<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>Michael Jackson- opowiadania, artykuły, przemyślenia...</title>
    <link>http://maninthemirror.blox.pl/html</link>
    <description>Dla każdego kto chcę poczytać coś ciekawego i pożytecznego:</description>
    <lastBuildDate>Sat, 12 May 2012 17:08:08 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>"Nie z tego świata"  cz.79</title>
      <link>http://maninthemirror.blox.pl/2012/05/Nie-z-tego-swiata-cz79.html</link>
      <description>&lt;p&gt; **************** &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Weszłam do restauracji i niepewnie ruszyłam do stolika, który pokazał mi miły kelner. Uśmiechnęłam się do niego szczerze i wsunęłam się pomiędzy stolik a fotel. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Co Pani sobie życzy do picia?- Spytał grzecznie i tak dystyngowanie. Jak dla mnie trochę było tu za sztywno i nie w moim guście, jednak to nie mi było dane wybierać miejsce. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Poproszę Cappuccino.- Odparłam. Po sekundzie dostałam upragnioną dawkę kofeiny. Dzień był ciepły, a w restauracji przyjemnie pusto. Wszyscy wybrali z oczywistych względów stoliki na świeżym powietrzu, chłonąc piękno pogody i towarzystwo swoich znajomych. Spojrzałam na zegarek i pociągnęłam łyk kawy. Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie Tatiana. Koniecznie chciała pogadać, twierdząc że jestem jedyną osobą która ją wysłucha i szczerze poradzi co robić. Nie wyprowadzałam jej z błędu... mimo charakteru wesolutkiej dziewczynki i niesamowitej gadany, lubiłam z nią rozmawiać i przebywać. Podczas pamiętnego dnia, który spędziłyśmy u Michaela na plotach i ogólnym wyciąganiu ze mnie wszystkich możliwych informacji, związało się między nami coś na kształt małej przyjaźni. Mogła na mnie liczyć i vice versa, a to jest najważniejsze. Do środka weszła wysoka brunetka o kręconych włosach. Na nosie miała czarne okulary, a jej szczupłe ciało szczelnie osłaniał płaszcz, najlepszej firmy jaką można było znaleźć w mieście. Powiedziała coś z uśmiechem do kelnera, który wodził wzrokiem po jej obcisłej sukience, którą widać było pomiędzy rozpięciem płaszcza. Po sekundzie słuchania, co kobieta ma do powiedzenia, spojrzał na salę, a później gładkim ruchem wskazał mój stolik. Nie mylicie się... kobieta, która zrobiła tak piorunujące wrażenie na kelnerze to Tatiana. Posłała mu kolejny zalotny uśmiech, po czym pognała lekkim krokiem w moją stronę. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Przepraszam za spóźnienie ale na mieście są straszne korki.- Odparła, jednocześnie całując mnie delikatnie w policzek. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nic się nie stało.- Uśmiechnęłam się. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jedno expresso.- Mimochodem powiedziała do tego samego kelnera co wcześniej, który zdążył się zamienić z kolegą obsługującym salę. Najwidoczniej Tatiana wpadła mu w oko. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Już przynoszę.- Zaćwierkał męskim głosem, trochę przesadnie eksponując swoją wspaniałość. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Oni są tacy zabawni.- Szepnęła Tatiana, nachylając się do mnie gdy kelner zniknął z pola widzenia.- Zawsze robią to samo. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Dziwisz się im? Wyglądasz zjawiskowo, nic dziwnego że każdy facet ma ochotę Cię schrupać.- Zaśmiałam się pod nosem. Machnęła dłonią w powietrzu i puściła w moją stronę oczko. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wiesz jak poprawić kobiecie humor. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - W końcu sama nią jestem.- Upiłam łyk swojej kawy.- Teraz lepiej powiedz dlaczego chciałaś się tak nagle spotkać. Mam nadzieję, że nic się nie stało...- Pokręciła szybko przecząco głową i pokazała mi dłonią, że zaraz mi wszystko opowie, tylko poradzi sobie z kelnerem, który właśnie zmierzał do nas z zamówieniem. Po jego minie wnioskowałam, że był ochoczo nastawiony do kolejnego spotkania z Tatianą, a nawet być może odważy się by zaprosić ją na randkę. Podejście pierwsze... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Pani zamówienie.- Odparł uwodzicielskim głosem, wysyłając w jej stronę popisowy uśmiech nr. 12. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Bardzo Panu dziękuje.- Zamruczała mierząc go zaczepnym wzrokiem. Kelner wysłał do niej kolejny uśmiech, przygryzł wargę i najwyraźniej wyszedł z założenia, że raz się żyje i zapyta się o to, o czym marzył od kiedy tylko zobaczył ją w drzwiach restauracji. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wiem, że jako kelner nie powinienem...- Zaczął.- ...ale czy nie poszłabyś ze mną na kawę?- Dokończył patrząc się na nią odważnym wzrokiem. Tatiana spojrzała się na mnie z ukosa i oblizała powoli usta. Wyprężyła się na krześle, założyła nogę na nogę i zrobiła przepraszającą minę. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Przepraszam, ale mam już kogoś.- Wytrzeszczyłam na nią oczy. Czyżby to właśnie o tym chciała mi tak usilnie powiedzieć? Kelner wypuścił powoli powietrze z płuc, uśmiechnął się nietęgo i pokiwał głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Rozumiem, musiałem spróbować. Jakby co jestem do usług.- Po koszu oddalił się na zaplecze. Zmarszczyłam brwi i nachyliłam się nad stołem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To o tym chciałaś mi powiedzieć? Masz chłopaka? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Można tak to ująć... znaczy...- Zaczęła plątać się w zeznaniach. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Mów, naprawdę mamy czas. Tylko proszę, po kolei.- Nakazałam uśmiechając się pod nosem. Wyglądała naprawdę potulnie... jeszcze parę sekund temu, była żyletą która nie bała się nikogo ani niczego, a teraz jej oczy były niepewne, trochę zagubione... całkiem inna osoba. Napiła się swojego expresso i odetchnęła z uśmiechem na ustach. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zakochałam się.- Wyrzuciła z siebie spokojnym głosem, a z jej ust nadal nie schodził dziki uśmieszek podniecenia. Uniosłam do góry brwi i zaplotłam ręce na klatce piersiowej. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To już kochana zdążyłam wywnioskować z Twojego zachowania.- Mruknęłam, powstrzymując się od śmiechu. Poprawiła zgrabnym ruchem swoje czarne włosy, uśmiechając się jeszcze szerzej. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Za szybko mnie przejrzałaś...- Poskarżyła się. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Poproszę o szczegóły. Naprawdę jestem ciekawa, kto jest tym szczęśliwcem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Na początku to była tylko przyjaźń...- Zaczęła, jednak nadal nie zdradzała imienia chłopaka, który aż tak zamieszał w jej życiu. Postanowiłam grzecznie poczekać, aż sama mi powie, wtedy albo grzecznie jej wyperswaduje całą tą miłość albo pobłogosławię i kupie obrączki, w końcu jestem jej przyjaciółka co nie?- Świetnie mi się z nim rozmawia, zawsze mogę na niego liczyć... po prostu anioł, nie człowiek. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Z Twojego opisu wnioskuje, że albo trafiłaś na ideał, albo go sobie wymyśliłaś...- Zaśmiałam się przyjaźnie, a ona dołączyła się potakując porozumiewawczo głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Raczej pierwsza opcja... choć czasem myślę, że to sen. Jest wspaniały i taki wyjątkowy, a gdy jest blisko zapominam o bożym świecie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Hah!- Prychnęłam, uważnie się w nią wpatrując.- Kurczę, a może ma on brata?- Puściła do mnie oczko. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - I to nie jednego.- Pomachała przed moją twarzą, swoim zgrabnym palcem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - No to już wiemy, co zrobisz w pierwszej kolejności... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Co?- Spytała zaciekawionym głosem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - No jak to co? Szybciutko przedstawisz mnie jednemu z nich!- Zarechotałam, a ona ledwo nie spadła z krzesła, zakrywając roześmianą twarz. Absolutnie nie przejmowaliśmy się tym, że dwóch chłopaków, którzy siedzieli w rogu sali, przez cały czas przyglądali się nam nieprzerwanie coś do siebie szepcząc. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ashley jesteś naprawdę niemożliwa!- Klepnęła mnie w ramię, a ja spojrzałam z ukosa na tamtą dwójkę i pomachałam im z nieukrywanym uśmieszkiem. Czy oni naprawdę myśleli, że nie zauważymy ich zachowania? Ach ci faceci... A tym najwyraźniej, moja uwaga bardzo się spodobała, ponieważ uśmiechnęli się do mnie uwodzicielsko i kiwnęli w moją stronę podbródkiem.- Widzę, że Ty mnie w roli swatki, to raczej nie potrzebujesz. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Mówisz o nich? Nie mogłam się powstrzymać...- Przygryzłam wargę i upiłam łyk cappuccino.- Lepiej jednak wróćmy do tematu... dowiem się w końcu o kogo chodzi? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Znasz go.- Poinformowała mnie, a ja jak na zawołanie zaczęłam śledzić w myślach wszystkich naszych wspólnych znajomych, których powiem szczerze ale nie było dużo. Zmarszczyłam brwi... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To jakaś gwiazda? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zgadza się. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - I ja go znam? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zgadza się.- Na te słowa rzuciłam w nią serwetką. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Powiedz to jeszcze raz, a użyję czegoś twardszego.- Ostrzegłam, widząc jej cwaniacki uśmieszek.- Poproszę imię i nazwisko... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Michael Jackson.-... BACH! Kulka między oczy, chwila zamroczenia, ogólnej nostalgii. Pierwsza myśl, może jednak się przesłyszałam, potężne i bolesne uderzenia serca. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Mike?- Powtórzyłam sucho, starając się usilnie powstrzymać przerażony wyraz twarzy. Nie... to jakieś szaleństwo, absurd, który zakrawał o śmieszność. Dlaczego to tak zakuło? Przecież dobrze wiedziałam, że między mną a Michaelem w tym momencie jest tylko przyjaźń, że nasze relacje ograniczają się do długich spotkań i namiętnych rozmów... żartów... o matko, czy ja byłam zazdrosna? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Tak, wiem że to śmieszne... ale naprawdę się w nim zakochałam.- Potwierdziła, a ja zauważyłam z rozżaleniem, że ta odpowiedź wcale nie przyniosła mi ulgi. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie, to nie jest śmieszne...- Zaprzeczyłam. Wypuściłam dyskretnie powietrze by się uspokoić.- Mówiłaś mu o swoim uczuciu? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie, jeszcze nie było okazji...- Spuściła rozmarzone oczy, rysując coś bez sensu na blacie stolika. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Musisz z nim o tym porozmawiać...- Palnęłam cokolwiek, by nie wyjść na bezduszną. Starałam się jak mogłam by myśleć trzeźwo i by wyprzeć z głowy i ust gorzki posmak zazdrości. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wiem i mam zamiar to zrobić jak najszybciej. Nawet mam już niezły pomysł na to jak to zrobić. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jaki?- Spytałam odruchowo. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zobaczysz, na razie to niespodzianka, na pewno się o tym dowiesz, bo będzie o tym głośno.