Wpisy z tagiem: opowiadania o Michaelu Jacksonie
niedziela, 06 lutego 2011
********
- I mówisz, że na to wszystko wpadłeś sam?- Zapytała z niedowierzaniem, Ashley przyglądając się grupce zombi, która tańczyła w rytmie „Thriller’a”. - To się samo wymyśliło.- Odpowiedział jej z uśmiechem, lecz ona nadal się nie mogła przyzwyczaić do jego wyglądu „psującego się nieboszczyka”. - Eeeee… Coś Ci odpada…- Zaśmiała się wskazując na zwisający płatek sztucznej skóry. Michael szybko dotknął tego miejsca ręką i z bardzo poważną miną i rozbawionymi oczami wyraził swoje oburzenie. - Przepraszam, a czego się spodziewałaś po żywym trupie? - Tak, żywy może tak, ale z tym trupem to nie tak pochopnie, bo jeszcze nie zrealizowałam swojej groźby.- Zmrużyła prześmiesznie oczy i zakasała rękawy. - A tak coś wspominałaś, że masz mnie zabić. Może odłożymy to na później?- Odrzekł gestykulując rękami teatralnie i posyłając jej miły uśmieszek. - Ale nie myśl, że się wywiniesz! Może nic na to nie wskazuje, ale wbrew pozorom bardzo często dotrzymuje słowa. Mogę Ci obiecać, że zrobię to szybko i humanitarnie.- Pomachała przed nim zaprzeczającą palcem. - Och! Od razu spadł mi kamień z serca! Księżniczko z Tobą nie da się normalnie rozmawiać! - Ze mną!? A to przepraszam ja już normalnieje Prze pana.- Zaczęła zabawnie przeciągać słowa, kładąc nogę na nogę i prężąc się jak napięta struna.- Od teraz tylko kulturalna i zarąbiście normalna rozmowa! Obiecuję! - I z kim ja muszę pracować. Lepiej chodź, bo zaraz zaczynam zdjęcia. Usiądziesz tam grzecznie, Billy Cię popilnuje, a ja zrobię, co do mnie należy.- Wskazał jej miejsce na krześle, które wyglądało jak te z filmów, na których zawsze siedzi reżyser. – Billy po zdjęciach przyprowadzisz księżniczkę do mojej garderoby.- Zwrócił się do swojego przyjaciela i spojrzał figlarnie na Ashley, która nadal udawała „grzeczną dziewczynkę”. - Idź już, bo zaraz sobie znajdą drugiego Michaela Jacksona i znów będzie wszystko na mnie!- Popchnęła go do przodu i zajęła swoje miejsce. On uśmiechnął się uwodzicielsko i pobiegł do reszty ekipy, która czekała już tylko na niego. Ashley była zachwycona bogactwem i zarazem mrocznością oraz tajemniczością scenografii. Po paru minutach zaczęła się magia. Teledysk podobał jej się nieziemsko, aż tak, że poważnie rozważyła kupno singla. Minęły bite dwie godziny, ale jej się wydawało, że siedzi tam dopiero od paru minut. Nagle aktorzy i sam Mike zniknęli z pola widzenia, rozbiegając się jak mrówki po całym studiu. Zrobiła zaskoczoną minę, szybko spoglądając na Billy’ego. - I już?- Wymamrotała wielce niepocieszona faktem zakończenia się zdjęć. - Tak maleńka już skończyli. Ale wnioskuję po twojej minie, że Ci się podobało. - I to jeszcze jak! Naprawdę nie spodziewałam się czegoś takiego…- I w tym momencie weszli do garderoby, a tam Michael w dziwnej pozie jakby ktoś go popchnął leżał na fotelu, a przed nim stała jakaś dziewczyna w samej bieliźnie.- …Tak stanowczo się czegoś takiego nie spodziewałam.- Wycedziła przez sztuczny uśmiech, nie wiedząc co tak naprawdę teraz czuje. Nie wiedziała, czy złość, czy zażenowanie… Wiedziała tylko jedno, nie mogła pokazać niezadowolenia, bo ją i Michale łączyła jak na razie tylko krótka przyjaźń. - Ashley, to jest Ola Ray grała w teledysku.- Powiedział zmieszany Billy, widząc tą, co najmniej dwuznaczną sytuację. - Ja już pójdę...- Powiedziała szybko zarzucając na siebie, leżący na podłodze szlafrok i wyszła z wdziękiem, lecz też lekkim zażenowaniem. - Michel, co ty wyprawiasz?- Już bez ogródek wycelował pytanie, mrożąc go wzrokiem zawodowego zabójcy. - Ja… - Po prostu spodobał się jej, a ona jemu i wiesz jak to jest Billy.- Odpowiedziała za Michaela Ashley, by nie dać po sobie znać, że cokolwiek ją to obchodzi. - Nie to nie tak.- Chciał się jakoś wytłumaczyć, wyjaśnić, co tak naprawdę się zdarzyło. Czuł, że musi to zrobić, choć jeszcze do końca nie wiedział, dlaczego. - Dobra, nie ważne… Billy jest już strasznie późno odwieziesz mnie do domu? Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko Mike?- Zapytała dobrze grając obojętność i normalność mimo kotłujących się w jej umyśle uczuć. - Nie…- Odpowiedział jakby zawiedziony jej reakcją, tak jakby spodziewał się po niej wybuch nawet tych najgorszych emocji. Ashley podeszła do niego i musnęła jego policzek delikatnie i po przyjacielsku, tak na pożegnanie. Michael chciał coś powiedzieć, jakoś zareagować na tą skomplikowaną sytuację jednak wszystko potoczyło się inaczej. Ktoś na górze zdecydował, że ma na razie skończyć się to tak, bez zbędnych i nieprzemyślanych słów rzuconych w pędzie wyjaśnień, bez niepotrzebnych gestów dających czasami bolesną nadzieję. … Patrzyła się ślepo przez przyciemniane szyby limuzyny. Ta cała sytuacja, to jak zareagowała, to jak zachował się Mike kotłowały się jej we wnętrzu, wywołując emocje, które ciągle szukały ujścia. - Dobrze się czujesz?- Zapytał jakby z nikąd Billy patrząc w odbicie zamyślonej Ashley. Ona odwróciła wzrok i uśmiechnęła się przyjaźnie. - Tak jak zawsze wszystko jest wspaniale. Po prostu jestem zmęczona tym dniem pełnym wrażeń. - To na pewno się da jakoś wyjaśnić… - Billy… Nie ma czego. Dziękuje, że mnie odwiozłeś. Dobranoc.- Znów przesłała mu miły uśmiech i wysiadła z czarnej limuzyny, po chwili znikając w drzwiach swojego mieszkania. Dzisiaj marzyła już tylko o tym by zamknąć oczy i zasnąć. Zasnąć, by te wszystkie myśli, choć na chwilę się wyłączyły, jak nielubiany program w telewizji.
