*************
Słowa nie mogą oddać tego co człowiek czuje w takich chwilach. Stoisz nad świeżo zasypanym grobem, w jednej ręce trzymasz bukiet białych lilii, a w drugiej pęczek kostek do gry na gitarze. Jego ulubionych… Gdzieś w oddali jakiś ptak zawodzi smętną melodię pozbawioną jakiegokolwiek sensu, zapełniając tą głuchą ciszę jaka pozostała. I mogło by się wydawać, że ból i złość uśpiły swoją czujność dając odetchnąć skołatanym myślom i pękniętemu sercu… nie to tylko złudzenie. Ból nadal kół a złość jęczała żałośnie w głowie nie chcąc odejść. W takiej chwili wszelkie siły opuszczają człowieka na dobre… Poczułam jak moje bezwładne ciało osuwa się i zaczynam klęczeć jak ta głupia na ziemi. Ostatkiem woli zmusiłam się by położyć bukiet i kostki na grobie. Spojrzałam na napis wyryty w zwykłym kamieniu.
Nobu Robinson
żył lat 27
A dźwięk gitary nadal rozbrzmiewa w powietrzu…
Ukryłam twarz w dłoniach nie mogąc pogodzić się z tą tak bolesną stratą. Co można czuć stojąc nad grobem ukochanej osoby? Ja czułam pustkę, tak ogromną że omal przez chwile myślałam że nie dam rady dalej żyć. Zaczęłam żałować, że przeżyłam… Potrząsnęłam głową otrząsając się z tych niedorzecznych myśli. Objęłam się skostniałymi dłońmi i zamknęłam oczy. Przypomniałam sobie tamte wydarzenie i ten jeden moment zanim straciłam przytomność… te błogie ciepło, które otuliło mnie przed samym końcem. To był Nobu… Yasu wszystko mi opowiedział. Jego słowa utkwiły mi w głowie i nie pozwalały ani na moment zapomnieć. „ Gdy was znaleźli Nobu leżał na tobie, a jego ręce sztywno cię obejmowały. On chciał Cię osłonić… osłonił cię sobą.” Nie mogę myśleć o śmierci… Nobu zrobił wszystko żebym przeżyła i nie miałam zamiaru sprawić, że jego poświęcenie pójdzie na marne. Do ostatniego momentu chronił mnie… Otarłam łzy, które znów wypłynęły bez pozwolenia pokazując światu moją słabość. Być może to co się stało było jakimś bożym planem, miało jakiś głębszy sens lub miało doprowadzić do stania się czegoś lepszego, jednak na ten moment żadna z tych wymówek mnie nie obchodziła. Obchodziło mnie to, że odebrano mi część mnie. Obchodziło mnie to, że przez jakiegoś idiotę, który nie przestrzegał przepisów zginął tak dobry człowiek jak Nobu. I chyba to najbardziej bolało… Z odmętu rozmyślań i ogólnego rozczulania się nad własną osobą, wybudziła mnie ciepła dłoń, która dotknęła mojego ramienia. Być może przez moment miałam złudną nadzieję, że gdy uniosę wzrok do góry to ujrzę przyjazną twarz blondyna w poszarpanej koszulce. Ha… jak nadzieja potrafi być ślepa i głupia… i naiwna. Spojrzałam w górę i ujrzałam poważną twarz Michaela. Jego smutne oczy wyrażały współczucie, żal i nie moc. W tym momencie wielki Król Popu stał się malutki i nie wiedział jak ma mi pomóc. Wstałam by nie wyglądać żałośnie klęcząc przed grobem Nobu i wzięłam Mike’ a pod rękę, by czuć się bezpieczniej i stabilniej. Nie wierzyłam swoim nogom… w każdej chwili znów moje moce mogły być skradzione, a kolejne osunięcie się w dół nie było by wskazane.