- Zaklaskała radośnie w dłonie, a ja zmusiłam się do uśmiechu i do względnej uwagi.- Tylko mam do Ciebie prośbę... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jaką? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie mów o niczym Michaelowi.- Złapała mnie za dłonie, a ja aż podskoczyłam do góry. Otrząsnęłam się z tego nieznośnego otępienia i pokiwałam twierdząco głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jasne... możesz na mnie liczyć.- Mruknęłam.- Wiesz, muszę już lecieć...- Wyjęłam portfel i zapłaciłam za obie kawy.- Dziś ja stawiam. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Odprowadzę Cię.- Rozpromieniona Tatiana wstała za mną pośpiesznie i złapała mnie pod rękę. Posłałam jej blady uśmiech. Kierowałyśmy się do drzwi, gdy nagle dwójka wcześniej wspomnianych chłopaków, podeszła do nas odważnie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Cześć dziewczyny.- Zaczął ten o długiej blond grzywie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Cześć.- Powtórzył za nim jego kolega, o idealnie wystylizowanych, długich, brązowych włosach i lekkim, męskim zaroście. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Cześć. Tatiana już Wam nie przeszkadzam.- Wymamrotałam i żwawo popchnęłam drzwi restauracji, szybko wysuwając się z uścisku Tatiany. Dobrze wiedziałam, że to o nią im chodzi, więc wcale nie miałam ochoty słuchać jak spławia ich tym samym tekstem, co tego biednego kelnera. Wyszłam na zewnątrz i pomachał w górze dłonią, by szybko złapać taksówkę. Na całe moje szczęście jakaś po sekundzie się przy mnie zatrzymała. Złapałam za klamkę i już miałam wsiąść, gdy nagle ktoś chwycił mnie za ramię. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Tatiana, naprawę się...- Zaczęłam, żwawo się odwracając, jednak ku mojemu ogólnemu zdziwieniu za mną stał brunet z restauracji, a nie moja przyjaciółka. Uśmiechnęłam się dziwnie i zmarszczyłam brwi.- Tak... ty stanowczo nie jesteś Tatiana. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Twoja znajoma, postanowiła poznać się z moim kolegą. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Myślałam, że ty też na to liczysz...- Zamruczałam obojętnym głosem, chcąc jak najszybciej wsiąść do taksówki i odjechać. Miałam jedynie w głowie słowa Tatiany i jej promienne wyznanie miłości. Chłopak uśmiechnął się przyjaźnie i pokiwał przecząco głową... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ja w restauracji patrzyłem na Ciebie, a nie na nią. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Słuchaj...- Zaczęłam, ale tak naprawdę nie wiedziałam co mu mam powiedzieć. Znów pokiwał głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nic nie mów. To moja wizytówka, będę naprawdę szczęśliwy jak zadzwonisz...- Zamknął mi w dłoni białą kartkę, uśmiechnął się nieśmiało i wkładając dłonie do kieszeni odszedł. Stałam tak przez chwilę, nie wiedząc co właściwie się stało... Chodziło mu o mnie... to jakiś żart. Moje myśli nadal nie dowierzały. Wsiadłam do taksówki i dziwnym głosem powiedziałam kierowcy adres, po czym zaczęłam wnikliwie lustrować wizytówkę. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Renier Valentine.- Przeczytałam. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Coś Panienka mówiła?- Taksówkarz zwrócił się do mnie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie, ja tak tylko do siebie.- Zorientowałam się, że jak na mówienie coś pod nosem, zrobiłam to dość głośno.- Ren...- Wyszeptałam, obracając wizytówkę w palcach. Zaśmiałam się.- Po japońsku, kwiat lotosu. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; ... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Pogłaskałam ją po brzuchu i uśmiechnęłam się pogodnie, widząc jej rozanieloną minę. Od czasu kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży stała się całkiem inną osobą. Oczywiście nadal przejawia wiele cech prawdziwej punkówy, jednak starała się powstrzymywać kiedy to było konieczne, a czasem wręcz niezbędne. Tak więc wspaniałomyślnie zrezygnowała z imprez oraz spożywania alkoholu pod jakąkolwiek postacią. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jak się czujesz?- Mruknęłam ciepłym głosem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ach, na szczęście mdłości już ustąpiły, bo gdyby trwało to o chociaż jeden dzień dłużej, zwariowałabym i w końcu trafił by mnie jasny szlak. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ale wytrzymałaś, teraz będzie łatwiej.- Spojrzałam na kanapę, na której rozpostarł się Carlos, uważni oglądając jakiś durny teleturniej. Uniosłam do góry brwi i zawarczałam zaczepnie, siadając koło niego. Wskazał palcem na ekran i pokiwał z uznaniem głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Świetne, naprawdę świetne. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Tsa... A Ty to widzę, że się już na dobre tu zadomowiłeś.- Odparłam.- Lepiej powiedzcie mi jak stoi sprawa, a Ty Carlos łaskawie zacznij się dokładać do czynszu. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zauważyłaś... - Podrapał się z zakłopotaniem po głowie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zauważyłam?- Prychnęłam przyjaźnie.- Rano wstaje, jesteś. Wychodzę, jesteś. Przychodzę, jesteś. Kładę się spać, jesteś. Albo jestem głupia, albo już dawno zamelinowałeś się w pokoju Finix. Więc? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Carlos...- Finix go ponagliła. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Dobra... Można ująć to tak, że się wprowadziłem. Wczoraj jak Cię nie było, przerobiliśmy nieco pokój Finix, tak byśmy się tam jakoś pomieścili... oczywiście dołożę się do czynszu i w ogóle... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Carlos...- Zaczęłam, jednak on dostał istnego słowotoku. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wiem, Ash jak tylko trochę zarobię, znajdę jakieś lokum dla mnie i dla Finix...- Wybałuszyłam oczy i pokręciłam przecząco głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie, coś ty możecie tu mieszkać ile chcecie... naprawdę, nie musicie się śpieszyć...- Perspektywa tego, że zostanę w tym mieszkaniu sama jak palec, trochę mnie przerażała. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Kochanie prędzej, czy później i tak by do tego doszło. Jeden pokój to za mało dla dwójki dorosłych i dziecka.- Finix objęła mnie czule i przyłożyła swój ciepły policzek do mojego. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Kiedy?- Spytałam nieswoim głosem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Góra dwa tygodnie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ja Cię ... ach... muszę znaleźć lokatora.- Mruknęłam zawiedzionym głosem. Wszystko wskazywało na to, że w niedługim czasie będę musiała zostać w tym mieszkaniu sama jak palec... codziennie... w pustym mieszkaniu.- Tak, stanowczo muszę kogoś znaleźć. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Tylko nie jakiegoś psychopatę.- Wtrącił się Carlos, a ja zmarszczyłam brwi i pociągnęłam żałośnie nosem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Dzięki za wskazówkę... jeszcze jakieś zastrzeżenia? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie, myślę że jak nie będzie to psychopata, to wszystko inne będzie ok. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Przymknij się.- Finix uderzyła go z miłością w głowę, a on niestety ale nie zdążył uniknąć ciosu.- Ash pomogę Ci kogoś znaleźć, zobaczysz będzie to jakiś przystojniak. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ona ma już jednego adoratora...- Carlos grzecznie przypomniał, starannie zakrywając się przed kolejnym ciosem. Nadymałam policzki i poczochrałam włosy. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - A kto powiedział, że sam adorowany nie ma kilku adoratorek?- Sapnęłam z bezsilnością, czując jakiś dziwny uścisk pod mostkiem. Tak... do kompletu przypomniało mi się, jak moja przyjaciółka wyznała mi miłość do kogoś, do kogo i ja czułam coś więcej niż przyjaźń. Carlos przybliżył się do mnie i szturchnął w bok, puszczając jednocześnie oczko. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zazdrosna?- Spytał zaczepnym głosem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - A ty nie masz nic do roboty w tej chwili, Carlos?- Już bardziej ironicznie nie mogłam brzmieć. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Właśnie kochanie... może idź do sklepu po bułki.- Finix poklepała go przyjaźnie po plecach i pocałowała w usta. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ach... od kiedy jest w ciąży nie potrafię jej odmówić.- Zamruczał, po czym zwlókł się z kanapy i zwrócił się w stronę drzwi. Po chwili wyczekującej ciszy już go nie było. Finix odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się przyjaźnie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Mów, co się stało. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To naprawdę nic... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jasne. Mów, pamiętaj że jestem w ciąży i nie można mnie denerwować. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Teraz będziesz to wykorzystywać ile wlezie, co?- Zachichotałam, widząc zaciętą minę mojej kochanej siostry. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - No jasne, wszystkie chwyty dozwolone.- Ponagliła mnie gładkim ruchem podbródka, bym zaczęła w końcu mówić. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Rozmawiałam z Tatianą.- Wymamrotałam.- Chciała mi powiedzieć jak przyjaciółce, że się zakochała. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Po pierwsze w kim, a po drugie dlaczego aż tak Cię to zmartwiło?- Zmrużyła oczy i przyjrzała mi się uważnie, a ja ukryłam twarz w dłoniach. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - A jeśli powiem, że zakochała się ona w Michaelu?- Podniosłam na nią wzrok. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To powiem Ci, że masz przerąbane.- Zawsze wiedziała, co powiedzieć... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To mi nie pomaga wiesz? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wiem kochanie, przepraszam. Zacznijmy od początku...- Rozsiadła się na kanapie.- Co czujesz do Michaela?- Odetchnęłam głęboko. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Myślę...- Zaczęłam, jednak bałam się tego co usłyszę.- Nasze uczucie zmieniało się wraz z biegiem tych wszystkich wydarzeń. Nie umiem powiedzieć na ten moment, czy to jest tylko i wyłącznie przyjaźń, czy może coś więcej... ja nie wiem.- Mruknęłam bezsilnie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Musisz się szubko dowiedzieć... Tatiana jest piękną kobietą. Nie wiemy jak zareaguje Mike na jej wyznanie miłości. Jeśli nie chcesz stracić szansy na miłość, powinnaś uporządkować swoje uczucia i zdecydować.- Pogładziła mnie po policzku. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wiem... Finx dziękuje Ci. Mam nadzieję, że mieszkając z Carlosem będziesz szczęśliwa.- Przyciągnęłam ją do siebie i pocałowałam w policzek. Uśmiechnęła się przyjaźnie.- Nie musisz się o mnie martwić, w parę dni znajdę jakiegoś lokatora i wszystko pozałatwiam. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jesteś pewna, że dasz sobie radę? Może, któryś z BLAST z Tobą zamieszka?- Rzuciła luźną propozycję, jednak szybko pokręciłam przecząco głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Coś ty... oni mają już mieszkanie. Nie ma sensu robić zamieszania... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Dasz sobie radę, siostra.- Szturchnęła mnie w bok, a ja zmarszczyłam brwi. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Tak, dam...- Nie mam innego wyboru. Dodałam w myślach, czując w kościach że nadchodzą kolejne przeciwności. Znów moje życie odwróci się o sto osiemdziesiąt stopni, zmieniając moje dotychczasowe ustalenia nie do poznania. Może zmieni się na leprze, może na gorsze, a może koniec końców wszystko pozostanie takim jakie jest, jednak wiem jedno... tak, czy siak będzie mnie to kosztowało mnóstwo zdrowia i nerwów... Taka jedna, wielka psychoterapia, tylko nie wiem czy nie wyjdę z tego z gorszą psychiką niż na początku... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; I tak zakończyła się kolejna część mojego opowiadania. Ostatnio pisze mi się łatwiej, ponieważ już trochę moich stresów odeszło w niepamięć... Kolejne tygodnie mijają i powoli wszystko układa się w jedną, niepowtarzalną całość. Mam nadzieję, że nadal będziecie wpadać na mojego bloga, by zobaczyć co u Ash i Michaela. Serdecznie Zapraszam! ;) &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &amp;#65279;   &lt;/p&gt;</description>