Wszystko się pogmatwało w moim życiu. Muszę jakoś to sobie poukładać. Ostatnio momentami nawet nie mam czasu na pisanie- jedyną czynność, która ostatnio sprawia mi przyjemność. Mam tylko nadzieję, że opowiadanie się podoba i wreście jakiś miły czytelnik zacznie zostawiać swoje opinie pod notkami:)
sobota, 25 grudnia 2010
**********
On i ona, razem mkną przez niewiadomą zaczarowaną krainę. Śmieją się, tańczą, bawią jak nigdy dotąd. Widzi jego oczy czekoladowe i tak słodkie, oraz uśmiech… Tak, jego uśmiech był niezwykły, dający nadzieję, miłość. Zbliżył się do niej powoli gładząc ręką delikatnie jej policzek. - Zawsze chciałem Ci to powiedzieć. - Słucham Cię uważnie.- Wyszeptała cichutko. - Chcę Ci powiedzieć „It’s my life”… Nagle wszystko zaczęło się zamazywać, a Ashley powoli wracała do rzeczywistości, nie mogąc się pozbyć z głowy piosenki Bon Jovi’ego. Nic dziwnego, w całym jej mieszkaniu rozbrzmiewał owy przebój, budząc ją z pięknego snu. Poderwała się szybko i nawet nie zakładając szlafroka wyszła z pokoju. W salonie ujrzała Carlosa i Finix tańczących i śmiejących się jak obłąkani. - Ty jeszcze tutaj?- Jęknęła z przekąsem starając się w miarę ogarnąć. Wczoraj, gdy kładła się spać, Carlos zapewniał ją, że już wychodzi. Widocznie nie zdążył dotrzeć do drzwi… - O niekochana. Ja dopiero przyszedłem.- Odpowiedział wyraźnie dumny z siebie.- A i przyniosłem świeżę rogaliki z marmoladą.- Ashley z niedowierzaniem pobiegła do kuchni, w której rzeczywiście leżały świeżę i pięknie pachnące rogaliki. - Jesteś niesamowity! Wiesz?! - Wiem!- Krzyknął oglądając kolekcie filmów, pięknie ułożoną na półce. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.- Ja otworzę!- Carlos podbiegł do drzwi i otworzył je. Gościem okazał się Michael. Ujrzawszy Carlosa zakłopotał się przez chwilę, myśląc, że pomylił mieszkania. Jednak nie jego reakcja była ciekawa, lecz reakcja Carlosa. Jednym słowem wmurowało go. Patrzyli się na Michaela z niedowierzaniem.- Ty… - Ciiiii…- Szybko go uciszył.- Tak jestem tym, kim myślisz. Proszę Cię nie ekscytuj się tak tym i zachowaj spokój. Dobrze?- Mike zapytał szepcząc, a Carlos pokiwał zgodnie głową. - Ashley mamy gościa…- Wymamrotał nadal odurzony tak bliskim pobytem z Michaelem Jacksonem. - O Mike! Mam nadzieję, że się ich nie przeraziłeś. To jest moja siostra cioteczna, Finix i jej przyjaciel Carlos. Finix będzie ze mną mieszkać. Finix to jest Michael. - Dziewczyno! Nie musisz mi go przedstawiać!- Pisnęła Finix z zachwytem, a na twarzy Michaela malował się grymas mówiący „zaraz wszystko się rypnie!”. - Wy się znacie?- Zapytała zagadkowo Ashley, nie wiedząc, co się dzieje. - Nie wiem, czy jest na świecie jakaś osoba, która by go nie znała! Ashley nie mówiłaś, że masz takie znajomości.- Podbiegła do niego i zaczęła się nim zachwycać. - Nie myślałam, że w tym fachu można być aż tak sławnym…- Wymamrotała z przekonaniem, że chodzi o zwykłego człowieka zajmującego się nagraniem muzyki. Michael nie wytrzymał. Wiedział, że coś musi zrobić. Jednak Carlos i Finix byli szybsi. - Maleńka w tym fachu!? To jest Michael Jackson. Król Popu, mega gwiazda znana na calutkim świecie. Jego piosenki biją rekordy, a taniec jest tak świetny, że najlepszy specjalista go nie powtórzy tak jak on to tańczy.- Wygłosił swoją podniosłą mowę Carlos. Nagle do głowy Ashley wszystko zaczęło docierać. Te spotkania z dala od jakichkolwiek ludzi, tajemniczość. Patrzyła ślepo na Michaela, czując, że kolejny raz została oszukana. - Ja nie mogę. Taka gwiazda stoi obok mnie. No chyba zaraz zemdleję.- Nadal piszczała Finix, nie zauważając, co się dzieje. - Ashley ja Ci wszystko wytłumaczę.- Mike podszedł do niej ostrożnie, lecz ona się odsunęła. - Nie. Ja już wszystko rozumiem…- Pokręciła przecząco głową i poszła spokojnie do swojego pokoju. Zamknęła się na klucz, po czym szybko się ubrała. - To my pójdziemy sobie…- Szybko zakapował Carlos łapiąc Finix za rękaw. - A tak.- I razem zniknęli z mieszkania pozostawiając Mike’a i Ashley samych. Podszedł do drzwi do jej pokoju i zapukał. - Proszę Cię porozmawiajmy.- Nie odpowiadała, a on coraz bardziej czuł, że ją traci.- Ashley…- I w tym momencie otworzyła drzwi, stojac z nim twarzą w twarz. - My już nie mamy sobie nic do powiedzenia. Proszę Cię zostaw mnie samą.- Odrzekła nerwowo zagryzając wargę. Michael przeczesał włosy i spuścił z poczuciem winy głowę. - Ja już dawno chciałem Ci powiedzieć. Po prostu nie mogłem… - Ha! Nie mogłeś. Tak głupiutka Ashley. Zacofana i nic nieznacząca. Nie ma jej, więc możemy jej wmówić, co chcemy! Brawo! Udało Ci się…- Nawrzeszczała na niego przez łzy, a on ją cierpliwie wysłuchał. Wiedział, że ma powód by być na niego wściekła. - To nie tak…. - A jak?! Do cholery jak!? - Wtedy, gdy na siebie wpadliśmy. Zaskoczyłaś mnie tym, że mnie nie znasz i nie skaczesz z zachwytu na mój widok. Inne dziewczyny tak właśnie reagują. Rozmawiało się nam tak dobrze i nawet sam zapomniałem o tym. – Powiedział wszystko jak na spowiedzi. Ashley spojrzała na niego smutno. - A ta bajeczka o twojej pracy?- Wyszeptała ponuro, spoglądając na spadające krople za oknem. -, Spańkowałem… Bałem się, że się zdenerwujesz… - I miałeś rację. A teraz proszę Cię, zostaw mnie samą.- Powiedziała stanowczo, poczym związała gumką włosy i zaczęła nerwowo sprzątać wszystko wokoło. - Ale Ashley…- Błagał ją ale ona nie ustępowała, wiedziała że musi to sobie wszystko przemyśleć. - Nie Mike!- Krzyknęła poczym jej głos stopniał jak kostka lodu i stał się słaby.- Proszę…idź.- Po policzku spłynęła jej słona łza. Michael Zagryzł nerwowo wargę i zacisnął dłoń. Musiał się wycofać, nie mógł dalej naciskać. - Przepraszam…- Wyszeptał jej do ucha i zniknął niczym zjawa. Już go nie było, a ona stała sama w pustym mieszkaniu. Stała, po prostu stała. Rozchyliła usta, głęboko, ale powoli oddychając. Nadal patrząc na spływające po szybie srebrne krople deszczu… Z OKAZJI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA WSZYSTKIM CZYTELNIKOM CHCĘ ZŁOŻYŚ SERDECZNE ŻYCZENIA, ZDROWIA, SZCZĘŚCIA, POMYŚLNOŚCI, DUŻO MIŁOŚCI I TEGO CO KAŻDY Z WAS SOBIE WYMAŻY. ŻYCZĘ RÓWNIEŻ SZAMPAŃSKIEGO SYLWESTRA I BY NOWY NADCHODZĄCY ROK BYŁ WYJĄTKOWY:) ZAPEWNIAM, ŻE ZA TYDZIEŃ POJAWI SIĘ NOWA CZĘŚĆ:) WESOŁYCH ŚWIĄT!!! No i wydała się wielka tajemnica Michaela. Naszło mnie na napisanie czegoś rozczulającego. A może to tylko ja jestem taka uczuciowa? Całkiem możliwe. Piszcie, co myślicie o opowiadaniu… Zapraszam Was do czynnego czytania;)
