyglądałam się temu z uciechą, licząc w myślach do dziesięciu. Jeśli nie uda mu się go otworzyć po tym czasie, wtedy wkroczę do akcji! Mimo wszelkich nadziei, że zostanę jego wybawczynią i super bohaterką pudełko otworzył sam. Dostrzegłam jak jego oczy zabawnie się powiększają, a na twarzy wykwita cudowny wyraz niedowierzania.- Nie.- Pokręcił przecząco głową, a ja dla odmiany pokiwałam swoją twierdząco.
- Tak.- Zabawa naprawdę przednia! Mina Nobu bezcenna. Wyciągnął z pudełka gładkim ruchem łańcuch na którym wisiała srebrna kłódka.
- Kłódka Sida…- Mruknął dokładnie ją oglądając. Pokiwałam z dumą głową i spojrzałam na jego rozradowany wyraz twarzy.- A gdzie kluczyk?- Jego oczy wyrażały rozbawienie i zaczepkę. Podniosłam do góry dłoń w której trzymałam kluczyk. Uśmiechnęłam się niewinnie, a on przyciągnął mnie do siebie i pocałował zmuszając jednocześnie bym usiadła na jego kolanach.
- No i Co z tym fantem zrobimy drogi panie gitarzysto?- Mruknęłam unosząc brwi do góry czekając na jego odpowiedź. Założenie kłódki było równoznaczne z tym, że nie będzie jej mógł zdjąć… nigdy. A dlaczego? Ta prosta odpowiedź zapewne już każdemu zdążyła się sama nasunąć… Nie zdejmie jej ponieważ to ja będę miała kluczyk :D
Po chwili intensywnego zastanawiania uśmiechnął się szeroko po czym odchylił głowę na bok.
- Dajesz.- Odparł, a mi te słowo wystarczyło za wszystkie obietnice i deklaracje jakie mógł by mi złożyć. Wzięłam od niego kłódkę i otworzyłam ją kluczykiem. Zgrabnym ruchem założyłam łańcuch na jego szyję po czym patrząc mu głęboko w oczy zapięłam kłódkę. Stało się…
- Teraz już nie ma odwrotu.- Mruknęłam bawiąc się nią i zachwycając tym jak bardzo pasuje ona do jego smukłej szyi.
- Nie mam zamiaru z ciebie rezygnować i z niczego się wycofywać. Jesteś moja…
- O nie kochany.- Pokręciłam przecząco głową, a jego czoło zmarszczyło się w geście zdziwienia. Pociągnęłam za kłódkę tak, że siłą rzeczy musiał zbliżyć swoją twarz do mojej. Uśmiechnęłam się delikatnie i odparłam całkiem poważnie i na serio:- To ty jesteś mój.- Nie czekał długo. Jego odpowiedzią był soczysty i namiętny pocałunek. Liczyło się tylko to co jest teraz… tyko to, że razem potrafiliśmy pokonać wszystko.”
- I tak to było.- Spojrzałam w rozmarzone oczy Michaela, który z wielką uwagą słuchał mojej opowieści. Ścisnęłam kłódkę w dłoni mając nadzieję, że poczuję coś więcej oprócz bólu i żalu. Nic. Żadnej ulgi…
- Historia jak z filmu.
- Bo po prawdzie taka była. Jak Sid i Nancy, tak Nobu i ja… Obie miałyśmy ich pod kluczem…- Zaśmiałam się z własnego żartu i o dziwo przyniosło mi to niepojęty spokój i być może… ulgę. Głupi żart, a podziałał jak odtrutka. Mike również zachichotał, po czym przygryzł dolną wargę i przez chwilę jedyne co robił to przyglądał mi się. Wnikliwie… dokładnie i nieustępliwie… czule.
- Cieszę się, że go poznałaś. Że ktoś taki jak Nobu sprawił, że poczułaś się szczęśliwa… i kochana. Będę mu za to wdzięczny do końca życia.- Odparł poważnym lecz jakże ciepłym i czułym głosem. Jego przenikliwe słowa oplotły moje serce i podniosły duszę. Duszę, która bez pomocy nie potrafiłaby sama wstać i dalej żyć… duszę która nigdy nie potrafiła być sama. Potrafiła się jedynie dobrze maskować…