      <author>daguska93@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://maninthemirror.blox.pl/2012/05/Nie-z-tego-swiata-cz79.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://maninthemirror.blox.pl/2012/05/Nie-z-tego-swiata-cz79.html</guid>
      <pubDate>Sat, 12 May 2012 17:08:08 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>"Nie z tego świata" cz.78</title>
      <link>http://maninthemirror.blox.pl/2012/05/Nie-z-tego-swiata-cz78.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Cześć wszystkim!!! Jak tam, co tam? Wszystko u Was dobrze? Jak się czujecie, może zdarzyło się coś ciekawego w Waszym życiu o czym chcielibyście opowiedzieć? Śmiało piszcie... może coś związanego z Michaelem? Naprawdę będzie mi miło, gdy będę mogła poczytać wasze wpisy;) Dobra, a teraz zapraszam serdecznie na kolejną część mojego opowiadania. Mam nadzieję, że sprostam waszym oczekiwaniom;) ZAPRASZAM! &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; **************** &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Naprawdę nie wiem, co powiedzieć...- Mruknęłam, wpatrując się wielkimi oczami w bilet na koncert leżący na mojej dłoni. Mike stał koło mnie z uśmiechem w rozmiarze XXL, starając się przekonać mnie do swojego wspaniałego pomysłu. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Powiedz tak.- Zasugerował, zabawnie zachęcając mnie spojrzeniem. Posłałam mu kuksańca w bok i pokręciłam ironicznie głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ty już sobie to wszystko, wcześniej zaplanowałeś, co?- Spytałam. Zaśmiał się powabnie, robiąc jednocześnie minę niewiniątka. Zamaszystym ruchem poprawił klapy od marynarki i przygryzł zalotnie wargę. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Bardzo chciałbym, żebyś zobaczyła mój koncert na żywo. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Bad Tour... bilety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.- Mruknęłam, ostrożnie ale również uważnie oglądając bilet. Nagle mój wzrok zatrzymał się na jednym, lecz dość ważnym szczególe...- Loża VIP? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Dla najważniejszych gości. Będziesz mogła obejrzeć cały koncert w spokoju i na pewno nic Cię nie ominie.- Potaknął głową, a ja wpatrywałam się w jego zdeterminowaną twarz. Nie mogłam wyjść z podziwu, jak bardzo jest to dla niego ważne. Miałam dziwne wrażenie, że jakbym powiedziała nie, to mogła bym złamać mu tym serce. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wystarczyłoby zwykłe miejsce pod sceną. Lubię koncerty... panuje na nich taka niesamowita atmosfera. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Czy Ty właśnie się zgodziłaś?- Złapał mnie za ramiona, a jego delikatne a zarazem tak męskie dłonie, ciepło zacisnęły się na moim ciele. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Dobrze... powiem, to głośno i wyraźnie. Z wielką chęcią pójdę na Twój koncert, Mike.- Odparłam pewnym siebie głosem. Jego twarz rozpromieniła się niesamowicie, jak małemu dziecku które dostało prezent na gwiazdkę. Nagle złapał mnie w ramiona i podnosząc, zakręcił dookoła. Oplotłam ręce wokół jego szyi, by zapobiec potencjalnemu upadkowi jaki mógł mnie czekać. Wtuliłam twarz w miękkie loki na głowie Michaela...- Wariacie... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nawet nie wiesz jak się cieszę!- Nadal trzymał mnie w ramionach i wcale nie okazywał chęci mnie wypuszczenia. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Oj chyba jednak wiem! Zaraz mnie udusisz, królu.- Zarechotałam. Odłożył mnie grzecznie na ziemie, jednak z jego twarzy nadal nie schodził uśmiech.- A teraz opowiedz mi, co mnie czeka na tym wspaniałym, niesamowitym wydarzeniu roku, oczywiście. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Oczywiście same wspaniałe, niesamowite wydarzenia.- Mruknął, ciągnąc mnie jednocześnie do ogrodu Neverlandu. Odetchnęłam świeżym powietrzem i nacieszyłam wzrok pięknem zieleni i bogactwem roślinności, rozciągającym się po całej posiadłości. Niesamowite drzewa, które dzielnie dawały kojący cień w gorące dni, łagodnie opuszczały swoje korony ku ziemi. Usiadłam na ławce i westchnęłam. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zazdroszczę Ci tego. Móc obudzić się rano i wejść w tak wspaniały świat... coś niesamowitego. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Coś bym powiedział, ale boję się że mi przyłożysz.- Mruknął, a ja ze zdziwienia spojrzałam na niego badawczym wzrokiem, jednak moja ciekawość wzięła górę. Wskazałam na niego podbródkiem, by zachęcić go do mówienia. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Obiecuję, że rękoczynów nie będzie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Chciałem powiedzieć, że od zawsze jest możliwość byś mogła podziwiać ten widok co rano.- Wzruszył ramionami, patrząc na mnie nieziemskim wzrokiem. Przygryzłam wargę, a w głowie zaświtał mi jedna myśl... On nadal myśli o wspólnym mieszkaniu... przecież nawet nie jesteśmy razem! Mimo przerażenia tą myślą, poczułam w sercu miłe ciepło rozchodzące się po całym ciele. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Mike... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wiem kochanie, wiem. Wszystko przyjdzie w swoim czasie i niech tak pozostanie. Nie chcę Cię do niczego zmuszać, ani naciskać.- Pogłaskał mnie przyjaźnie po ramieniu, a ja głośno wypuściłam powietrze. Co miałam powiedzieć? Co miałam zrobić? Co jest odpowiednie, a co będzie błędem, którego konsekwencje będę odczuwać przez całe moje życie? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Popatrz jak nasze życie dziwnie się poukładało. Kiedyś myślałam, że tak łatwo jest być szczęśliwym... żyć z ukochaną osobą, przyjaciółmi, robić to co się kocha i nie przejmować się tym, co już za nami.- Zapatrzyłam się przed siebie, pozwalając niesfornym kosmykom włosów fruwać, noszone przez wiatr. Mike położył jedną rękę na oparciu ławki, a drugą trzymał blisko mnie. Jego mały palec przyjemnie ocierał się o moją nogę, ciągle dając znak że jest blisko, przy mnie... dla mnie.- Życie wcale nie jest proste... jest tak cholernie skomplikowane i do tego te jego sadystyczne zapędy... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wszystko jest po coś. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Każde wydarzenie odciska w nas niezapomniane piętno... pamiątkę. Zmienia nas, nakierowuje. Być może z nie wszystkim się zgadzamy, a wręcz za pewne rzeczy nienawidzimy życia, lecz po coś to jest. Bóg miał jakiś cel tworząc to wszystko takim jakie jest... nam pozostaje jedynie wierzyć.- W jego głosie można było usłyszeć szczerość i pewność. Wiedział, co mówi bo sam wielokrotnie przechodził przez różne zawirowania, a mimo tego nadal istnieje, nadal żyje z podniesioną głową i stara się by to życie było jak najlepsze. Spojrzałam mu głęboko w oczy, a na ustach pojawił mi się szczery uśmiech. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ładnie powiedziane. Wiara... masz rację, tylko to nam pozostaje.- Odparłam, a on mnie najzwyczajniej w świecie przytulił. Tak po prostu, bez ceregieli, zbędnych słów i niepotrzebnych zawirowań... Już zapomniałam jakie to jest przyjemne. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; ... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wpadłam do mieszkania i z pełną czcią i zgodnie z tradycją, rzuciłam swoją torbę na komodę. Jak zawsze grzecznie spoczęła na swoim miejscu, o dziwo nawet nie próbowała spaść, taki bonusowy prezent na lepszy dzień. Wytężyłam słuch. Do moich bębenków słuchowych dotarła dość oryginalna interpretacja utworu &amp;#8222;The simply the best", w wykonaniu mojej kochanej siostry. Wetknęłam głowę do kuchni i ujrzałam Carlosa siedzącego przy stole, który jak zaklęty wpatrywał się w pląsającą po całej kuchni Finix. Proszę Państwa, dodajmy że przez &amp;#8222;pląsanie" mam na myśli &amp;#8222;starała się gotować". Wcale nie przejmowała się moją obecnością, a wręcz śmiem twierdzić że nawet mnie nie zauważyła. Radośnie podśpiewywała pod nosem, wyjmując to nowe rzeczy z lodówki, zapełniając przy tym i tak już dość zapełniony blat przy kuchence. Mimo wszystko bystre oko Carlosa, zdołało mnie dostrzec. Przywitał się kiwnięciem głowy i promiennym uśmiechem. Wskazałam głową na Finix, a on powabnie wzruszył ramionami. Biedaczek nie mógł nadążyć za jej zmianami humorów i ogólnym nastawieniem do życia. Weszłam do środka i chwytając kawałek papryki, usiadłam koło niego. Za chrupałam... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wygrała w totka, czy co? A może postanowiła zostać nowym Gordonem Ramsey' em?- Kolejne wzruszenie ramionami. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie mam zielonego pojęcia. Znalazła mnie w &amp;#8222;Edenie", przywlekła mnie tu niemal siłą i posadziła na dupsku. Potem wymamrotała, że mam grzecznie czekać aż skończy i od tamtego czasu lata jak jakaś pieprzona Mary Popins, podśpiewując pod nosem &amp;#8222; This is fainal countain".- Wyjaśnił, nachylając się nade mną, nadal skrupulatnie lustrując swoją dziewczynę wzrokiem. Zmarszczyłam brwi i mlasnęłam z niesmakiem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Co robiłeś w Edenie?- Spytałam dociekliwym głosem.- A tak na marginesie to jest &amp;#8222;The simply the best".- Dodałam, szturchając go delikatnie w ramie. Odwrócił wzrok od ukochanej i spojrzał na mnie, całkowicie zszokowany. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Pieprzysz...- Pokręciłam przecząco głową, a on znów spojrzał na Finix i wypuścił powoli powietrze z płuc.- Muszę jej jakoś delikatnie powiedzieć, że śpiew nie jest je głównym atutem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Chcesz młodo zginąć?- Rzuciłam, również wpatrując się uparcie w jej dzikie pląsy.- Lepiej wróćmy do poprzedniego pytania.- Zasugerowałam. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zaszczyt mnie kopnął i szef zadzwonił z płaczem, że im się wakat przy barze zrobił.- Mruknął ociąganym głosem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ten sam szef, który niedawno cię zwolnił? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Tak ten sam, pieprzony szef.- Mlasnął i posłał mi zaczepny uśmiech. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zgodziłeś się? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Niestety nie śpię na kasie, a barmanów na mieście najwyraźniej mają już za dużo, bo od tygodnia szukam roboty.- Przeczesał włosy dłonią.