niedziela, 12 grudnia 2010
**********
Podniósł rękę do góry, lecz na moment się zawahał. Jednak po chwili zrozumiał, że ona tego potrzebuje, potrzebuje czuć czyjeś wsparcie. Objął ją delikatnie, a ona momentalnie wtuliła się w jego ciało. Nie myślała o niczym, tylko o tym by ukoić swój wewnętrzny ból. Michael odgarnął jej długie brązowe włosy i wyszeptał: - Nie jesteś sama, masz mnie…- Usłyszawszy to, odsunęła się od niego i spojrzał z niedowierzaniem. Widziała w jego oczach pewność i przekonanie w to, co mówi. - Znasz mnie dopiero od niedawna… Nie wiesz, jaka jestem, nic o mnie nie wiesz. Zresztą ja o Tobie też nic nie wiem. Jak takie coś może dawać podstawę twierdzenia, że jesteśmy dla siebie oparciem? Że możemy na siebie liczyć…- Odparła nerwowo wstając i podchodząc do okna. Uruchomił się jej mechanizm obronny przed nieznanym i niezrozumianym. Przeczesała włosy i westchnęła ciężko, nie mając pojęcia, co w takiej sytuacji ma zrobić. - Ashley! Czy to jest ważne!? Czy ważne jest to ile osobie wiemy, czy to, kim dla siebie jesteśmy? Chcę być Twoim przyjacielem, oparciem, pomocą… Zrozum, że nie potrawie Cię pozostawić z tym samej…- Wyrzucił z siebie wszystkie emocje, jakie w nim tkwiły. Musiał coś zrobić, coś by zahamować to, co się stało. Zahamować kryzys w ich znajomości. Ashley długo milczała analizując każde słowo w głowie. To wszystko było pogmatwane, nie miała pewności czy może mu zaufać. Jednak jej dusza i serce szeptały jej;” nie bój się”. - Przepraszam, niepotrzebnie się uniosłam. Zrozum, że nie jestem taka jak inni. Na tym etapie mojego życia nie wiem, co robić, lecz jedyną znaną mi rzeczą jest to, że chcę być Twoją przyjaciółką…- Spojrzała na niego pewnie i mając ogromną nadzieję, że zaraz nie wyleci z krzykiem z jej mieszkania. - Skończmy już z tym tłumaczeniem i tak dalej…- Odparł dziwnie, tak jakby chciał jej dać do zrozumienia, że nie ma takiej opcji.- No jasne głuptasie, że ja też chcę tego!- Powiedział z wielkim uśmiechem i mimowolnie razem rzucili się sobie w objęcia. Po chwili odsunęli się jak oparzeni i zaczęli się śmiać jak opętani. Potem były ciekawe rozmowy na temat życia by lepiej zrozumieć siebie i by poradzić się kogoś bliskiego… … Wpadł do domu szczęśliwy jak w skowronkach. Coś się ruszyło i zmieniło. W znajomości z Ashley otworzyła się nowa furtka, która pozwalała się do niej zbliżyć i ją zrozumieć. Usiadł na kanapie zaczął myśleć o tej całej sprawie. Do salonu wbiegła Janet, która widząc jego uradowaną minę od razu wiedziała, kto tak działa na jej brata. - Ona naprawdę musi być wyjątkowa. Mało ludzi tak na Ciebie działa.- Powiedziała siadając obok i patrząc z niesmakiem na jego białe skarpetki.- Czy Ty naprawdę masz zamiar je cały czas nosić? - Są moim znakiem charakterystycznym. Dzięki nim i przykrótkim spodniom, każdy na koncercie, nawet jak jest daleko, może uważnie obserwować moje ruchy. A co do Ashley zapewniam Cię, że jest.- Odparł całkowicie dumny z siebie. - Oj braciszku cieszę się, że jesteś szczęśliwy. Mam tylko jedne małe pytanko, jeśli pozwolisz.- Spojrzała się na niego wymownie, tak jakby to wzrokiem a nie słowami chciała wyrazić to pytanie. - Tobie Janet zawsze…- Odpowiedział nieświadom nadchodzącej burzy. On i Janet są nierozłączni. Rozumieją się bez słów, zawsze wiedząc jak zmotywować drugie do działania. - Nie powiedziałeś jej. Prawda?- Wyrzuciła mu prosto z mostu by mniej to brzmiało jak oskarżenie, a bardziej jak przestroga. Zmarszczył nerwowo czoło i przeczesał czarne włosy. Przez chwilę zapomniał o tym kłamstwie, lecz rzeczywistość i jego własna siostra, prędzej czy później go dopadły. - Nie…, Ale to nie było specjalnie, po prostu nie było jak. Rozmawiamy o wszystkim, nie ma, po co o tym wspominać.- Odpowiedział stanowczo wstając i mocno gestykulując rękami, chcąc wyrazić swoje emocje. - O nie, kochany! Tak łatwo się nie wymigasz. Wiem, że podoba Ci się to, że lubi Cię za to, jaki jesteś, a nie za to, że masz miliony na kącie i każdy na świecie wie, kto to jest Michael Jackson. Bądź świadom, że prędzej, czy później ona się dowie. Przecież nie siedzi zamknięta w czterech ścianach. Zapewniam Cię, że lepiej dla waszej znajomości będzie jak dowie się od ciebie, a nie z telewizji, lub innego źródła. - Wiem!...- Krzyknął raptownie, aż doszedł do cichego szeptu.-Wiem… To nie jest takie łatwe. Nie chcę je stracić…- Odparł, a Janet widząc go zrozumiała jego pokrętne postępowanie. - Zrobisz jak uważasz. Znasz moje zdanie i wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. - I na mnie!- Naglę z nikąd wyłonił się, Marlon. - Na mnie też, o cokolwiek chodzi…- Dodał Randy. - Wy jak zawsze musicie podsłuchiwać!- Zaczęła na nich wrzeszczeć Janet. - Podsłuchiwalibyśmy wtedy, gdybyśmy coś usłyszeli, a tak przestępstwa nie ma!- Wyprowadził sprytną mowę obrońcy, najmłodszy z braci. - Nie złość się na nich…- Powiedział Michael wywołując uśmiechy niewiniątek na ich twarzach.- Nawet jakbyś mówiła przez mikrofon i tak nic by nie usłyszeli!- Zripostował gasząc poprzednią reakcje. Jednak i tak po chwili cały pokój rozbrzmiał śmiechem rodzinki Jacksonów. Rodziny, która zawsze może na siebie liczyć mimo pewnych nieporozumień… Rodziny, która jest najważniejsza dla Michaela i dla której zrobi wszystko.