- Ashley tak mi przykro.- Jego słowa były szczere. Na pogrzebie nie rozmawialiśmy, po wypadku również nie było okazji. Zresztą aż do teraz nie dało się ze mną rozmawiać… Najpierw w szpitalu potem w swoim pokoju, leżałam i płakałam. Od czasu do czasu przerywałam by popatrzeć się ślepo w ścianę lub odpowiedzieć coś tępo na pytania Yasu, Shina i Finix. Zacisnęłam dłoń i przełknęłam gorzkie łzy. Koniec z płaczem, nie mogę całe życie płakać…
- Los jest cholernie zabawny. Wyczuł moment, kiedy już wszystko zaczęło się układać. Na prawdę czułam, że to może się udać, że razem z Nobu czeka nas wspaniała wspólna przyszłość. Jednak ten pieprzony los musiał mi go odebrać… - Warknęłam z wyrzutem patrząc na szare litery wyryte w kamieniu.
- To prawda. On zawsze wie kiedy się wtrącić…- Przyznał mi rację jednocześnie łapiąc mnie za dłoń. Obie splecione, dawały poczucie bezpieczeństwa i wsparcia, którego potrzebowałam aktualnie w ilościach hurtowych.- Pamiętasz gdy byliśmy razem. Kiedy wszystko było jak w bajce Brooke uknuła swoją małą intrygę, która zniszczyła prawie wszystko.
- Ja naprawdę czułam, że będę… ha! Że jestem z nim szczęśliwa. Wierzyłam, że może się nam udać…- Mruknęłam przypominając sobie wszystkie chwile jakie z nim spędziłam. Od dawien dawna gościł w moim życiu i nie raz pokazał, że zawsze mogę na niego liczyć. Gdy zakładaliśmy zespół nie liczył się fakt by zdobyć sławę lub by bić na tym kasę, liczyło się to, że będziemy grać razem. Zespół był swoistym klubem, lub kółkiem wzajemnego adorowania. Przychodziliśmy na próby by pogadać, by się wyżalić, by wyrzucić wszystkie swoje uczucia w muzykę.
- Byliście szczęśliwi. Może te szczęście nie trwało długo, a wręcz stanowczo za krótko lecz pamiętaj. Miałaś okazje być z takim kimś jak on. Mogłaś z nim dzielić swój świat i patrzeć jak jego pozytywne nastawienie i upór byś była szczęśliwa sprawiał, że każdy kolejny dzień stawał się jeszcze piękniejszy. Nigdy o tym nie zapomnij… nie pozwól by smutek i żal przysłonił to wszystko, co Nobu dla ciebie zdziałał.- Jego słowa tak lekkie, jakby otworzyły mi oczy. Te dni, które spędziłam z Nobu były błogosławieństwem… Wiem, że tęsknota nigdy nie przeminie, a jego radosna twarz już na wieki będzie ukazywać mi się przed oczami gdy będę je zamykać, jednak to dobrze. Chcę pamiętać.
- Mike ja nie chcę zapomnieć… Chcę pamiętać każdy dzień, który z nim spędziłam, chce pamiętać każdy jego ruch i minę, każde słowo, każdy czyn. Chcę pamiętać to co się stało tamtego wieczoru i…- Głos mi się załamał, a serce zabiło szybciej. Zacisnęłam dłoń na jego dłoni.- … chcę pamiętać jak mnie chronił własnym ciałem. Chcę to wszystko pamiętać. Jeśli o tym zapomnę to wtedy on naprawdę umrze…- Michael był świetnym towarzyszem takich rozmów. Byłam mu niezmiernie wdzięczna, że wtedy był przy mnie i wspierał mnie jak mógł.
- Chodź, odwiozę Cię do domu.- Objął mnie w pół, ja jednak nie czułam się jeszcze gotowa by odejść. Dziwne poczucie, że zostawiam tu Nobu samego nie chciało zniknąć, siejąc niepotrzebny niepokój w sercu.
- Nie przypuszczałam, że strata kogoś bliskiego tak boli.
- Zawsze boli tak samo. Okrutnie i przeraźliwie… ale zawsze tak samo.- Odparł i po tych słowach postanowiłam zrobić co mi każe. Stanie nad jego grobem nic nie zmieni… Nic nie zmieni tego, że Nobu już nie wróci.