- Schowałem dumę do kieszeni i postanowiłem przyjąć ofertę.- Poklepałam go po ramieniu i odwzajemniłam uśmiech. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Dobrze zrobiłeś wodzu. Duma jest do bani... nią nie zapłacisz rachunków.- Niemal musiałam przekrzyczeć Finix, która wcale nie miała zamiaru się nami przejmować. Zmarszczyłam brwi.- Dobra, asekuruj mnie. Próbuje czegoś się dowiedzieć od niej.- Wstałam i podeszłam do Finix. Carlos odprowadził mnie wzrokiem i pomachał na pożegnanie dłonią. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Byłaś dobrą przyjaciółką. Będę tęsknić.- Mruknął, a ja zdążyłam go jeszcze spiorunować groźnym spojrzeniem. Poczłapałam niepewnym krokiem w stronę Finix i z przekonaniem, że raz się żyje, posłałam kuksańca w biodro mojej drogiej siostry. Podskoczyła niewinnie, po czym szybko spojrzała na mnie, na całe szczęście, przyjaznym wzrokiem. Uf... pierwszy kamień spadł z serca, pora na kolejne. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ashley!- Przekręciła głowę na bok.- Kiedy przyszłaś? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ech... jakieś piętnaście minut temu.- Kiedy usłyszała moją odpowiedź, najpierw zakryła ze zdziwienia usta dłonią, po czym machnęła w powietrzu i uśmiechnęła się radośnie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jestem dziś taka zabiegana. Muszę zrobić obiad, a do tego ogarnąć ten cały bałagan!- Jej głos był lekki, przyjazny i wręcz nie podobny do jej naturalnego. Był zbyt radosny... i do tego ta wymowa i składnia. Nie tylko biega, ale również gada jak Mary Popins. Pomyślałam w duchu, jednocześnie zastanawiając się, czy już wzywać lekarza, czy może jeszcze trochę poczekać. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ty i obiad?- Spytałam, przypominając sobie jak każdego popołudnia jak w zegarku Finx dzwoni do Chińczyka za rogiem, zamawia jedzenie i na tym się kończy jej przygotowywanie obiadu. Tak na marginesie ów Chińczyk uznał Finx za swoją honorową klientkę i dał jej parę upustów, w końcu rzadko trafiał się mu tak dochodowy klient. Piękna symbioza... Jak Finix szczęśliwa, to i Chińczyk szczęśliwy. Cing- Ciang ;P &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - No tak kochana! Koniec z jedzeniem zamawianym z niewiadomych miejsc. Popatrz na niego...- Przekręciła mnie tak bym spojrzała na Carlosa nadal siedzącego przy stole.- Oooo... mój kochany Carlosek jest taki głodny.- O rety... Zmarszczyłam brwi. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Carlosek?- Powtórzyłam, mając szczerą nadzieję, że się przesłyszałam. Opcja by zadzwonić po lekarza, nagle stała się dość bliska i jakże atrakcyjna. Biedny Carlos spojrzał na mnie zmieszanym wzrokiem i wskazał na siebie niepewnie palcem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Mła?- Pięknie zaakcentował. Przygryzłam wargę, po czym złapałam Finix za łokieć i odciągnęłam ją na bok. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wyśmienicie.- Odparła cała w skowronkach. Przybliżyłam twarz do jej twarzy i uważnie lustrowałam jej oczy. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; -Brałaś coś?- Palnęłam. Naprawdę nie miałam innych pomysłów. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To nielegalne.- Przypomniała mi, robiąc przy tym srogą, ale nadal cholernie radosną minę. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To dlaczego zachowujesz się jak Mary Popins? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Mary Popins? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ech... Zapomniałam, że twoja edukacja filmowa, nie miała w sobie tak trywialnych filmów jak ten. Zapytaj później Carlosa... to on na to wpadł.- Sapnęłam, pocierając nerwowo kark.- Dlaczego jesteś taka...- Szukałam w myślach odpowiedniego słowa.- ... wesolutka? &amp;#8211; Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się łagodnie. Ujrzałam w jej oczach spokój i nieukrywana radość, która wypływała z niej litrami. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ashley...- Mruknęła. Wzrok jej się zaszklił. Wstrzymałam oddech, czekając na absolutnie najgorszą informacje...- Jestem w ciąży. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Co?- Udało mi się wydusić. Finix zacisnęła usta, starając się powstrzymać przed rozbeczeniem na dobre. Jednak najbardziej zadziwiające z tego wszystkiego było to, że jej łzy nie były ze smutku... ona się cieszyła. Roześmiałam się przyjaźnie i widząc jej walkę z własną samokontrolą, szybko przytuliłam ją do siebie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Kochanie...- Szepnęłam jej do ucha.- Gratuluje... tak cholernie Ci gratuluje. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nawet nie wiesz jak się cieszę... to jest takie niesamowite uczucie. Jakbym dostała ogromnego kopa, napędzającego mnie do życia.- Ujęłam jej twarz w dłonie i otarłam kciukiem łzy szczęścia, które bezwładnie spływały po jej różowych policzkach. Pociągnęła pociesznie nosem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Carlos wie?- Wskazałam na niego podbródkiem. Siedział w drugim końcu kuchni przy stole i kontemplował działanie naszej cukiernicy, co jakiś czas spoglądając na nas niepewnym i pytającym wzrokiem. Pokiwała przecząco głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ten obiad... chce mu powiedzieć dzisiaj.- Moje oczy się rozszerzyły, a do mojej pustej głowy dotarł pewien mały, ale jakże znaczący fakt. Klepnęłam się w czoło. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Przeszkadzam Wam, prawda? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To nie...- Nie dałam jej skoczyć. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Już Was kochanie zostawiam samych. Wrócę...- Tu się zatrzymałam. Ile ja miałam im dać czasu?- ...eee kiedy wrócę. Nie śpieszcie się i cieszcie się swoją obecnością. Tylko nie trzymaj go długo w niepewności, bo zapewniam Cię, ale on już powoli zaczyna świrować ze zmartwienia.- Pocałowałam ją w policzek i szybko podbiegłam do Carlosa. Nachyliłam się nad nim i również obdarzyłam go pocałunkiem w policzek. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ty żyjesz.- Zażartował, uśmiechając się zalotnie pod nosem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Lepiej żebyś ty jeszcze żył jak wrócę.- Mruknęłam, a kąciki moich ust wygięły się do góry.- Zostawiam Was, mam jeszcze parę spraw do załatwienia na mieście.- Rzuciłam na pożegnanie i pognałam do wyjścia. Jedynie wzięłam po drodze skórzaną kurtkę i torebkę. Po chwili już mnie nie było... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; ... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ding, dong. Przyjemny dzwonek, rozniósł się na klatce schodowej, a ja grzecznie czekałam aż ktoś mi otworzy, z lenistwa opierając się o imitującą biel ścianę. Stare drzwi zaskrzypiały, a zza nich wychyliła się radosna twarz Shina. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Co tam piękna? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Mam dla Was news' a nie z tej ziemi.- Odparłam, popychając go dłonią do środka i jednocześnie sama wchodząc. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - O Ash.- Przywitał mnie ciepły głos Yasu. Siedział przy komputerze i jak zawsze rozwiązywał swoje tajemnicze i bardzo prawnicze zagadki. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ciągle pracujesz...- Przekręciłam głowę na bok, spoglądając na niego opiekuńczym wzrokiem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zostaw tego pracoholika, jemu i tak już nic nie pomoże. Lepiej zdradź mi tą tajemnice!- Niebieskogłowy chwycił mnie za dłoń i pociągnął na kanapę. Zgrabnym ruchem nogi, zrzucił z niej stertę ubrań i posadził mnie na niej, wcale nie przejmując się moimi uprzednimi sprzeciwami. Po sekundzie poległ koło mnie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ty naprawdę powinieneś zacząć się liczyć ze zdaniem innych... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ej... nie chciałaś usiąść?- Mruknął, nachylając się nade mną. Zaśmiałam się, kręcąc głową.- Jestem wybitnie uprzejmy. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Tsa... niczym kat nad trupem. Pytanie kogoś, po fakcie dokonanym jest trochę lipne, wiesz?- Do rozmowy dołączył Japh, który wyłonił się z łazienki. Przewróciłam bezradnie oczami, widząc że jest goły, jedynie biały ręcznik cudem trzyma się na jego biodrach, na całe szczęście zakrywając to co trzeba. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Czepiasz się jak zawsze. Teoretycznie wyświadczyłem jej przysługę, zabierając i rozwiązując zarazem, jeden z jej życiowych problemów. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - &amp;#8222;Usiąść, czy nie usiąść?! Oto jest pytanie!"- Odparł Yasu, pociągając swojego ulubionego papierosa. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Shin, czy Ty naprawdę tak rozumujesz, czy ty tylko udajesz?- Japh nie mógł wyjść z podziwu. Miał racje... teorie spiskowe i życiowe wysnuwane przez młodego, czasem były zrozumiałe jedynie dla niego. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Moje rozumowanie jest jak najbardziej poprawne i mogę nawet rzec, że idealne.- Wzruszył ramionami i dla demonstracji, chwycił moje nogi i położył je sobie na swoich. Mruknęłam z dezaprobatą.- Widzisz? Następny problem Ashley Fox został rozwiązany. Teraz jest jej wygodnie, a niezręczność jaka by zaistniała podczas pytania mnie czy może, odeszła w niepamięć. Czy to nie cudowne?!- Japh stuknął się dłonią w czoło. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jesteś przypadkiem beznadziejnym. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - I za to mnie kochasz.- Posłał mu całusa. Tamten udał, że uchyla się przed tym i uniósł do góry wargę jak jakiś oprych.- Ash, więc jaki to news masz dla nas? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Myślałam, że już nie spytasz.- Wyszczerzyłam do niego uśmiech i ogarnęłam wszystkich zagadkowym spojrzeniem.- Nie długo będziemy mieli bobasa w paczce!- Odparłam, a szczęki wszystkich opadły na dół. Japh spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Kochanie, chyba ty nie... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zgłupiałeś? Nie mam faceta i nie jestem wiatropylna! To chyba mnie wyklucza, nie uważasz? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Fakt, przez pączkowanie też raczej nie umiesz się rozmnażać.- Mruknął, pocierając kark z wyraźną ulgą.- Więc kto? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ktoś bliski.- Shin wychylił się zza mnie i spojrzał zaczepnie na Yasu. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Yasu, dlaczego się nie pochwaliłeś! &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wal się niebieski!- Wyszywana poduszka, trafiła Shina prosto w twarz. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ała!- Sapnął, rozcierając nos.- Nie znasz się na żartach. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wróćmy do tematu...- Zasugerował Yasu, wyraźnie dumy ze swojej celności. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Szczęśliwą i to bardzo szczęśliwą mamą zostanie Finix.- Wyrzuciłam z siebie, a wszystkich na nowo zatkało. Japh zatrzymał się w połowie ruchu, co spowodowało poważne rozluźnienie wiązania na biodrach. Po sekundzie narastającego napięcia i zapewne z szoku, ręcznik najzwyczajniej w świecie spadł. Wciągnęłam z przejęcia powietrze, a Yasu wypuścił dym z płuc. Shin po chwili niepewności parsknął śmiechem, po czym zakrył mi oczy, chcąc mnie uchronić przed widokiem przyrodzenia własnego brata. Odetchnęłam.- Shin, jestem twoją dłużniczką. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Przyjemność po mojej stronie.- Powstrzymał się przed następną salwą śmiechu. Zabrał dłoń, a ja spojrzałam przed siebie mając nadzieję, że już po wszystkim. Nic bardziej mylnego, mój brat wyszedł z założenie, że Show must go on... Nadal stał dzielnie na środku, jedynie oparł dłonie o biodra i wypiął pierś do przodu. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ale tu przeciąg.- Mruknął, a wszyscy nie mogliśmy powstrzymać się przed wybuchem obłąkanego śmiechu. Tak... dość niecodzienny obrazek i dość niecodzienna sytuacja... Tak, taka jest moja paczka, paczka przyjaciół... nic się w niej nie ukryje... dosłownie nic :P. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &amp;#65279;   &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>daguska93@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://maninthemirror.blox.pl/2012/05/Nie-z-tego-swiata-cz78.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://maninthemirror.blox.pl/2012/05/Nie-z-tego-swiata-cz78.html</guid>