Mam nadzieję, że się podobało. Piszcie, co myślicie o tym opowiadaniu, jest ono jeszcze świeże;) Zapraszam Was serdecznie do odwiedzania mojego bloga! Zapraszajcie też znajomych, polecajcie go, jeśli Wam się spodoba;)
niedziela, 05 grudnia 2010
Ten tydzień to była jakaś masakra piłą mechaniczną. Momentami wątpiłam w swoje siły i poważnie zastanawiałam się na tym, co robię i czy robię to dobrze… No, ale dość o mnie, oto najnowsza część opowiadania o Ashley Fox, która nie raz Was zaskoczy;) ZAPRASZAM!!!!
********
Wiatr wiał jak nigdy dotąd. Posępne drzewa uginały się pod ciężarem napierającego na nie powietrza. W takie dni człowiek nie ma ochoty wystawiać nosa po za swoje ciepłe i przytulne mieszkanie. Tak też było z Ashley. Zresztą ona nie miała nic lepszego do roboty jak nie zostać w domu. Zrobiła sobie do picia ulubionej kawy z dużą ilością mleka, która zawsze wprawiała ją w dobry nastrój. Musiała poważnie się zastanowić nad swoja na razie szarą egzystencją, którą niektórzy szczęśliwcy nazywali życiem. Jednak była w nim iskierka blasku i nadziei. Może nie była ona jak na ten moment zbyt wielka i okazała, lecz wystarczająca by motywować Ashley do kolejnych zmian, które były nieuniknione. Jak wszyscy dobrze się domyślacie tą iskierką był nikt inny jak nie Michael. Sprawił, że od pewnego czasu na twarzy naszej bohaterki coraz częściej pojawiał się uśmiech. Ale nie taki uśmiech, jaki można było często u niej oglądać. To był uśmiech szczery. Tak po prostu szczery. … - Michael to jest niesamowite, porostu jakaś magia! Jak Ty to chłopie zrobiłeś?!- Krzyknął do słuchawki przejęty i zarazem nieziemsko zachwycony, oraz dumny ze swojego podopiecznego Quincy Jones. - Q ja po prostu tworzę… Pamiętasz jeszcze niedawno chcieliśmy wywalić „Thriller’a” do kosza, bo uważaliśmy go za totalną porażkę!?- Odpowiedział mu Mike z nieudawaną skromnością w głosie, zresztą jak zawszę. - Dobrze, że jednak zdecydowaliśmy się na poprawki i to był strzał w dziesiątkę. Pobiłeś wszystkich na głowę, a przyznam szczerzę, że po sukcesie „Off the Wall” nie spodziewałem się większych rewelacji po Twojej nowej płycie.- Odparł z nonszalancją i zaczepką w głosie, prowokując u swojego przyjaciela przyjemny i dumny z siebie chichot. - Też się cieszę. Teraz będzie trzeba popracować nad filmami do singli. To musi być coś niezwykłego, to musi być coś, co przyciągnie widza do ekranu i nie pozwoli mu odejście do ostatniej sekundy.- Zaczął wciągnięty całkowicie w Swoją wizję teledysku. Dobrze wiedział jak to ma wyglądać i co powodować u widza, przecież w końcu to są jego piosenki. Kto miałby to wiedzieć jak nie on?! - Zaszłeś daleko i coś czuję, że raczej na tym nie poprzestaniesz.- Wymamrotał Quincy, który znał Michaela bardzo dobrze i wiedział, że nigdy nie poprzestaje na laurach. Zawsze chcę być jeszcze lepszy i jeszcze bardziej perfekcyjnie wykonać swoją pracę, a zarazem wielką pasję. - Przyjacielu, zaszliśmy, my… - HA…- Zaśmiał się do słuchawki przyjaźnie.- Tak Mike My. No muszę kończyć zobaczymy się w studiu.- Odparł i odłożył słuchawkę. Współpracowało się im wspaniale i czuli, że razem mogą jeszcze dużo zdziałać. Jednak wraz z pożegnaniem w jego głowie zamknęła się szufladka- praca, a otworzyła się całkiem inna. Dotąd nieznana i nie często otwierana. Szufladka, w której główne i jedyne miejsce zajmowała, pewna niezwykła dziewczyna. Oczywiście chodzi o Ashley, o tą, z którą zderzył się przez przypadek w parku, o tą, która nie dała o sobie zapomnieć. Myśl wpadła mu do głowy szybko i niespodziewanie, jednak ciało i umysł prawie jeszcze szybciej ją zaakceptowało. - Odwiedzę ją… … - Jeden, dwa…- Zbierała po kolei okruszki leżące na stole. Nuda i brak pomysłów na spędzenie czasu po prostu ją przytłaczały… Pierwsza myśl może zacznę pisać dziennik? Tak świetny pomysł, pomyślała. Usiądę i zacznę pisać. Moje pierwsze zdanie będzie brzmieć: „siedzę, piję kawę, siedzę, siedzę i siedzę. A i zapomniałam o najważniejszym jeszcze przecież SIEDZĘ!”. Kolejny wspaniały pomysł z jej strony. Nagle usłyszała dzwonienie do drzwi. Może to dziwne i podejrzane, lecz pierwszą osobą, jaka przyszła jej na myśl to był Michael. Pobiegła jak na skrzydłach by mu otworzyć. - Cześć pomyślałem, że wpadnę…- Nie myliła się to był on w całej swojej okazałości. Olśniewał swoją urodą i czarnymi lokami lekko opadającymi na twarz. - Cześć.- Odpowiedziała, okryta szczelnie swoim ulubionym swetrem w paski. - Rozmowna z Ciebie bestyjka… Jeszcze masz mi coś do powiedzenia?- Zapytał z uśmiechem na ustach, który dał jej do zrozumienia, że raczej może coś zrobi, a nie będzie tak stać jak kołek. Oczywiście Mike nie chciał jej akurat tego przekazać…:) - Brrr- Odparła poetycko. - Takk to zmienia postać rzeczy! - Oj, nie zgrywaj twardziela tylko właź.- Szarpnęła go za marynarkę skłaniając do zanurzenia się w ciepłej aurze jej przytulnego mieszkanka. Zdjął swoją czarną marynarkę i powiesił na pięknie rzeźbionym wieszaku.- Choć do salonu, nie krępuj się. - Ja krępować… Nie wcale! Przepraszam, że przyszedłem tak bez zapowiedzi, ale po prostu tak mnie jakoś naszło.- Tłumaczył się wchodząc do pokoju, który zwano salonem. Ashley gdzieś znikła, więc mówił głośno i wyraźnie dokładnie rozglądając się po domu. Można było o niej mówić wszystko, ale na pewno nie to, że nie ma gustu. Wszystko było odpowiednie dobrane i idealnie się uzupełniało. Podszedł do półki, na której stało zdjęcie. Nietypowe, bo na nim była Ashley z rodzicami i dwójką rodzeństwa:, Stivem i Lucy. Dla wszystkich innych jest ono całkiem normalne…, Lecz ku zdziwieniu Michaela, ona była na nim szczęśliwa. Tamtego wieczoru jeszcze mu długo opowiadała o sobie i z tych opowieści nie wynikało, że jej życie to bajka. Wręcz przeciwnie. Z rodzicami niezbyt dobrze jej się układało. Od kiedy dowiedzieli się, że od momentu skończenia studiów ma zamiar robić to, co chce, wreście, to, co chce… Szkoda gadać, jednym słowem rozpętała się wojna, ale wojna Państwa Fox’ów. To nie jest zwykła wojna polegająca, na wrzeszczeniu na siebie, to była wojna polegająca na milczeniu. Niestety taka była najgorsza. - Co robisz?- Nagle Ashley wynurzyła się zza drzwi. Mike odskoczył lekko. - Dziewczyno, kiedyś przyprawisz mnie o zawał serca.- Wymamrotał z anielskim uśmiechem na twarzy, jednocześnie odkładając zdjęcie. Zauważyła je i od razu posmutniała.- Musi być Ci ciężko… - Nawet nie wiesz jak bardzo. Najgorsza jest świadomość, że teraz jestem sama i nie mam się, do kogo zwrócić o pomoc, pochwalić…nic. – Odrzekła smutno chowając twarz w dłoniach, by nie ujrzał jej łez. Podszedł do niej i delikatnie usiadł tak by nie zburzyć ciszy, jaka panowała wśród nich. Wiedział, że nie może jej zostawić samej…, że nie chce jej tak tu zostawić.