Nic.
…
- Wejdź…- Otworzyłam drzwi do mieszkania i wskazałam mu palcem drogę. Dobrze wiedziałam, że w mieszkaniu jest i Finix i Yasu, Shin, a nawet Carlos lecz w tle nie było słychać ich obecności. Żadnych śmiechów, żartów, głośnych rozmów i codziennej kłótni pomiędzy Nobu a Shinem o mało istotną rzecz. Głucha cisza, która sprawiała ból brzęcząc bez sensu w głowie domowników. W człapałam się razem z Michaelem do salonu i ujrzałam ich wszystkich porozrzucanych w różnych kątach ze spuszczonymi głowami. Moja obecność natychmiast przykuła ich przenikliwe spojrzenia, które szybko powędrowały w moją stronę szukając kontaktu.
- Cześć Mike…- Mruknęła smętnie Finix opierając bezsilną głowę o ramię Carlosa. Oboje są ze sobą i jest im dobrze. Ta nieprzewidywalna dziewczyna posłuchała się mojej rady i przejęła inicjatywę. Teraz mogą się sobą nawzajem cieszyć…
- Cześć wszystkim.- Podniósł do góry zgrabną dłoń i usiadł na wolnym miejscu koło Yasu. Ja nadal stałam jedynie co jakiś czas odbijając się od okna do szafki by zająć czymś splątane myśli. Wzrok Shina spotkał się z moim… Nie mógł długo wytrzymać wstał pośpiesznie i przytulił się do mnie jak najprawdziwszy mężczyzna. Wydoroślał…
- Co tam u niego?- Sapnął wtulając twarz w moją szyję. Zacisnęła mimowolnie dłonie na jego plecach i westchnęłam zbierając się by jakkolwiek odpowiedzieć.
- Ucieszył się z kostek. Będzie miał czym grać na gitarze…- Szepnęłam zdobywając się na nutkę żartu w swoim głosie. Poczułam jak jego uścisk się powiększa. Zachichotał nieznacznie, po czym spojrzał na mnie wzrokiem pełnym wdzięczności. On mi dziękował… za co Shin? Za co… Ciepłe dłonie ujęły moje policzki, a wspaniały uśmiech niebieskogłowego pokrzepił moje skołatane serce.
- Będzie dobrze mała.
- No jasne, że będzie.- Wtrącił się Yasu, który wypalał już czwartego papierosa, od momentu gdy weszliśmy. Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem na ustach, czując wsparcie z jego strony.- Mike…- Michael zrobił zaskoczoną minę. Nie spodziewał się, że akurat w takim momencie Yasu zwróci się do niego.
- Tak?- spojrzał na niego pytającym wzrokiem nie wiedząc czego się spodziewać. Zresztą ja też nie wiedziałam o co mu może chodzić. Usiadłam niepewnie na kanapie ciągnąc za sobą potulnego Shina.
- Chcę Ci podziękować. Bardzo nam pomogłeś w ciągu tych paru dni.
- Przestań, nawet nie ma o czym mówić.- Mike machnął od niechcenia dłonią, ale Yasu nie chciał tego słuchać. Jego słowa były naprawdę szczere, a on sam buchał opanowaniem i powagą jakiej dotąd jeszcze u niego nie widziałam. Dużo przeszedł… Wszyscy zawsze mogliśmy na niego liczyć, lecieć do niego z kłopotem i smutkiem, a on rozwiązywał to wszystko w pięć minut. Starał się by zespół prosperował na odpowiednim poziomie i żeby nasza paczka nadal była nierozłączna. Jako filar BLAST robił co mógł byśmy doszli do tego co teraz mamy… Przyjaźnił się z Nobu od dziecka. Razem się wychowywali i razem chodzili do tej samej szkoły. Nawet mimo tego, że Yasu postanowił studiować prawo, a Nobu kulturoznawstwo nie powstrzymało ich przed tym by nadal żyć ze sobą w niesamowitych zażyłościach. Nobu dla Yasu stał się niemal jak brat, którego ten nigdy nie miał. Sam Yasu nie miał łatwego dzieciństwa. Został adoptowany przez pewne miłe małżeństwo, które same nie mogło mieć dzieci. Mimo tego pokochał ich ze wzajemnością… stał się ich ukochanym synem i zawsze starał się być wielkim w oczach swoich opiekunów. Patrząc na to z boku wręcz niemożliwością było to, że w poukładanym życiu idealnego dziecka pojawił się taki ktoś jak Nobu. Zwariowany, niepokorny, robiący na złość swoim bogatym rodzicom chłopak, o specyficznym spojrzeniu na świat. Różnili się między sobą jak ogień i woda jednak to co ich połączyło nie zważało na jakiekolwiek przeciwności, czy też błahe argumenty na nie.