      <pubDate>Sat, 5 May 2012 17:42:44 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>"Nie z tego świata" cz.77</title>
      <link>http://maninthemirror.blox.pl/2012/04/NIe-z-tego-swiata-cz77-part1.html</link>
      <description>&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; **************** &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Kiedyś wspominałam, że poranki zazwyczaj nie należą do rzeczy nazywanych &amp;#8222;przyjemnymi". Właśnie... zazwyczaj. Ten poranek był jednak wyjątkowy, jakby wyjęty z filmu. Otworzyłam oczy i poczułam przyjemne ciepło, oraz bliskość drugiej osoby. Ostatni raz czułam się tak dobrze w objęciach Nobu. Uniosłam lekko głowę do góry, by móc dostrzec twarz tego szczęśliwca, który miał okazję trzymać mnie w swoich objęciach. Kompletnie nie miałam pojęcia jakim cudem z przeciwnych biegunów tak ogromnego łóżka, przetransportowaliśmy swoje ciała w to jedno miejsce. Wyraźnie zarysowany podbródek, długie rzęsy, karmelowa karnacja, czarne włosy, niewinnie kręcące się na białej poduszce. Odruch bezwarunkowy... wtuliłam się w jego stabilną klatkę piersiową i po prostu wsłuchiwałam się w stanowcze bicie jego serca. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Już dawno nie miałem takiego miłego poranku...- Nagle z ciszy jaka panowała w pokoju, wyrwał mnie ciepły głos Michaela, który najwyraźniej postanowił się obudzić. Nie wiem dlaczego, ale przestraszyłam się tej całej sytuacji i przez moment miałam nawet poważne plany by wcielić w życie mój mało zgrabny plan ucieczki. Na całe szczęście jego ramiona zacisnęły się na mnie mocniej, co skutecznie uniemożliwiło wyskoczenie z łóżka. Spojrzałam na niego figlarnym wzrokiem i zmarszczyłam brwi. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - No patrz... wszyscy będą mi zazdrościć.- Zagwizdałam, przewracając teatralnie oczami.- Obudzić się w ramionach samego Michaela Jacksona, to dopiero gratka.- Odetchnął z ulgą, a na jego twarzy wykwitł zawadiacki uśmiech.- Z czego ta radość? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ponieważ jeszcze tu jesteś.- Odparł jakby to było oczywistą, oczywistością. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Rozwiń.- Mruknęłam. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wyobrażałem sobie całkiem inne zakończenie. Np. coś w stylu &amp;#8222; Aaaaa! Muszę już iść! Przepraszam cię!" i takie tam.- Zaśmiał się, a ja szturchnęłam go palcem w klatkę piersiową. Nagle moje oczy przez przypadek najechały na zegarek stojący na szafce obok łóżka. Próba... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Aaaa! Muszę już iść! Przepraszam cię!- Wywinęłam się z jego objęć i pobiegłam pośpiesznie do łazienki. Ubrałam na siebie swoje ciuchy, które na szczęście były już suche, przeczesałam włosy i znów weszłam do sypialni. Mike zdążył już wstać i założyć na siebie szlafrok. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Gdybym wiedział, że weźmiesz moje słowa aż tak poważnie, to nic bym nie mówił.- Spojrzał na mnie zagadkowym wzrokiem, starając się jednocześnie powstrzymać przyjazny śmiech. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Bardzo śmieszne Jackson. Jestem już spóźniona na próbę. Yasu mnie rozszarpie!- Odparłam podchodząc do niego i na pożegnanie pocałowałam go delikatnie w policzek. Mike odchylił lekko głowę do tyłu, po czym spojrzał się na mnie swoim przenikliwym wzrokiem. Z jego twarzy nie schodził blogi uśmiech zadowolenia. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Można się od tego uzależnić.- Mruknął.- Powiem Bille' mu żeby Cię odwiózł.- Zaproponował, a ja kiwnęłam przecząco głową, nie chcąc go wykorzystywać. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Spokojnie rycerzu. Księżniczka umie o siebie zadbać. Taksówka w zupełności wystarczy.- Pogładziłam go delikatnie, po czym chwyciłam torebkę i udałam się do drzwi. Zmierzył mnie od góry do dołu zaczepnym wzrokiem. Przyjazny uśmiech nie schodził mu z twarzy, co przyprawiało mnie o poczucie błogiej satysfakcji. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Niech księżniczka na siebie uważa.- Zaśmiał się.- Spotkamy się później?- Spytał z nadzieją w głosie, a ja nie potrafiłam odpowiedzieć nic innego. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Z wielką przyjemnością.- Odpowiedziałam i wyszłam. To dziwne, ale już po przekroczeniu progu miałam ochotę do niego wrócić... jak przewidywalnie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; ... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wysiadłam pośpiesznie z taksówki i już miałam zapłacić, jednak mężczyzna spojrzał na mnie i pokręcił przecząco głową z uśmiechem na ustach. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Już mi zapłacono za kurs i to z nawiązką.- Odparł. Najwyraźniej owa nawiązka była bardzo duża i na tyle wystarczająca by przemilczeć tak drobny szczegół jak to spod czyjego domu musiał mnie zabrać. Zmarszczyłam brwi i zachichotałam. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Skoro tak, to dziękuje.- Zamknęłam drzwi i podbiegłam do wejścia na sale prób. Były już otwarte... czyli chłopacy już są. Spojrzałam nerwowo na zegarek...- Szlag by to trafił. Po dziesiątej, już czuje zaciskające się dłonie Yasu na mojej szyi.- Odetchnęłam głęboko i popchnęłam szklane drzwi. W środku panowała przyjemna atmosfera dzięki klimatyzacji i odpowiedniemu oświetleniu. W porównaniu do naszego starego magazynu, to był luksus z wyższych sfer, jednak jeśli miałabym być szczera wolałabym momentami wrócić do tamtych beztroskich dni i siedzieć tam, ubrana w ciepły sweter, lub ze szklaneczką lemoniady by odpędzić natrętne gorąco. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ashley, już myślałem że zaginęłaś w akcji!- Mój kochany brat rzucił się na mnie i przytulił do siebie. Poczułam, że tracę oddech. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Zaraz mnie udusisz...- Mruknęłam, jednocześnie czochrając jego niesforne dredy. Gdy tylko udało mi się oswobodzić z uścisków Japha, podpłynęłam zgrabnym ruchem do Yasu i spojrzałam na niego pytająco.- A ty mnie nie udusisz?- Szepnęłam uśmiechając się z ulgą, widząc jego rozluźnioną i przyjazną minę. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Rozmawiałem z Michaelem.- Objął mnie w pasie i spojrzał na mnie dość jednoznacznym wzrokiem. Klepnęłam go w ramię. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Czy coś sugerujesz?- Zaśmiał się. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie kochanie, ja tylko wnikliwie analizuje fakty jak przystało na przyszłego prawnika.- Z jego pięknej buźki nie schodził zawadiacki uśmieszek. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - No tak, zapomniałam...- Odwzajemniłam uśmiech, po czym gdy tylko udało mi się oswobodzić z jego ciepłego uścisku, zdjęłam kurtkę i chwyciłam mikrofon i kartkę z tekstem do ręki. Ustałam na środku, jednak mój wzrok na moment zatrzymał się na Shinie. Stał z boku i spoglądał na mnie zbitym wzrokiem. Kiedy zauważył że się na niego patrzę, uśmiechnął się nieśmiało i już miał coś powiedzieć, jednak odwróciłam wzrok.- To, co? Zaczynamy próbę?- Spytałam. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Piękna, porywam na moment Japha. Poprosił mnie o poradę... lepiej jak to załatwimy na osobności.- Yasu walnął powabnie łokciem Japha, który nagle skapował że musi potwierdzić te durne kłamstwo, bym choć trochę w to uwierzyła. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Po pierwsze to Ałć...- Mruknął z wyrzutem, spoglądając wściekle na Yasu.- Po drugie mam problem, a Yasu wydaję się być najbardziej zrównoważonym psychicznie człowiekiem na tej sali, by komukolwiek udzielać rad.- Wyjaśnił i musiałam mu to przyznać, że nieźle kombinował. Spojrzałam na nich podejrzliwie, a oni próbowali zrobić najbardziej niewinne miny jakie tylko potrafili z siebie wykrzesać. Po chwili komedii jaką uskuteczniali, spojrzeli na siebie, wzruszyli ramionami, po czym najzwyczajniej w świecie wyszli. Może nie jestem najbystrzejszą osobą na globie, ale dość szybko załapałam o co im chodzi. Mianowicie zostałam sam na sam z niebieskogłowym. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jak nic ich zabiję...- Warknęłam pod nosem, po czym odłożyłam mikrofon i tekst. Tysiące czynności, by tylko nie zająć się tym co w tym momencie było czymś nieubłaganym. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ashley...- Nagle Shin dotknął mojego ramienia, a ja odsunęłam się odruchowo. Zauważyłam z bólem, że celowo unikam jego wzroku. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - W takim tępię nie uda nam się zebrać materiału na płytę... ciągle przepadają nam próby.- Zaczęłam paplać bezsensu. Włączyło mi się coś na kształt samoobrony, starałam się odciągnąć rozmowę, która jak wszystko na to wskazywało nie będzie przyjemna. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Proszę, porozmawiaj ze mną.- Wręcz zażądał, stając bezpośrednio przede mną bym nie miała żadnej drogi ucieczki. Wypuściłam głośno powietrze i po sekundzie zbierania się w sobie, uniosłam głowę i zmierzyłam się z nim wzrokiem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To rozmawiajmy.- Mruknęłam przeciągle i z początkową agresją w głosie, jednak gdy jego ciepły, zmartwiony i wyrażający skruchę wzrok wpatrywał się we mnie, poczułam że nie potrafię mówić do niego w tak oschły sposób. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Chcę Cię przeprosić. To co powiedziałem...- Zacisnął pięść, jakby był wściekły na samego siebie.- Ja wiem, że go kochałaś. Cała sobą, niezmiennie, nieprzerwanie... na śmierć i życie. Wiem o tym... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jednak powiedziałeś coś innego...- Nie potrafiłam odpuścić. Myślę, że ta sprawa była po prostu dla mnie zbyt ważna. Shin momentalnie zbliżył się do mnie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Proszę Cię... Ash, jesteś dla mnie ważna, ostatnią rzeczą jaką chciałbym zrobić to Cię zranić. Powiedziałem tą głupotę w złości... żałuję tego.- Dotknął mojej dłoni i jakby uśmiechnął się lekko widząc, że nie staram się uciec.- Jeśli chodzi o Ciebie i o Nobu, to wiem najlepiej jak między wami było, co do siebie czuliście... Stawiałem i nadal Was stawiam za wzór, też w przyszłości chciałbym obdarzać się taką miłością jak wy... być tak szczęśliwym.