poniedziałek, 22 listopada 2010
Nie zatrzymujemy się ani na chwilę;););) Czas leci, dni lecą, a roboty po pachy!!! Na szczęście mam jeszcze trochę chwili na pisanie:) Zapraszam do czytania i komentowania i proszę wstawiajcie mój baner na swoje blogi i strony. Gdy to zrobicie dajcie znać pod najnowszą notką, wtedy odwdzięczę się tym samym;)
*********** Ashley siedziała przed lustrem, dokładnie się przyglądając surowym okiem, swojemu odbiciu. Chciała wyglądać ładnie, ale niebanalnie, by Michael nie pomyślał, że jest ona pustą lalką bez wyrazu. Naprawdę czuła, że ich znajomość będzie niezwykła. Spięła swoje brązowe włosy spinką z zieloną kokardką. Mało, kto wiedział, że zielony to jest jej ulubiony kolor. Gdyby się dokładniej zastanowić to niestety nikt o tym nie wiedział. Przeciągnęła usta krwisto czerwoną śminką, tak ukochaną przez nią. Dzięki niej mogła wyrazić swoje emocje, pokazać, że się nie boi, że da radę. To jest jej swoista maska… Spojrzała niepewnie na zegarek. - Za piętnaście, zaraz będzie…- Powiedziała do siebie.-…albo i nie.- Dodała jak zawsze samokrytycznie. Nauczyła się, że lepiej na coś zbytnio nie liczyć, bo jeśli to się nie uda mniej podobno boli…podobno. … Michale siedział przejęty w samochodzie. Czuł dreszczyk niepewności, ale z całą pewnością mógł powiedzieć, że jest szczęśliwy. Na samą myśl o Ashley, na jego twarzy pojawiał się wielki uśmiech. Tak bardzo pragnął być przy niej… Być może, dlatego, że widziała w nim zwykłego człowieka, a nie supergwiazdę. Rzadko mógł z kimś szczerzę od serca pogadać. Rzadko komuś ufał bezgranicznie, dlatego by ustrzec się przed fałszywymi przyjaciółmi. Nie mógł zrozumieć tej jednej rzeczy, tego, dlaczego ludzie to robią. Świadomie go okłamują, krzyczą kocham Cię, a tak naprawdę w głębi duszy on i wszyscy wkoło wiedza, że to są czasem puste słowa wypowiedziane pod wpływem napływu emocji. Stanął przed jej drzwiami cały w skowronkach, napawając się każdą minutą tego spotkania. Zadzwonił dwa razy, by dać o sobie znać… Usłyszawszy dzwonek do drzwi szybko podbiegła, by mu otworzyć. W jej oczach było coś, czego nie umiem Wam opisać. Gdybym jej wcześniej nie znała to bym powiedziała, że to radość, ale czy kiedykolwiek mogłam u niej to dostrzec? Nie mam porównania. Dotknęła niepewnie klamki i przez chwilę się zawahała. Może to banalne, ale bała się tego wszystkiego, tej nowości, co ją spotyka. Czuła się jakby pierwszy dzień szła do przedszkola. Po głębokim wdechu i wydechu, otworzyła zdecydowanie drzwi w głębi powtarzając sobie „dam radę”. Jednak, gdy Ashley ujrzała twarz Michaela i jego ciepły, szczery i rozluźniający uśmiech, od razu ta niepewność ją opuściła. - Cieszę się, że jesteś.- Odwzajemniła uśmiech lekko i niezobowiązująco. Nie chciała być nachalna i za bardzo pokazywać po sobie, że Michael się jej bardzo podoba. A daję wam słowo, że tak było. Zauroczył ją swoim nieziemskim czarem. - Ja też się cieszę, to, co jedziemy? - Chyba mnie nie zakopiesz w lesie, ani nic z tych rzeczy…, Więc nie widzę przeszkód!- Odpowiedziała zalotnie, wzbudzając w nim i z resztą też w sobie burzę śmiechu. Mike oparł się uwodzicielsko o futrynę i przeczesał swoje czarne loki ręką. - Nie w lesie nie… Gdzie byłaś przez całe moje życie, w jedną minutę rozbawiłaś mnie do łez… - Taki mój urok.- Odparła oddając się w jego ręce. Nie miała pojęcia gdzie chcę ją zabrać, ale ufała mu bardziej niż rodzicom. Nie wiedziała, czy słusznie, czy przypadkiem się nie sparzy, lecz nie umiała być w stosunku do niego zimna i obojętna. To było wręcz dla niej niemożliwe. Michael też to czuł. … -Ładny samochód, musiał sporo kosztować, ja muszę się tłuc autobusami niestety…- Westchnęła widząc czerwone Cabrio. Wsiadła, a Mike z zakłopotaniem ruszył w tajemnicze i nikomu nieznane miejsce. W głębi duszy wiedział, że musi jej powiedzieć prawdę o sobie. Jeśli dalej będzie ją okłamywać, to zniszczy to coś, co ich połączyło. Bił się z myślami, czy zrobić to dzisiaj. Nie chciał niszczyć tej magicznej atmosfery, jaka ich ze wszą owiewała. Dojechali na miejsce. Ashley wyszła niepewnie z auta i rozejrzała się dookoła rozmarzonymi oczami. Zbocze góry, drzewo, zieleń, chłodny, ale przyjemny wietrzyk muskający ich policzki i wielki księżyc przed nosem. Czuła się jak w bajce, nie wierząc, że takie miejsca istnieją. Małe kuleczki światła latały dookoła nich, tak jakby zapraszały do zabawy.- Świetliki…- Zakręciła się radośnie, a na jej twarzy malował się ogromny uśmiech. - Tak, wspaniałe… Mam koc, choć usiądziemy.- Wskazał kawałek trawy, rozkładając na nim koc. Usiedli przy sobie, wyraźnie czując swoją obecność. - Michael, tu jest magicznie… Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Moje dawne życie…ha…- Zaśmiała się ironicznie. On zdziwił się jej reakcją na własne słowa. -, Dlaczego się śmiejesz?- Zapytał zaciekawiony obserwując każdy jej ruch, tak jakby nic innego wkoło nie istniało. - Widzisz… powiedziałam „Moje dawne życie”. Tego nie można nazwać życiem, to była egzystencja, ale nie prawdziwe życie. Może się powtórzę, ale mnie nie było. Chodziłam na zajęcia, ślęczałam w dzień, w dzień, przed książkami. Na prawdziwe życie mogłam tylko popatrzeć z boku. Momentami czuję się jakbym nie była z tej planety. Po prostu dziwna dziewczyna z nie z tego świata… - Wyrzuciła z siebie tak ciężką dla niej samej prawdę. Długo nie wiedziała, co traciła, nieświadomie karmiona kłamstwem, że wykształcenie jest najważniejsze. To nie prawda…, Gdy z jej oczu spadły klapki i ujrzała to wszystko, czego nigdy nie mogła spróbować, zrozumiała, że tak naprawdę jest nikim. Pustą osobą, bezimienną lalką po studiach. - Być może… Ja jednak uważam, że nie ważne jest to, co straciłaś, lecz to, co Cię czeka. Jesteś młoda, być może dopiero teraz znajdziesz drogę, którą powinnaś dążyć. Nie każdy wie, co będzie z nim w przyszłości, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że nikt tego nie wie. Wszystko ma swój cel… Gdybyś przeżyła swoją jak Ty to nazwałaś „egzystencję” inaczej, to teraz byś nie siedziała ze mną, a ja straciłbym okazję poznania tak wartościowej osoby, jaką jesteś…- Odpowiedział jej szczerzę z głębi serca. Ashley spojrzała na niego z niedowierzaniem. Jeszcze nikt tak do niej nie mówił. - Dziękuje, przywróciłeś mi wiarę w samą siebie…- Nagle zamilkła i wsłuchała się w muzykę wypływającą z odbiornika. Przez cały czas coś grało w tle, ale dopiero teraz ta konkretna piosenka zafascynowała ją. „She’s Out of my life…”- płynęło lekko w powietrzu.- Ta piosenka jest przepiękna… Nie wiesz, kto ją śpiewa?- Zapytała nieświadoma. Michael zastygł, a jego serce zaczęło walić jak szalone. To była jego piosenka…
sobota, 13 listopada 2010