- Jest Michael, jest.- Pokręcił głową, po czym kolejny raz zaciągnął się dymem z papierosa.- Wszystko zorganizowałeś szybko i bez jakichkolwiek problemów. Trudno było mi się skontaktować z rodzicami Nobu, koniec końców i tak pojawiła się wyłącznie jego siostra.- Spuścił smętnie głowę, a ja wybałuszyłam na niego oczy. Na pogrzebie jedynie płakałam siedząc w kącie, nad jego trumną. Nie rozglądałam się, nie zastanawiałam się kto przyszedł i kim są ci wszyscy ludzie. Jednak wydało mi się czymś naturalnym, że rodzice powinni być na pogrzebie własnego syna… a jednak.
- Nie było ich?- Sapnęłam czując jak moje oczy znów gotują się do płaczu.
- Nie. Angelika powiedziała, że nawet nie chcieli o tym słyszeć. Matka płakała, a ojciec bez słowa zajął się codziennym życiem. – Spojrzał na mnie, a ja nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. Po chwili jednak przypomniałam sobie swoich rodziców i to jakby oni się zachowali. Ze smutkiem doszłam do wniosku, że zapewne tak samo… Pojawił by się jedynie Japhrimiel…
- Nobu…- Szepnęłam sama do siebie.- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?- Spuściłam głowę. Przerażał mnie fakt, że Nobu musiał sobie z tym wszystkim radzić sam. Zawsze… i z tym samym pięknym i czystym uśmiechem. Poczułam ciepłe ręce Shina, które nadal twardo mnie przytulały, by choć na chwilę zdjąć z nas obojga ciężar jaki odczuwaliśmy.
- Mimo wszystko, jego rodzina była przy nim.- Stwierdzenie Michaela wywołało u nas wszystkich lekkie zdziwienie. Nasz pytający wzrok wystarczył by skłonić go do dalszego kontynowania tej niecodziennej myśli.- Chodzi mi o to, że Wy staliście za nim jak mur… jego najbliższa i najlepsza rodzina. Myślę, że właśnie tym dla niego byliście. Przecież nie siedział smutny, nie miał depresji, nie wydawał się osowiały ani dziwny. Zawsze śmiał się, wygłupiał i po prostu był sobą. Nie odczuwał jakiekolwiek pustki ponieważ wszystko co kochał miał na wyciągnięcie ręki. Przyjaciół, zespół, muzykę…- Jego wzrok powędrował na mnie, a ja słuchałam jego słów jak zahipnotyzowana. - … i Ciebie Ashley.- Dokończył przyciszając głos sprawiając, że wszystkim serce zabiło mocniej. On miał rację… Przygryzłam wargę i poczochrałam i tak już mocno poczochrane włosy. Zawsze to robiłam… Nobu też.
- Masz rację.- Mruknęłam spoglądając na każdego by choć na chwilę pokazać, że jest już lepiej. Że znów potrafię wziąć się w garść i prężnie pójść do przodu. By pokazać całemu światu, że mimo tego co się stało, że mimo tak wielkiej straty Ashley Fox nadal istnieje… że BLAST nadal istnieje.- Musimy wziąć się w garść.