- Nie potrafiłam stać bezczynnie i słuchać tego co mówił. Moje serce ściskało się niesamowicie, a żołądek tańczył jak pijany na dyskotece. Oczy mimowolnie się zaszkliły... Szybko przytuliłam go do siebie i ukryłam swoją twarz w zagłębieniu jego szyi. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Shin...- Wybełkotałam. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Kocham Cię Ash... przepraszam, że przeze mnie cierpiałaś.- Zanurzył się w moje włosy. Po minucie zapomnienia i przebaczenia, zrozumiałam że czas na drugi punkt programu. Rozmowa o Andie... Bałam się tego tematu jak cholera i dobrze wiedziałam, że ten błogi spokój jaki zagościł może za chwilę zniknąć. Odsunęłam się trochę by móc spojrzeć mu w oczy. Kontakt wzrokowy to podstawa... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Chcę Ci coś powiedzieć, tylko obiecaj mi, że się nie obrazisz, nie wkurzysz i przede wszystkim wysłuchasz mnie do końca.- Zrobiłam poważną minę i cierpliwie poczekałam na jego odpowiedź. Trochę mi ulżyło gdy zobaczyłam na jego twarzy lekki uśmiech. Kiwnął twierdzącą głową... to do dzieła. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Chodzi o Andie...- Zaczęłam. Uśmiech spełzł z jego twarzy. Zadrżałam, lecz już nie mogłam się wycofać. Teraz albo nigdy, czas wyłożyć wszystkie karty na stół.- Dobrze wiesz, że jej nie polubiłam, zresztą ona mnie też. I nie wynika to wcale z tej całej afery z narkotykami. Gdyby tyko mówiła szczerze... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - A nie mówiła.- Dokończył, jakby sam domyślił się o co chodzi. Pokiwałam twierdząco głową. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Może tego nie widziałeś, ale gdy mówiła o tym że Marihuana była dla jej matki, wysyłała do mnie i do Yasu ironiczne i dość cyniczne uśmieszki. To tak jakby w twarz mi się nabijała, że robi Cię w konia, a ja mogę jej naskoczyć...- Spuściłam głowę w dół.- I po prawdzie miała rację.- Shin delikatnie chwycił mnie za podbródek i zmusił mnie żebym na niego spojrzała. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie, nie miała. Rozmawiałem z nią o twoich podejrzeniach. Wściekła się, wyzwała Cię od najgorszych... a później powiedziała że nie chce mnie znać, bo jestem durniem. Durniem, który uwierzył w bajeczkę o mamusi.- W jego oczach był żal połączony z dzikim bólem. Jak ona mogła mu powiedzieć coś takiego? Jak mogła go tak wykorzystać i skrzywdzić? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Dobrze, że poznałeś się na niej teraz... nie wiadomo jak by to się wszystko skończyło, gdybyś nadal jej wierzył.- Pogłaskałam go po policzku i przechyliłam głowę na bok, uśmiechając się do niego z ulgą. Serce mi zadudniło, a na plecach poczułam dreszcz... on również się uśmiechnął. Jest dobrze... będzie dobrze... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To Wy przemówiliście mi do rozumu... i to Wy wtedy przyszliście po mnie do aresztu, nie ona. Jak bym mógł jej wierzyć, a nie Wam?- Mruknął, przygryzając delikatnie wargę, a jego łańcuszek przewieszony od kolczyka na wardze do kolczyka w uchu, zabrzęczał podkreślając każde słowo. Jakoś poszło... Zmrużyłam oczy i poprawiłam mu grzywkę. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jak się trzymasz? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jeśli będziecie blisko... to dobrze.- Odparł, uśmiechając się błogo. Zaśmiałam się. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To chyba oczywiste...- Sapnęłam, po czym mlasnęłam z niesmakiem ustami i wskazałam podbródkiem na wcześniej wspomniany łańcuszek.- Czy on jest naprawdę niezbędnym elementem Twojego image? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - No jasne!- Pokiwał głową i zrobił uśmiech w rozmiarze XXL.- Dzięki temu kobiety mnie kochają. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Weź... Jak z tym czymś możesz się całować. Kiedyś rozwalisz komuś usta, albo ktoś Tobie.- Zmarszczyłam nos i posłałam mu zaczepnego kuksańca w bok. On uchylił się zgrabnie, po czym przyciągnął mnie do siebie i nachylił nade mną, w pełni gotów do dość szczegółowej prezentacji. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Może Ci pokażę...- Mruknął niczym pierwszorzędny lowelas, a ja spojrzałam na niego z politowaniem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Błe... to tak jakbym całowała własnego brata.- Zdusiłam ten wspaniały pomysł w zarodku. Na szczęście jego duma podrywacza nie ucierpiała na tym za nadto, ponieważ po chwili kontemplacji mojej miny, buchnął szaleńczym śmiechem i zgrabnym ruchem ustawił mnie w pionie. Bez wahania dołączyłam się do zabawy... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Co tu tak wesoło?- Nagle do sali wparował Japhrimiel, a zaraz za nim Yasu. Spojrzeli na nas obaj badawczym wzrokiem, próbując usilnie zgadnąć, czy Shin może mnie dusi, a może jednak przytula. Na ich twarzach zagościły szerokie uśmiechy... chyba uznali, że druga opcja jest bardziej prawdopodobna. Oderwałam się do niebieskogłowego i złapałam mojego brata za bluzkę. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Może tak zaczniemy próbę? No chyba, że masz jeszcze jakąś, arcyważną sprawę do Yasu?- Łypnęłam na niego oskarżycielskim wzrokiem, a on wyszczerzył do mnie swoje białe ząbki i wzruszył bezradnie ramionami. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To był jego pomysł!- Zaprotestował i wskazał palcem na Yasu.- Dlaczego więc to ja dostaje bęcki? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Bo stoisz najbliżej?- Zasugerował Shin, zaplatając ręce na klatce piersiowej. Yasu tradycyjnie zapalił papierosa i popatrzył na nas z uciechą. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jasne...- Zamruczał, po czym odwrócił się do naszego lidera.- Już więcej mnie nie wciągniesz w te swoje gierki!- Zaintonował głos, tak jakby mówił do swojej kochanki. Roześmiałam się momentalnie i wspaniałomyślnie puściłam go, by mógł swobodnie hasać między sprzętem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Yasu nie strugaj niewiniątka, z Tobą też się policzę w swoim czasie.- Wycedziłam przez śmiech, łapiąc całusa którego zdążył mi wysłać w powietrzu. Wszystko się poukładało, wszystko wróciło do normy... Ja i Shin... nawet nie mogłam sobie wyśnić lepszego pojednania... I te ciepłe słowa z jego ust. &amp;#8222; Ashley, kocham Cię". Nic więcej od niego nie potrzebuje... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; ... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wyciągnęłam się z satysfakcją na ławce i spojrzałam zmrużonymi oczami w niebo. Błękit zabójczo rozlewał się po niebie i jedynie nieliczne, zabłąkane chmurki, gdzieniegdzie fruwały powoli, ospale, bez pośpiechu. Idealny dzień by udać się do parku i spotkać się z kimś miłym... bardzo miłym. Mianowicie tego dnia, umówiłam się z Michaelem. Kiedy tylko wspomniałam mu przez telefon o pojednaniu z Shinem, od razu zażądał bym opowiedziała mu o tym ze szczegółami. Powiem szczerze, że wcale nie miałam nic przeciwko... odpowiadało mi to, że będę miała okazje zamienić z nim parę zdań. Tak więc, siedziałam na ławce, w odległej części parku, gdzie ludzie nie lubili się zapuszczać, a ja z Mikem umiłowaliśmy sobie te miejsce od razu. Cisza... spokój... błogie ciepło słońca otulające moją twarz. Wszystko idealnie... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nareszcie cię znalazłam!- Niemiły głos, brutalnie przeciął ciszę, zmuszając mnie do wrócenia do rzeczywistości. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - A kto mnie...- Zaczęłam, jednak gdy dostrzegłam twarz mojego prześladowcy, wcale nie musiałam się pytać kto to.- Andie... czego chcesz ode mnie? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Jeszcze się pytasz?!- Stanowczo nie przyszła tutaj w pokojowych zamiarach. Ton jej ostrego głosu raczej sugerował, że wolała by mi wybić parę zębów... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Nie jestem wróżką, Andie.- Odwarknęłam, starając się jakoś zachować resztki spokoju i opanowania. Zacisnęła zęby ze złości i zaplotła w piąstki swoje małe dłonie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Musiałaś się wtrącać?! Przez Ciebie Shin ze mną zerwał!!!- Wrzasnęła jeszcze bardziej głośno i przerażająco. Wzruszyłam bezradnie ramionami i nadymałam zabawnie policzki. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Po pierwsze jak sama dobrze wiesz, doprowadziłaś do tego, że się z nim pokłóciłam, więc nie był pod moim wpływem, a po drugie to chyba miał jakiś powód skoro sam w końcu przejrzał na oczy!? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Przestań pieprzyć!- Popchnęła mnie, jednak nie zrobiło to na mnie najmniejszego wrażenia. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - No, powiedz... dlaczego cię rzucił?- Syknęłam, łypiąc na nią groźnym wzrokiem. Nie chciałam się kłócić, jednak nie miałam zamiaru pozostać obojętna na jej jawne prowokacje. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Przez to, że podważyłaś moje słowa, przestał mi wierzyć.- Nie było słychać u niej żalu, lub choćby skruchy... nic.- Będę musiała się zakręcić koło innego idioty, by mi kupował Maryhę.- Zmrużyłam złowieszczo oczy i wstałam z przejęcia. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Shin też był idiotą? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Z choinki się urwałaś? Był mi potrzebny tylko po to, by załatwiać towar... leszcz się na to złapał. Nie moja wina, że jest aż tak głupi.- Nie mogłam uwierzyć jak łatwo przychodziło jej mówienie tak okropnych rzeczy. Stanęłam z nią twarzą w twarz, mierząc groźnym wzrokiem. Nie miałam zamiaru pozwalać jej, by w tak perfidny sposób oczerniała Shina... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To ty jesteś idiotką.- Warknęłam, starając się ze wszystkich sił, by bała się mnie ... miarka się przebrała. W jej oczach ujrzałam nutkę zmieszania i strachu, źrenice jej zadrgały, a wyraz twarzy już nie wyglądał na taki pewny jak na początku.- Straciłaś kogoś takiego jak Shin... kogoś, kto dla Ciebie był gotowy wystawić na szwank relacje ze swoimi najbliższymi, nie zawahał się przed zrobieniem czegoś nielegalnego bo go o to poprosiłaś. Gratulacje... mogłaś mieć wszystko, a zostałaś sama. Sama ze swoim pieprzonym nałogiem, głupotą, ignorancją...- Przygryzła wargę, a jej oczy się zaszkliły. Chciała uciec, lecz przytrzymałam ją za rękę.- Nie zmarnuj następnej szansy jaką da Ci los i nie spieprz sobie do końca życia. Stoczysz się przez prochy i przez swoją arogancje, a wtedy nie będzie żadnego odważnego idioty by ci pomóc. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ashley...- Naszą rozmowę przerwał Michael. Odwróciłyśmy w jego stronę głowę, a ja kiwnęłam do niego przyjaźnie na powitanie. Nagle poczułam małą dłoń dotykającą mojej... to Andie. Spojrzała na mnie zaszklonym wzrokiem, lecz na jej twarzy pojawił się nikły uśmiech. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Przepraszam... i dziękuje.- Mruknęła, po czym pobiegła alejką zostawiając nas samych. Gdyby nie Michael stałabym tam jak wryta, patrząc przed siebie i analizując to co właśnie miało miejsce. Moje słowa trafiły do niej... być może zrozumiała co zrobiła i ile straciła. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Wszystko w porządku?- Ciepły głos Mike' a wybudził mnie z jakiegoś zamroczenia, w które wpadłam. Pokręciłam twierdząco głową i spojrzałam na niego dziwnym lecz przyjaznym wzrokiem. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Tak. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Kto to był? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - To była Andie...