********
Popiła łyk gorącej, orzechowej kawy. Siedziała sama jak palec w pustej kuchni swojego mieszkania. Co ma teraz zrobić? Postanowiła znaleźć jakąś pracę, czym się zająć, by nie zwariować… Włączyła radio i chwyciła gazetę, otwierając ją na ogłoszeniach. W tym samym momencie z odbiornika wydobył się porywający rytm, który ją zafascynował. Czuła, jak słowa i zagadkowy głos piosenkarza przenika jej ciało. -“I wanna rock with you...all night,Dance you into day.. sunlight, I wanna rock with you...all night,We're gonna rock the night away...”- Nuciła wraz z głosem, unoszącym się w jej mieszkaniu. ... Patrzył się nieustannie na numer wypisany na chusteczce. Walczył ze sobą, ze swoją nieśmiałością, strachem… Czuł, że chcę zadzwonić, że nie może przekreślić tej szansy. - Co robisz?- Zapytała jak zawsze rozentuzjazmowana jego młodsza siostra Janet. - Myślę… - Przyglądając się temu, nic nie zmienisz… Zadzwoń, inaczej będziesz tego żałował.- Odrzekła ze zrozumieniem. Nikt tak go nie znał jak ona. Są sobie bardzo bliscy, zawsze mogą liczyć na siebie w każdej sytuacji. - Dlaczego Ty zawsze wiesz, co mnie trapi? - Bo Ty to ja, a ja to Ty…- Odpowiedziała, po czym podała mu słuchawkę od telefonu i wyszła. Dobrze wiedział, że ona ma rację. Zebrał się w sobie i wykręcił numer. … Na dobre wciągnęła się w muzykę wypływającą z radia. Nagle usłyszała dzwoniący telefon. Zaskoczyło ją to, ponieważ rzadko to się zdarzało, przecież nikt jej nie znał. Podniosła niepewnie słuchawkę i pewna, że to pomyłka zapytała: - Tak, Słucham? - Cześć to ja.- Odpowiedział, dopiero po paru minutach uświadamiając sobie, że niby skąd ona ma wiedzieć, kto dzwoni.- Michael…- Dodał szybko. Gdy usłyszała to imię, poczuła w sercu ciepło. Naprawdę miała nadzieję, że zadzwoni, ale w to nie wierzyła. - Cześć… Miło Cię słyszeć. - Pomyślałem, że skoro tak dobrze się nam rozmawiało to może to powtórzymy?- Zapytał wprost, mając nadzieję, że się zgodzi. Ashley przemyślała argumenty za i przeciw, a raczej wszystkie za. Nie miała praktycznie nic do stracenia. Mogła tylko zyskać, zyskać osobę tak wartościową, jaką jest Michael. - Będzie mi niezmiernie miło. To może pójdziemy do jakiejś kawiarni lub coś?- Rzuciła święcie przekonana, że to wyśmienity pomysł na miłe spędzenie czasu. To by było jej pierwsze wyjście ze znajomymi od… Może jednak nie wnikajmy aż w takie szczegóły. - Nie!- Krzyknął mimowolnie Mike. Jako gwiazda Popu nie mógł się pojawiać w miejscach publicznych, nie ryzykując szaleńczej fali fanów. On tego nie chciał. Dobrze mu było z tym, że Ashley nie wiedziała, kim jest. Dzięki temu miał absolutną pewność, że ona go lubi za to, jaki jest, a nie za to, ile ma milionów na koncie. Ona jednak nie wiedziała o Jego odczuciach, więc ta odpowiedź zbiła ją z tropu. - Myślałam, że chcesz się spotkać…- Wymamrotała smutno do słuchawki. Michael poczuł się winny, przecież nigdy nie chciał umyślnie zrobić jej przykrość. Nigdy. - Nie, naprawdę chcę. Po prostu nie lubię chodzić w mocno zaludnione miejsca…- Starał się usprawiedliwić swoje zachowanie. Czuł po jej głosie, że na pewno nie spodziewała się czegoś takiego. - To, co proponujesz?- Zapytała mając nadzieję, że jednak się spotkają. Wiedziała, że nie może na zawsze zostać sama, bez przyjaciół. Ona sama tego nie chciała, przerażało ją myślenie o tym. - Słuchaj, ja po Ciebie przyjadę i po prostu pognamy z wiatrem, gdzieś nieważne gdzie.- Ashley mimowolnie się uśmiechnęła. Nawet sama się nie podejrzewała, że lubi takie teksty. - O szesnastej, jeśli Ci pasuje.- Odpowiedział warząc każde słowo, by nie zmarnować tej jednej, unikalnej szansy. Czuł, że ich znajomość będzie niezwykła, że połączył ich los. A los podobno się nie myli. - Będę czekać…- Odłożyła słuchawkę i po sekundzie zachowania względnego spokoju, podskoczyła do góry ze szczęścia. Potem w imię tego, że nie jest aż tak zacofana odtańczyła taniec- połamaniec odśpiewując ”I feel so good”, identycznie jak James Brown. … - Lubisz ją?- Zapytała niespodziewanie, pojawiając się znikąd Janet. Michael uśmiechnął się nieśmiało, dobrze wiedząc, co powinien odpowiedzieć. - Jaka ta nasza mała Janet robi się wścibska! - Po kimś to mam! Więc...?- Nie odpuszczała mu, a on przygryzł lekko wargę i przeczesał ręką czarne loki. - I to bardzo… Ona jest inna. Inna niż te wszystkie dziewczyny, które mnie lubią tylko, dlatego że nazywam się Michael Jackson. - A skąd wiesz, że z nią tak nie jest? Przecież nie jest możliwe, że o Tobie nie słyszała!- Rzuciła bez namysłu nie spodziewając się takiego obrotu spraw. Mike spojrzał się na nią wymownie i uśmiechnął z ulgą i nadzieją w oczach.- Ona o Tobie nie słyszała?! Ja Cię… - Janet!- Skarcił ją szybko by nie powiedziała tego, co z pewnością miała ochotę powiedzieć.- Jakimś cudem nie zna mnie… Cieszę się z tego, bo wiem, że ma wobec mnie czyste intencję. - Mike, ale wiesz, że nie możesz jej okłamywać. Kiedyś musisz jej powiedzieć. Im prędzej tym lepiej… - Wiem…- Spuścił wzrok. Bał się, tego niewyobrażalnie. Bał się, że to, co udało się między nim, a Ashley zbudować, rozsypie się na milion małych kawałeczków. Wiedział, że nie będzie w stanie tego poskładać. Obawiał się, że temu nie podoła, jednak postanowił, że powiej jej o wszystkim. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę…