- A co z zespołem?- Niebieska głowa podniosła się gwałtownie i spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczami, które mimo lat jakie minęły nadal były takie same jak w tym momencie gdy mały Shin przyszedł do nas jedynie z basem w ręku. Uśmiechnęłam się smutno i przełknęłam ślinę, by zmusić swoje gardło do doniosłego i mocnego głosu. Głosu BLAST.
- Show most go on , Black Stones nadal trwa.- Zacisnęłam pięść, naprężając się jak struna.
- Nie mamy gitarzysty.- Dość trafnie zauważył ja jednak miałam już w głowie gotowy plan. Nie mogłam zaprzestać tego co tak ukochał Nobu. Zespół był dla niego wszystkim…
- Ale będziemy mieć. Nawet wiem już kogo…
- Kogo?- Chórek mężczyzn zawył przepięknym głosem patrząc na mnie ze zdziwieniem. Pokręciłam ironicznie głową widząc, że nawet Yasu wciągnął się w to wszystko. Dobra nasza.
- Tak się właśnie składa, że mój osobisty brat również umie grać na elektryku.- Wzruszyłam powabnie ramionami dla lepszego efektu.
- Mówisz o Japhrimielu?- Carlos tak cichy i nieobecny, uniósł z niedowierzaniem brwi nadal wtulając się w Finix, a ja potaknęłam twierdząco głową.
- Chodził na lekcje gry, a swojego czasu nawet Nobu pokazał mu parę chwytów. Myślę, że jeszcze coś powinien pamiętać…- Podrapałam się z zamyśleniem po głowie. Z ulg zauważyłam, że na twarzy Yasu zagościło zrozumienie. Nadzieja rozrastała się do niewyobrażalnych rozmiarów.
- To może się udać…- Wymruczał Yasu pocierając dłonią podbródek, zapewne w geście rozmyślań.- Zadzwonię do niego… - Chwycił telefon i już miał wyjść gdy nagle przystanął na chwilę obok Michaela i spojrzał na niego przyjaźnie.- Liczę na Ciebie w tej sprawie. Oddaj jej to…- W dłoni miał jakiś pakunek i nawet nie zdążyłam mu się przyjrzeć jak jedwabistym ruchem podał go Michaelowi, który wziął go z pokorą i pokiwał głową ze zrozumieniem. Po chwili Yasu wyszedł.
- O co chodzi?- Spytałam nieświadoma tego, co czaiło się za chmurą tajemnicy i ciszy jaka nastała. Mike podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń.
- Chodź do twojego pokoju. Chciałbym pogadać z tobą na osobności.- Odparł delikatnym głosem, ale jakże poważnym i emanującym spokojem. Spojrzałam na równie zdziwione miny Finix, Carlosa i Shina, po czym wzruszyłam ramionami i nie świadoma niczego pokiwałam twierdząco głową.
- Jasne…- Rzuciłam i skierowałam się do swojego pokoju. Mike bezszelestnie podążył za mną jednak nie wydawał się być zadowolony, szczęśliwy czy też rozluźniony… Był przestraszony. Bał się czegoś co ma zrobić… lecz dobrze wiedział, że tylko on temu podoła. Postanowiłam poddać się i po prostu… zaufać.
Witam Was wszystkich. Wiem, że ostatnio moje opowiadanka zrobiły się trochę smutne ale no cóż… Powiem szczerze, że chce nimi wywoływać różne emocje. Od śmiechu po łzy, od irytacji, aż po zachwyt. Najgorsza jest chyba obojętność… Co po opowiadaniu, które nie wywołuje u czytelnika żadnych sensownych uczuć oprócz znudzenia? Mam nadzieję, że jednak nuda Wam nie grozi i że mimo dość smutnego klimatu, który zapanował na te parę części nadal czytacie moje opowiadanie z zaciekawieniem. Wyrażajcie co czujecie w swoich komentarzach ;P Każdy jest mile widziany i każde pytanie dostanie szczerą odpowiedź. ZAPRASZAM!!!