- Mój głos nadal był cichy, nieswój jakbym jeszcze nie do końca ogarniała co tu się stało. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Andie? Dziewczyna Shina?- Dotknął mojego ramienia, co bardzo mnie rozluźniło. Pozwoliło odciąć się od przeszłości i wejść w nowy rozdział. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Była dziewczyna...- Poprawiłam go. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Podziękowała Ci. Chyba jest dobrze... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Powiem Ci szczerze, że jeszcze nigdy mnie coś takiego nie spotkało. Najpierw chciała mnie rozszarpać, a parę minut później zmieniła się nie do poznania... podziękowała mi. To tak jakby ktoś jej przeszczepił osobowość... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Myślę, że jej poprzednie zachowanie było maską. Być może wstydziła się siebie, tego jaka jest, myślała że jeśli ktoś odkryje jej prawdziwą twarz, wtedy ją wyśmieje. To taki swoisty sposób ochrony.- Złapał mnie za dłoń i delikatnie pociągnął do ławki. Usiedliśmy blisko siebie, a ja poczułam się lżej wiedząc, że za moment będę mogła powiedzieć mu o wszystkim, co leży mi na duszy... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Mam nadzieję, że odnajdzie szczęście i że wyciągnie jakieś wnioski z tego co się stało. Jeśli będzie postępować tak jak dotąd, w końcowym rozrachunku zostanie sama... a wiem z autopsji, że to nie jest miły stan.- Odparłam, czując na sercu ulgę. Poczułam ciepłą dłoń Michaela na mojej dłoni, oraz ujrzałam pełen uczucia uśmiech na jego twarzy. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Ale ty już nie jesteś sama.- Jego zapewnienie było dla mnie świętością... gwarancją na dobre i złe dni. Pociechą w chwilach zwątpienia, ucieczką i wybawieniem podczas kłopotów. Czego mogłam chcieć więcej. Ich wsparcie i sama obecność motywuje... skłania do działania. To dla nich istnieję i dalej chcę istnieć... na zawsze. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na dzisiaj to już wszystko. Mam nadzieję, że udało mi się Was zatrzymać przy ekranie komputera choć na kilka minut. Ja jak na razie dalej brnę w tych wszystkich sprawach związanych z moją przyszłością... Wrrr... dlaczego pewne rzeczy nie mogą być prostsze? A tam! Szeroki uśmiech na twarzy i do przodu! Pozytywne nastawienie MOI DRODZY!!! Pozdrawiam i zapraszam serdecznie za tydzień ;) &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &amp;#65279;   &lt;/p&gt;</description>
      <author>daguska93@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://maninthemirror.blox.pl/2012/04/NIe-z-tego-swiata-cz77-part1.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://maninthemirror.blox.pl/2012/04/NIe-z-tego-swiata-cz77-part1.html</guid>
      <pubDate>Sat, 28 Apr 2012 13:13:02 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>"Nie z tego świata" cz.76</title>
      <link>http://maninthemirror.blox.pl/2012/04/NIe-z-tego-swiata-cz76.html</link>
      <description>&lt;p&gt; &amp;#65279;&amp;#65279;Czas zacząć kolejną część. Ostatnio mam dziwne poczucie, że gdzieś zanikam. Ja i moje życie&amp;#8230; moja twórczość, przyzwyczajenia i małe przyjemności. Wszystko staje się przezroczyste, niezauważalne. Może to głupie, jednak czuję się z tym nieswojo&amp;#8230; obco. To co było, staje się wyblakłe, a to co będzie wydaje się niepewne. Może to chwilowa słabość, spadek formy spowodowany nawałem pracy i stresu, jednak ciemność w sercu niebezpiecznie się szerzy i coś trzeba z tym zrobić&amp;#8230; stanowczo tak. Ach no cóż&amp;#8230; Zapraszam na kolejną część mojego opowiadania. Mam nadzieję, że spodoba się Wam i że sprostałam waszym wymaganiom. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;   *************** &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;br /&gt; Palący ból i niesamowita nicość. Złość, która przelewa się w myślach i gorycz podstępnie napełniająca serce. Zimne krople deszczu spłynęły po moich policzkach, przynosząc ulgę i połowiczny spokój. Biegłam&amp;#8230; przez dłuższy czas, donikąd, w nicość. Stanęłam na środku chodnika i spojrzałam w niebo. Ogromne krople obrzuciły moją twarz. Nie mogłam uciekać&amp;#8230; przecież to głupie&amp;#8230; dziecinne. Wiedziałam jedno, do mieszkania nie wrócę, nie dzisiaj. Mogę się założyć, że cała paczka się tam zamelinowała&amp;#8230; Shin też. Właśnie. Musiałam się gdzieś zatrzymać. Dobry pomysł to błogosławieństwo, a dobry przyjaciel to skarp. Ja na szczęście miałam kogoś takiego&amp;#8230; &lt;br /&gt; &amp;#8230; &lt;br /&gt; - Ashley&amp;#8230;- Stałam w jego domu, ociekając wodą i wyglądając jak pół nieszczęścia. Doskoczył do mnie z prędkością światła i już po chwili wycierał moje niesforne włosy ręcznikiem. Spojrzałam na jego &lt;br /&gt; T-shirt z Myszką Miki, a na mojej twarzy mimowolnie wykwitł przyjazny uśmiech. &lt;br /&gt; - Maraton z Disneyem?- Mruknęłam. Uśmiechnął się do mnie i mocniej poczochrał moją czuprynę. &lt;br /&gt; - Jak będziesz grzeczna, też Ci taką załatwię.- Zaśmiał się. &lt;br /&gt; - Ja chcę z Pluto.- Odparłam. Nawet nie zauważyłam jak przenieśliśmy się na górę. Piękny wystrój korytarzy zapierał dech w piersiach, a cudowne kwiaty, które stały na każdym napotkanym stoliku lub komodzie, pachniały niczym cały ogród przyjemności. Tak słodki, miły i odprężający. Poznałam drogę, którą szliśmy&amp;#8230; poznałam również drzwi. To jego sypialnia. Weszliśmy do środka, a on zanurkował w swojej szafie, czegoś usilnie szukając. Nareszcie wynurzył się z niej po paru sekundach. W ręku trzymał swój T-shirt, a na jego twarzy wykwitł uśmiech satysfakcji. Podszedł do mnie i wcisnął mi go do rąk. &lt;br /&gt; - Proszę. Idź się wykąp, zrelaksuj, a potem pogadamy. Wiesz gdzie są ręczniki?- Zapytał czysto teoretycznie. Oczywiście, że wiedziałam, przecież po naszej pierwszej nocy, również brałam kąpiel. Na moich policzkach pojawił się zdradziecki rumieniec. &lt;br /&gt; - Dziękuje&amp;#8230;- Mój głos czuł się zawstydzony. Wcale mu się nie dziwiłam. &lt;br /&gt; - Za co? &lt;br /&gt; - Za to, że tak bez słowa przyjąłeś mnie pod swój dach. &lt;br /&gt; - Przestań&amp;#8230; to było dla mnie oczywiste. Powiesz mi co się stało jak będziesz gotowa. Wtedy Cię wysłucham&amp;#8230;- Był blisko. Jego oddech muskał moją szyję, a przyjemny zapach przenosił mnie w stan błogiego upojenia. Jego ciepła dłoń ujęła moje ramię, a przenikliwe oczy patrzyły prosto w moje. &lt;br /&gt; - Michael&amp;#8230; &lt;br /&gt; - Idź. Poczekam na ciebie.- Uśmiechnął się pogodnie. Postanowiłam nie opierać się zbyt długo i prędko pójść, by zażyć tego małego luksusu jakim była kąpiel w ogromnej wannie Mike&amp;#8217; a. Łazienka była przepiękna. Biel kafelków i srebrne wykończenia, nadawały całości niezwykłego szyku i dostojności. Subtelny powiew świeżości spowodowany delikatnym błękitnym oświetleniem wanny i lustra sprawiał, że wchodząc miałeś ochotę zostać tam na zawsze. Napuściłam pośpiesznie wody i dolałam trochę płynu do kąpieli o zapachu morskiej bryzy. Bąbelki i ciepło wody szybko rozluźniają&amp;#8230; przygotowują, skłaniają do rozmyślań i zachęcają do zwierzeń. Już byłam gotowa&amp;#8230; zanurzyłam się przeciągle w wodzie i stwierdziłam, że trochę mi się zejdzie&amp;#8230; myślę, że godzina wystarczy&amp;#8230; ach może półtorej. &lt;br /&gt; &amp;#8230; &lt;br /&gt; Wytarłam się do sucha i założyłam na siebie bieliznę oraz T-shirt Michaela. Był odpowiednio za duży i odetchnęłam z ulgą, zauważając że odpowiednio zakrywa to co trzeba. Przeczesałam mokre włosy dłonią, by już nie sterczały na wszystkie strony i odetchnęłam głęboko, zbierając w sobie odwagę by wyjść. Nie miałam pojęcia jak to się wszystko może potoczyć. Dobrze wiedziałam, że nadal coś czuję do Michaela i zresztą zapewne on do mnie też. Odczuwałam całkiem uzasadnioną obawę, że sprawy mogą przybrać całkiem ciekawy i dość gorący obrót. Nagle w mojej głowie rozbrzęczały kolące słowa Shina, a przed oczami ujrzałam jego pełen złości wzrok. &amp;#8222; Nigdy nie kochałaś go całym sercem.&amp;#8221; Słowa ranią, a te były niczym tępa łyżeczka, która próbowała wydłubać moje serce kawałek po kawałku. Moja miłość do Nobu była prawdziwa&amp;#8230; Kochałam go całym sercem i nadal tak jest. Nie miał prawa tego mówić. Potrząsnęłam głową by odsunąć od siebie te niemiłe myśli. Skierowałam się do wyjścia i szybko, bez zastanowienia, nacisnęłam na klamkę. Zdezorientowanym wzrokiem rozejrzałam się po sypialni i zatrzymałam uwagę na łóżku. Otóż siedział na nim Mike, a przed nim stały  przeróżnie słodkości. Czekoladowe groszki, pianki, żelki, chipsy, ciastka&amp;#8230; &lt;br /&gt; - O matko i Ty to masz zamiar wszystko zjeść?- Wydukałam powoli zbliżając się do niego. &lt;br /&gt; - Nie ja, tylko my.- Poinformował, jednak jego oczy były zajęte czymś innym. Ciepły wzrok lustrował mnie od góry do dołu, na moment zatrzymując się na gołych nogach. Zarumieniłam się i obciągnęłam koszulkę  do dołu, po czym szybko usiadłam po turecku na łóżku i zapchałam buzię pianką. Widząc moje pocieszne zachowanie, uśmiechnął się promiennie, a w jego oczach można było dostrzec te niesamowite ogniki. Najwyraźniej bardzo się cieszył z zaistniałej sytuacji. Wpadłam do jaskini lwa&amp;#8230; jak widać bardzo wygłodniałego lwa. O ja biedna&amp;#8230; Wyczułam w swoich myślach, słodką nutę sarkazmu. &lt;br /&gt; - Będę gruba, panie Jackson. Dodam, że to będzie wyłącznie pana wina.- Wydukałam, wcinając kolejną porcję słodkiej pianki. O dziwo zamiast protestować i usilnie starać się udowodnić swoją domniemaną niewinność, wyszczerzył białe ząbki w uśmiechu i z wielką gracja podsunął mi pod nos miseczkę z różowymi kulkami.- Ej ty też masz jeść. Razem zaczniemy nosić ciuchy w rozmiarze XXL. &lt;br /&gt; - Z Tobą mogę nawet namiot nosić. Widziałem nowy typ w telewizji, kwiecisty wzór i wystające druty, na pewno dodały by nam uroku.- Zażartował, a ja ze śmiechu omal nie spadłam z łóżka. Posłałam mu zaczepnego kuksańca w kolano. &lt;br /&gt; - Zabawne.- Poinformowałam.- Dziękuje, że mogę zostać.- Wypaliłam, tłumiąc w sobie resztki ataku śmiechu. Jego mina spoważniała, jednak nadal mogłam w nim dostrzec przyjaciela. Zmarszczyłam brwi. Właśnie sobie uświadomiłam, czego ode mnie oczekuje&amp;#8230; &lt;br /&gt; - Ashley jak nie chcesz, to nie musisz mi mówić co się stało.- Zaczął, a jego dłoń niby przez przypadek przykryła moją. Zgrabne palce owinęły się dookoła nadgarstka, a jeden z tych niegrzecznych pasemek włosów, wyrwał się niepokornie z upięcia i teraz w najlepsze wisiał koło jego idealniej twarzy.- Jednak uważam, że wyżalenie się komuś naprawdę pomaga. &lt;br /&gt; - Dużo się stało.- Stwierdziłam, opierając się plecami o poręcz łóżka. Na mojej twarzy pojawił się kwaśny uśmiech.- Pokłóciłam się z Shinem. &lt;br /&gt; - Co?- Spytał, jakby takie coś w ogóle nie mogło mieć kiedykolwiek miejsca.- Przecież on jest w Ciebie zapatrzony jak w obrazek. Nigdy by złego słowa na Ciebie nie powiedział&amp;#8230; &lt;br /&gt; - Do dzisiaj tak było. Jednak ktoś się wciął w ten idealny układ. &lt;br /&gt; - Mówisz o jego dziewczynie?- W jego głosie wyczułam nutkę pewności. &lt;br /&gt; - Trafiony, zatopiony.- Pokiwałam z uznaniem głową. Szybko zgadł.- Wszystko byłoby ok. gdyby ta cała Andie nie okazała się zwykłą szmatą.- Uderzyłam pięściami w kolano, po czym spojrzałam na Mike&amp;#8217; a przepraszającym wzrokiem.- Poniosło mnie.- Mruknęłam. &lt;br /&gt; - Czyli to przez nią ta cała kłótnia? &lt;br /&gt; - Zaczęło się dzisiaj, gdy Shin nie zjawił się na próbie. &lt;br /&gt; - To nie w jego stylu. Gra na gitarze jest jego życiem.