Mam nadzieję, że wam się podoba. Trochę puściłam wodzę fantazji. Na pewno gdzieś pośród nas jest taka Ashley, która jest nie widoczna? Może… Zapraszam do czytania i komentowania. Pozostawcie po sobie ślad jak przeczytacie!!!;)
niedziela, 31 października 2010
Jak tam w szkole??? Mocno Was męczą? Ja mam roboty po dziurki, ale daję sobie powolutku radę;) Oto dalsza część końca opowiadania. Tik tak coraz większymi krokami zbliżamy się do THE END, ciekawe czy happy?!;) Przeczytajcie i się dowiedźcie! Komentujcie! ZAPRASZAM;)
**********
- Moi drodzy…- Zaczął trochę zmieszany i w pewnym momencie nawet trochę zestresowany.- Na początku bardzo chciałbym Wam wszystkim podziękować za to, że tu jesteście. Roma ostatnio bardzo dużo przeżyła, ale na szczęście jest tu nadal z nami. Ostatni tydzień był dla nas wszystkich bardzo trudny. W pewnym momencie nawet pomyślałem, że mogę ją stracić…- Spuścił wzrok i odetchnął odrzucając tą niemiłą myśl. Podeszłam do niego szybko( a przynajmniej na tyle szybko jak byłam w stanie), i złapałam go za rękę by poczuł, że jestem przy nim.- Dużo myślałem o tym, co się stało, o Tym jak bardzo jestem związany z Tobą…- Zaczął mówić do mnie tak jakby zapomniał o wszystkich w około. Liczyłam się tylko ja…- Doszedłem do wniosku, że ja bez Ciebie nie mogę żyć, że bez Ciebie moje życie nie ma sensu i nie wiem, co bym zrobił gdybym Cię stracił. Teraz jestem tego absolutnie pewien… - Ale czego?- Zapytałam nie wiedząc, o co chodzi. On uśmiechnął się do mnie i patrzył na mnie jak na ósmy cud świata. Po chwili ukląkł przede mną, a mnie aż wmurowało, powoli do mnie docierało, co chce zrobić. - Tego, że jesteś największym szczęściem, jakie mnie spotkało. Chcę się z Tobą zestarzeć…- Wyciągnął małe czerwone pudełeczko, które mogło oznaczać tylko jedno. Otworzył je powoli i moje oczy ujrzały piękny pierścionek.- Kochanie… Czy wyjdziesz za mnie?- Zatkało mnie… Nie wiedziałam, co mam zrobić, moje serce biło jak szalone, a wszystkim zaparło dech w piersiach. Przeanalizowałam sobie wszystko w głowie, przypomniałam wszystkie te chwile spędzone z Michaelem. Przecież to była taka ważna decyzja…, Ale ja go kochałam… tak bardzo, że nie wyobrażałam sobie innej odpowiedzi… - Tak…- Wyszeptałam, a po moim policzku popłynęła łza szczęścia. Mike spojrzał się na mnie i szybko wsunął mi na palec pierścionek. Rozpromieniony, przytulił się do mnie mocno i nie mógł przestać całować. - Jestem taki szczęśliwy…- Szeptał, a wszyscy w koło zaczęli klaskać i wiwatować. Byłam wtedy szczęśliwa jak nigdy dotąd. To było jak marzenie, które się wreście spełniło, czułam ogromną radość. Może powiecie, że można było to przewidzieć, że to wszystko to przez to, że może czuł jakąś presję. Może na początku też tak myślałam. Wiecie, co?! Michael zrobił wszystko by mi udowodnić swoją miłość, że to, co nas łączyło, było niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Od tego wydarzenia mój świat nabierał kolorów, których wcześniej nie dostrzegałam. Zaczęło nam się wreście, naprawdę układać. Szybko wzięliśmy ślub, który był piękny. Szłam do ołtarza w pięknej białej sukni z długim welonem, a na końcu mej drogi czekał na mnie Mike. Przyrzekliśmy sobie na wieki, że będziemy ze sobą na dobre i na złe. W zdrowiu i w chorobie, póki śmierć nas nie rozłączy. To było szczere i jak że dla mnie i dla niego wzruszające. Dla całej rodziny z resztą też. Nasze życie się zmieniło. W niedługim czasie dorobiliśmy się potomstwa. Trójka naszych szczęść: MJ(Michael Junior), Lois( oczko w głowie tatusia;) i najmłodszy Harry. Michael okazał się wspaniałym ojcem przelewającym na swoje dzieci całą miłość. Jeśli chodzi o mnie to skończyłam studia i zaczęłam pracować w zawodzie. Przebywanie z dziećmi to największy prezent, jaki mnie spotkał, wreście mogłam robić to, co kocham. Nawet ojciec Michaela się zmienił. Może to brzmi mało prawdopodobnie, ale uwierzcie mi, że to prawda. Od kiedy zobaczył swoje wnuczki, doznał cudownej przemiany. Stał się mniej wybuchowy, spędza z nimi mnóstwo czasu. Zaskoczeniem dla mnie było to, że w stosunku do mnie też jest już inny. Miły, nie sztucznie tak jak kiedyś. Wince ożenił się parę miesięcy po naszym ślubie. Jego wybranka do końca pozostawała w ukryciu, ale to dobra i miła dziewczyna. Kochają się jak wariaci, a ja życzę im jak najlepiej. Dobrze wiecie jak trudno jest go pokochać… Ma bardzo specyficzne podejście do życia. Muszę wspomnieć też o Johnnym. Nadal jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i nie możemy bez siebie żyć. Na początku był zazdrosny. Jak wiecie coś do mnie czuł. Na pewno coś więcej niż przyjaźń. Wyjaśniliśmy sobie wszystko, trudno mu było się wyleczyć ze mnie, ale udało mu się to. Zaczął się spotykać z pewną dziewczyną, którą mam nie długo poznać. Jak widzicie życie może nam przynieść różne przygody. Nigdy nie wiesz, czym Cię zaskoczy. Ja przeżyłam dużo, walczyłam o to by być szczęśliwa. By być z tym, którego kocham. Często słyszę pytanie „czy warto było przez to wszystko przejść?”. Moja odpowiedź mogła być tylko jedna: „TAK”. Dążenie do miłości i do szczęścia jest bardzo ważne. Nikomu nie życzę by nie doznał tych wartości. Moim zdaniem, bez miłości życie nie jest niczego warte. To ona napędza nas do nowych przedsięwzięć, to ona jest naszą podporą, ukojeniem. Nie zapomnijcie o niej w swoim życiu, bo to będzie najgorszy błąd, jaki popełniliście. Wiem jedno, moje życie bez Mike’a było by stracone…
THE END*****************
niedziela, 17 października 2010
BARDZO WAS PROSZĘ WSTAWIAJCIE MÓJ BANER NA SWOJE BLOGI I STRONY. JEŚLI TO ZROBICIE, DAJCIE ZNAĆ POD NAJNOWSZĄ NOTKĄ. NAPEWNO ODWDZIĘCZE SIĘ TYM SAMYM;):):):) Z GÓRY DZIĘKUJE;)
sobota, 18 września 2010
No dobra. Prędzej, czy później, musiałam dojść do tego jakże prze ze mnie nielubianego tematu, jakim jest sprawa „rzekomych” operacji plastycznych Michaela. Chcę przedstawić to jak ja to widzę i co mówił na ten temat sam Mike.