- Zdziwiło mnie to, jak dobrze Michael znał nas wszystkich i każdego z osobna. Ten człowiek umie niesamowicie słuchać. Najwyraźniej każdą usłyszaną informację koduje w głowie, a potem wykorzystuje gdy to jest potrzebne. To się chyba nazywa &amp;#8222;słuchanie ze zrozumieniem&amp;#8221;. &lt;br /&gt; - Właśnie&amp;#8230; dlatego również się zmartwiłam. Próbowaliśmy do niego dzwonić, lecz nie odbierał.- Zaczęłam streszczać wszystko to co się stało.- Japh w między czasie opowiedział nam o tym jak wpadł przypadkiem na Shina i Andie. &lt;br /&gt; - I jak wrażenia? &lt;br /&gt; - Raczej mało pozytywne. Andie od razu zaszła mu za skórę, a on najchętniej spakował by ją do pudełka i wysłał ekspresem do Abudabi.- Tym stwierdzeniem wywołałam u niego falę intensywnego rechotu. Przygryzł z rozbawieniem wargę, a na jego policzkach pokazały się słodkie dołeczki. Kolejny kuksaniec w jego stanowczo zbyt idealne kolano. &lt;br /&gt; - Ałć! Bolało!- Zaprotestował, starając się oddać zaczepkę, jednak starannie unikałam jego ataków. &lt;br /&gt; - I miało boleć!- Zaśmiałam się. &lt;br /&gt; - Skoro nie mogę Ci oddać, to chociaż opowiedz co było dalej.- Mruknął, zaplatając ręce na klatce piersiowej. &lt;br /&gt; - Kiedy tak sobie rozmawialiśmy na temat nowej miłości Shina, zadzwonił telefon z komisariatu. Złapali Shina na tym, że posiadał przy sobie Marihuanę.- Wymamrotałam, pocierając nerwowo kark. Całe napięcie zaistniałej sytuacji, nie chciało mnie ani na moment opuścić.- Ulżyło mi, gdy powiedzieli że go nie przymkną. Ilość jaką posiadał była dozwolona. &lt;br /&gt; - Zaraz&amp;#8230; czegoś tu nie rozumiem.- Pokręcił swoją głową, a kręcone pasma czarnych włosów frywolnie podskoczyły do góry.- Skąd u niego wzięły się narkotyki? &lt;br /&gt; - I tu właśnie mamy problem.- Zmarszczyłam brwi, na samo przypomnienie sobie tej całej niedorzecznej sytuacji.- Andie go poprosiła, żeby je przechował. Ona już podpadła ochroniarzom i od pewnego czasu mieli na nią oko. &lt;br /&gt; - Jest uzależniona? &lt;br /&gt; - Twierdzi, że to nie dla niej tylko da jej chorej matki.- Spojrzałam na niego, jednak ujrzałam zdziwienie.- Są teorie, że palenie marihuany przez osoby chore na nowotwór, pomaga im złagodzić ból.- Wyjaśniłam, a na jego twarz powoli wypływało zrozumienie. Nachylił się do przodu i strzepnął z mojego ramienia wyimaginowany paproch. Ten ruch, niby nic nie znaczący, nadał tej sytuacji tajemniczości, intymności, chwila stała się magiczna. Jednym ruchem sprawił, że byłam gotowa powiedzieć mu o absolutnie wszystkim, gotowa porzucić strach i opory. Po prostu, najzwyczajniej w świecie zaufać i pozwolić porwać się tej niesamowitej chwili, która stworzył w zaledwie kilka minut. Uśmiech i ta szczera życzliwość&amp;#8230; &lt;br /&gt; - Coś mi się zdaję, że nie za bardzo w to wierzysz&amp;#8230;- Mruknął, a mi na chwile zrobiło się gorąco. To jego bliskość i przyjemny zapach, działały na mnie niesamowicie pobudzająco. Pokręciłam twierdząco głową. Wszystko się zgadzało, a on czytał ze mnie jak z otwartej księgi. Lustrował mnie swoimi przenikliwymi oczami, jakbym w tym momencie była jedyną osobą, która istnieje. Dla niego, dla jego duszy, uwagi, uczucia&amp;#8230; Starał się jak mógł, by mi pomóc, by rozwiązać ten skomplikowany problem za wszelką cenę. Jakby nie mógł znieść mojego cierpienia i niepewności&amp;#8230; Znał mnie&amp;#8230; tak cholernie mnie znał&amp;#8230; zna i zawsze będzie znał. &lt;br /&gt; - Spotkałam się z nią na parkingu przed posterunkiem policji. Miałam do niej pretensje, że gdzieś zwiała jak aresztowali Shina. Wtedy zrobiła słodkie oczka, nawciskała jakiegoś kitu młodemu, a potem zrobiła z siebie ofiarę.- Tym razem mój głos nie był przyjazny. Złość piętrzyła się we mnie niebezpiecznie, a dziwne mrowienie na karku potęgowało efekt. Andie stanęła ze mną do walki, chcąc odebrać mi tak ważną osobę jaką jest Shin. To chyba uzasadnione, że mówiąc o niej nie potrafiłam być spokojna i potulna.- Mówiąc o matce posyłała mi ironiczny i cyniczny uśmieszek. Oczywiście zatroszczyła się o to bym widziała go tylko jak i Yasu. &lt;br /&gt; - Wnioskuję z tego, że Shin zaczął jej bronić.- Spojrzał na moje dłonie, które nerwowo zaciskałam dla upustu swoich negatywnych emocji. Niestety to nie pomagało&amp;#8230; jedynie moje palce pstrykały złowieszczo, a poniekąd kojący ból rozpływał się po nich powoli. Jednak musiałam wziąć się w garść i przezwyciężyć wszystko to, co przerażająco szybko zaczęło się piętrzyć w moim sercu&amp;#8230; tą straszną ciemność, która zdawała się zalewać całą mnie. &lt;br /&gt; - I to jeszcze jak rycersko&amp;#8230; nic do niego nie docierało.- Przygryzłam dolną wargę i wbiłam zamglony wzrok w ziemię.- Zaczął gadać trzy po trzy&amp;#8230;- Zacisnęłam pięść.- Mógł powiedzieć wszystko, a uderzył tam gdzie nie powinien&amp;#8230; tam gdzie wiedział, że mnie najbardziej zaboli. &lt;br /&gt; - Ashley&amp;#8230;- Dłoń Michaela spoczęła na mojej, a ja nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy.- Co powiedział? &lt;br /&gt; - Powiedział, że nie kochałam Nobu&amp;#8230; że nie kochałam go całym sercem. Zakwestionował coś, co było i jest dla mnie najważniejsze.- Nie mogłam dalej mówić, nie powinnam dalej mówić&amp;#8230; Za dużo się nad tym zastanawiam, za dużo razy analizuję ten moment w swojej pamięci. &lt;br /&gt; - I to Cię tak zabolało?- Jego druga dłoń ujęła moją twarz, zmuszając bym na niego spojrzała.- Przecież wiesz, że to nieprawda. Kochasz Nobu całą sobą. Wtedy, teraz i na wieki. Shin był zdenerwowany&amp;#8230; na pewno żałuję tego co powiedział.- Jego kciuk delikatnie głaskał kącik moich ust. &lt;br /&gt; - Myślałam&amp;#8230;- Spróbowałam coś powiedzieć, jednak mój głos okazał się dziwnie kruchy i niepewny.- &amp;#8230; byłam pewna, że akurat on to powinien wiedzieć najlepiej&amp;#8230; widział to wszystko, był przy tym&amp;#8230; a mimo to&amp;#8230; &lt;br /&gt; - On tak nie uważa&amp;#8230; Ash w złości ludzie mówią różne głupie rzeczy.- Nie mogłam się skupić, jego kciuk nadal miękko głaskał moją skórę, a moje spojrzenie utkwiło w pułapce jego oczu. Tak szczerych, tak pięknych&amp;#8230; tak czułych i przenikliwych.- Jesteś dla niego ważna&amp;#8230; &lt;br /&gt; - Nie chcę, żeby cierpiał&amp;#8230;- Sapnęłam.- Mike&amp;#8230;- Zaczęłam, a on najwyraźniej zauważył moje zmieszanie i niepewność. Niczego w tym momencie nie byłam pewna&amp;#8230; mojego życia, uczuć, marzeń, priorytetów. Opuścił dłoń i uśmiechnął się do mnie miękko, jakby nic się nie stało. &lt;br /&gt; - Musicie ze sobą porozmawiać. Wyjaśnić wszystko&amp;#8230; Przede wszystkim musisz mu powiedzieć o Andie. Z tego  co mówisz, zachowuje się zbyt podejrzanie&amp;#8230;- Mówił jednocześnie zdejmując z łóżka jedzenie i stawiając je na stoliku obok.- Obawiam się, że Shin jest jej tylko potrzebny do zdobywania narkotyków&amp;#8230; a to może zakończyć się tylko w jeden sposób&amp;#8230; źle. &lt;br /&gt; - Wiem o tym, ale on jest uparty&amp;#8230; skoro mi wtedy nie uwierzył, to dlaczego miałby to zrobić jutro czy po jutrze?- Przyciągnęłam kolana do twarzy i zmrużyłam oczy, czując napierające brzemię, tej pozornie beznadziejnej sprawy. On mi nie uwierzył. Poczułam się wtedy jakbym była dla niego obcą osobą, a moje słowa były nic nie warte. Użalanie się nad sobą może nie jest najlepszym pomysłem&amp;#8230; &lt;br /&gt; - Przestań.- Nagle ciepło Michaela zalało mnie całkowicie. Poczułam jego ciepłe ręce, gdy bez żadnego problemu przyciągnął mnie do siebie, po czym objął moje bezwładne ciało. Był tak blisko&amp;#8230; - Przestań mówić tak, jakbyś już go straciła.- Kiedy usłyszałam te słowa, zadrżałam. Moje oczy nareszcie przestały bezsensu łzawić, a do serca napłynęła nadzieja i dotąd tak obca pewność siebie. &lt;br /&gt; - Masz rację.- Mruknęłam na początku cicho, jednak po chwili mój głos urósł, stał się pewny, mocny i przepełniony determinacją. Podniosłam na niego wzrok, jednak nadal nie wypuszczaliśmy z się z objęć.- Zrobię wszystko, żeby mu pomóc. Będę stać z boku, będę obserwować, interweniować w razie potrzeby&amp;#8230; &lt;br /&gt; - Porozmawiasz z nim&amp;#8230;- Zasugerował. &lt;br /&gt; - Nie.- Stwierdziłam.- Powiem mu, co mam do powiedzenia na temat tej jego Andie, lecz nie mam zamiaru udawać, że nic się nie stało. Uderzył&amp;#8230; Brawo zabolało jak cholera.- Odparłam i nagle spostrzegłam jego cwaniacki uśmiech, oraz jeden dość znaczący szczegół. Otóż nadal tkwiliśmy w uścisku. Jego ciepłe dłonie dotykały moich pleców, obejmował mnie, czułam jego oddech, spojrzenie&amp;#8230; Odskoczyłam do tyłu jak oparzona, bojąc się tego, co mogło by się stać dalej. Uśmiechnęłam się głupkowato, widząc że moje zachowanie również go rozbawiło. &lt;br /&gt; - Moja mała, uparta Ashley&amp;#8230;- Pokręcił zalotnie głową i wstał.- Połóż się, a ja pójdę coś załatwić, jak by co znajdziesz mnie na kanapie w salonie.- Już miał wyjść, a ja wybałuszyłam na niego oczy. &lt;br /&gt; - Chyba sobie żartujesz.- Odparłam wskazując dłonią na łóżko.- Ono jest takie ogromne, a ty będziesz spał na kanapie? Zapewniam Cię, że jakoś się pomieścimy. &lt;br /&gt; - Jesteś pewna?- Mruknął, a jego głos sprawiał mi przyjemność i rozluźniał moje spięte ciało. Przełknęłam ślinę, ale odważnie kiwnęłam twierdząco głową. Przymknął oczy i uśmiechnął się uroczo.- Dobrze, z miłą chęcią. Śpij księżniczko, ja za jakiś czas wrócę.- Powiedział, po czym wyszedł, a ja jak przystało na grzeczną dziewczynkę postanowiłam zanurzyć się w przyjemnej pościeli. Przymknęłam oczy i odpłynęłam&amp;#8230; jak miło&amp;#8230; jak bezpiecznie. &lt;br /&gt; &amp;#8230; &lt;br /&gt; - Tak, jest tutaj, naprawdę nie musisz się martwić.- Ciepły głos Michaela, obudził mnie ze snu, jednak postanowiłam nie pokazywać że już nie śpię. Z kimś rozmawiał&amp;#8230; przez telefon&amp;#8230; łatwo można było wywnioskować, że z Yasu.- Rozmawiałeś z Shinem?- Kolejna cisza. Słuchał z uwagą, co ten po drugiej stronie ma do powiedzenia.- Niestety ona nie jest tak pokojowo nastawiona. Powiedziała, że zrobi wszystko by mu pomóc, lecz tak łatwo nie zapomni.- Pragnęłam z całych, sił by usłyszeć to co troskliwy głos Yasu ma do powiedzenia, jednak nie było mi to dane.- Ona kochała Nobu&amp;#8230; tak naprawdę nigdy nie przestanie. Zabolało ją to, że najbliższa osoba jaką jest Shin, podważyło to bez mrugnięcia okiem.- Jego głos był przyciszony, jednak dość pewny siebie. Nagle odwrócił głowę w moją stronę, a ja w ostatniej chwili zdołałam zamknąć oczy, by nie dostrzegł że nie śpię.- Zajmę się nią, a ty pogadaj z Shinem. Później do Ciebie zadzwonię&amp;#8230;- Odłożył słuchawkę, a ja zacisnęłam mocniej oczy, by łzy wyciśnięte przez te szczere słowa Michaela, nie wydostały się na wierzch ukazując moją słabość. Postanowiłam znów zatopić się w śnie&amp;#8230; odpoczynku&amp;#8230; wytchnieniu&amp;#8230; pozwolić by choćby na te parę godzin mój mózg odetchnął, bym mogła obudzić się jutro z nową siłą. Siłą by wybić wszystkie głupoty z głowy Shina&amp;#8230; argumentami, a jak trzeba to również ręcznie. Szykuj się Shin&amp;#8230; drżyj Andie. &amp;#65279; &lt;/p&gt;</description>
      <author>daguska93@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://maninthemirror.blox.pl/2012/04/NIe-z-tego-swiata-cz76.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://maninthemirror.blox.pl/2012/04/NIe-z-tego-swiata-cz76.html</guid>
      <pubDate>Sat, 21 Apr 2012 15:19:31 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