Znów chcę się odwołać do autobiografii „Moon Walk”, iż to najrzetelniejsze źródło(pisane przez samego Mike’a). Zacytuję teraz jego słowa: „W okresie sukcesów płyty „Thriller” uświadomiłem sobie, że stale znajduję się w orbicie zainteresowania miłośników muzyki.(…) Nadal onieśmielał mnie mój wygląd. Trzeba pamiętać, że byłem gwiazdą już jako dziecko. Kiedy znany artysta, wystawiony na widok publiczny, zaczyna dorastać, ludzie nie chcą, by się zmieniał, by przybywało mu lat, by wyglądał inaczej niż dotąd. Kiedy stałem się człowiekiem dobrze znanym, byłem jeszcze pulchnym dzieckiem i miałem okrągłą, pucołowatą twarz. Zachowałem ten wygląd przez długi czas, a dopiero przed kilku laty zmieniłem dietę i przestałem jadać wołowinę, drób, wieprzowinę i ryby, jak i również pewne tuczące produkty żywnościowe. (…) W miarę jak traciłem na wadze, moja twarz stopniowo przybierała obecny wygląd i dziennikarze zaczęli mi zarzucać, że zmieniam się za pomocą chirurgii plastycznej. Nie chodziło im tylko o operację nosa, którą przeszedłem, podobnie jak liczni inni artyści estradowi i filmowi, i do której otwarcie się przyznaję. (…) Nowe fotografie ukazują twarz człowieka starszego i bardziej dojrzałego. Po za tym mam na nich inną fryzurę i inny nos. Moja twarz została oświetlona przez znakomitych specjalistów, a więc takie porównania są bezsensowne i niesprawiedliwe. Dziennikarze twierdzą, że kazałem operacyjnie zmienić układ twarzy. Dziwię się, że ktoś może tak łatwo rozpowszechniać tak krzywdzącą opinię.(…) Chcę, więc obecnie wyjaśnić tę sprawę raz na zawsze. Nigdy nie kazałem sobie zmienić kształtu policzków ani zarysu oczu. Nie kazałem sobie zwęzić warg ani zmieniać skóry na twarzy. Wszystkie te zarzuty są absurdalne. Gdyby były prawdziwe, przyznałbym to, ale są wyssane z palca. Dwukrotnie przechodziłem operacje nosa, a ostatnio kazałem sobie zrobić wgłębienie w podbródku, ale to wszystko. Kropka. Nie obchodzi mnie, co mówią inni- jest to moja twarz, więc ja wiem najlepiej.(…) Co ma wspólnego moja twarz z moją muzyką lub tańcem?”
Michael wyraźnie wyjaśnia tą całą sprawę. Podkreśla, że oprócz operacji nosa i podbródka, nie robił nic więcej ze swoją twarzą. To prawda, widać było na przestrzeni lat jak się zmieniał. Ale do mnie jego argumentacja trafia. Przecież każdy jak dorasta, to się jego twarz zmienia, u niego doszło jeszcze to, że dużo schudł, to, że jego skóra robiła się coraz bielsza i to, że miał inny nos. Jego wygląd się zmieniał tak jak się zmienia, wygląd każdego. Inna fryzura, coraz więcej lat na karku, to zmienia człowieka, czasami nie do poznania. Wierzę naprawdę w to, że oprócz tych operacji, do których się przyznał, nie miał ich więcej. Mam jednak wątpliwości już do jego wizerunku już bardziej tego z przed śmierci( lub rzekomej śmierci). Tu jednak widać lekką ingerencje. Nie chcę mówić, że na pewno, bo to wie sam tylko on. W Internecie można znaleźć wiele artykułów z niby opiniami zawodowych chirurgów. Piszą, że widać wyraźnie to, że Michael podawał się zabiegom medycyny estetycznej. Jednak ja bym tym opiniom mocno nie wierzyła, jednak w Internecie każdy może zostać lekarzem, a nawet gwiazdą rock’a. Przeanalizujmy jego zdjęcia z różnych okresów. Od małego Mike’a z Jackson 5, aż po dorosłego Michaela, ojca trójki dzieci.
Jak widzimy, nie ulega wątpliwości, że jego image zmieniał się. Po tych zdjęciach możemy to najbardziej zaobserwować. Na tych ostatnich jest inny, ale zwróćmy uwagę, że to jest Michael starszy, po przejściach… Ale czy aż tak się zmienił?
Na temat operacji plastycznych, padają pytania również w dokumencie Martina Bashira(Living with Michael Jackson). Dziennikarz drąży ten temat. Jednak Mike trzyma się swojej wersji z autobiografii. Zaprzecza wszystkim doniesieniom. Jedynie wspomina o bielactwie, oraz oczywiście o operacji nosa. Ja mu wierzę, ponieważ dostrzegam w tej wypowiedzi to, z jakim przekonaniem Michael to mówił. Za każdym razem(, ponieważ wielokrotnie pojawiało się to pytanie) zapewniał, że to tylko przebrzydłe plotki i kłamstwa. Czy człowiek tak wrażliwy, nieśmiały i twórczy jak Michael, kłamałby tak dobrze i uparcie?! Czy najpierw wmawiałby wszystkim fanom, że ich kocha itp.,a potem perfidnie karmiłby ich kłamstwami, z takim przekonaniem? Jakoś mi to nie pasuje do MJ’a. Być może się mylę, być może to, jaki był, jakiego my go znamy to tylko złudzenie, jakie stworzył dla fanów. Być może był inny… Ja wierzę, że nie! Wierzę w jego słowa, bo czym by była jego twórczość, gdyby nie był z nami szczery? Moim zdaniem nie można tworzyć takich wspaniałych piosenek, kłamiąc, a moim zadaniem jako fana jest wiara.
Dobra kończę. Myślę, że wyczerpałam ten temat. Jeśli chcecie coś dodać, zaprzeczyć, lub się zgodzić, to piszcie! Uwzględnię wasze zdanie w następnych notkach! Możecie być tego pewni. Zapraszam do czytania i pozostawiania po sobie śladu. Jeden komentarz nic nie kosztuję, ale za to jak cieszy!;););) |
Archiwum
Ostatnie wpisy
![]() Make your own banner at MyBannerMaker.com!
@@@@@@@@@@@@@@@@@
|