Wpisy z tagiem: miłość
piątek, 23 lipca 2010
Oto następna część rozmowy Michaela z Romą. Będzie romantycznie…. Propos jak wam mijają wakacje?! Piszcie, komentujcie!
*********
- Więc mów…- Powiedziałam szybko by ta cisza w końcu się skończyła. - Długo nad tym wczoraj wieczorem myślałem. Bałem się, że mnie nie zrozumiesz, że wszystko się zepsuje…, gdy przyszedłem na Twoje przyjęcie byłem pewny, że Ci Tego nie powiem, lecz gdy zobaczyłem Cię schodzącą ze schodów… Wyglądałaś prześlicznie. Odebrało mi mowę, nie mogłem oderwać od Ciebie oczu. Wyglądałaś olśniewająco, tak pięknie. Moje serce wtedy zrozumiało, wtedy ja zrozumiałem… - Co zrozumiałeś?- Zapytałam cichym głosem jakby przeczuwając, co mi teraz powie. Spojrzał mi głęboko w oczy i wziął moją rękę. - Zrozumiałem, że Jesteś dla mnie najważniejsza, że przy Tobie dzieję się ze mną coś dziwnego. Wczoraj, gdy Cię zobaczyłem zrozumiałem, że ja się po prostu w Tobie zakochałem.- I w tym momencie nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Moje serce biło jak szalone, a po całym ciele rozchodziły się dreszcze.- Proszę Cię powiedz coś. Cokolwiek, nawrzeszcz na mnie…tylko nie milcz.- Błagał mnie, nie mogąc odczytać z mojej miny tego, co czułam. - Ja też Ciebie kocham.- Powiedziałam cicho i czule z radością w oczach. - Co powiedziałaś?! - Ja też Cię kocham wariacie!- Powtórzyłam to na głos uśmiechnięta od ucha do ucha. Michael popatrzył na mnie i po chwili przytulił mnie z całej siły. - Myślałem, że mnie wyśmiejesz. Tak bardzo bałem się, że Ciebie stracę. - Jak mogłeś tak pomyśleć. Kocham Cię od zawsze. Od kiedy pierwszy raz Cię zobaczyłam. Dlatego tak mnie zabolało jak się zorientowałam, że Cię niema. Porostu nie było przy mnie osoby, którą darze tak wielkim uczuciem. Ja po prostu nie umiem bez Ciebie żyć!- Wyznałam mu szczerze, tonąc w jego ramionach. Było mi tak dobrze. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, bo właśnie moje marzenie się spełniło. - Kocham Cię…- Wyszeptał mi do ucha i pocałował mnie w usta. Jego wargi były taki delikatne. Całowaliśmy się długo i namiętnie, po prostu nie mogliśmy się od siebie odlepić. To było wspaniałe i niezapomniane. W jednej chwili zrozumiałam, że bez niego sobie nie dam rady, że ten człowiek potrzebny mi jest jak powietrze. Nagle moje myśli zaczął zaprzątać ojciec Michaela. Nagle przestałam odwzajemniać pocałunek i posmutniałam.- Co się stało?- Zapytał mnie zatroskanym głosem, widząc moją zmartwioną minę. - Ja Ci o tym nie mówiłam… - Ale o czym?- Dopytywał się nadal trzymając mnie w ramionach, tak mocno jakby bał się, że zaraz mu ucieknę. - Pamiętasz, to było w ten dzień, gdy się pogodziliśmy,…Gdy wyszłam spotkałam na swojej drodze Twojego ojca…- Zaczęłam cicho i nieśmiale, obawiając się, że ta magiczna chwila zaraz pryśnie jak bańka mydlana. - Co on chciał od Ciebie?- Zapytał jakby domyślając się, co zaraz powiem. - Porozmawiać, a raczej coś mi nakazać…- Mina Michaela nagle posmutniała. Złapał się nerwowo za czoło i pocierał je.- Kazał mi nie zbliżać się do Ciebie…znaczy…- Wzięłam głęboki oddech i znów zaczęłam:- Mam z Tobą pozostać jedynie w stosunkach koleżeńskich… - Nie, nie…- Zaczął nerwowo potrząsać głową.- Jak on może mi coś takiego robić…Przecież jestem dorosły, nie może decydować za mnie… - Powiedział, że jakikolwiek związek może źle wpłynąć na Twoją karierę.- Odpowiedziałam delikatnie, tak by Michael jeszcze bardziej się nie zdenerwował. - Mam to gdzieś. Kocham Cię i nie mogę bez Ciebie żyć. Będę z Tobą, a on nie ma tu nic do gadania.- Odrzekł już spokojny i znów tak czuły jak przedtem. Przytulił mnie do siebie i pocałował mnie delikatnie w czoło. - Przecież nie musi o nas wiedzieć.- Wyszeptałam spokojnie i odwzajemniając uścisk. - Na razie. Obiecuję Ci, że mu powiem… - Michael… Nie obchodzi mnie czy cały świat o nas wie…obchodzi mnie, że jesteś przy mnie i że mnie nie zostawisz. Kocham Cię.- Przytuliłam go jeszcze mocniej, a on widząc miłość w moich oczach pocałował mnie namiętnie i czule. Nic się w tym momencie nie liczyło, ani Marlon, ani to że właśnie zaczął kropić chłodny, mały deszczyk. Po naszych twarzach spływały małe krople, a my tonęliśmy w pocałunku. Czułam się jak w niebie, przy nim byłam bezpieczna. - Zawsze będę przy Tobie…- Wyszeptał mi lekko i z uczuciem do ucha. - Trzymam Cię za słowo.- Odpowiedziałam i razem zaczęliśmy się śmiać.- Wiesz, że pada? - Mam gdzieś deszcz… Jesteś przy mnie i to się tylko liczy.- Odrzekł ścierając mi delikatnie krople z policzka.- Tak na mnie działasz, że mogę z Tobą siedzieć nawet w śnieżycę.- Znów zaczęłam chichotać, a on delikatnie dotykał mnie po policzku. Siedzieliśmy tam bardzo długo, tak, że nawet nie zauważyliśmy, że przestało padać. Cały czas byliśmy w gorącym uścisku, a nasze usta spotykały się w namiętnych pocałunkach. Czy mogło mnie spotkać coś piękniejszego? On mnie naprawdę kochał, mnie zwykłą dziewczynę z przedmieścia. Jeszcze niedawno wmawiałam sobie, że to jest niemożliwe, że mnie nikt by nie pokochał. - A zapomniałbym…- Wyrwał mnie z zamyślenia. Zaczął szukać czegoś uporczywie w kieszeni. - O czym? - O Twoim prezencie urodzinowym.- Odrzekł, po czym wręczył mi małe, czerwone pudełeczko. Otworzyłam je nieśmiało. Była to obrączka z napisem „ I love you, forever”. - Jest piękna…- On uśmiechnął się czule i założył mi obrączkę na palec. - Żebyś zawsze o mnie… o nas pamiętała. - Miałeś ją już wczoraj?- Zapytałam z ciekawością. - Tak tylko nie odważyłem Ci jej dać.- Powiedział z dozą nieśmiałości. Przytuliłam go mocno, a po moim policzku spłynęła łza szczęścia.- Nie płacz… - To ze szczęścia. Nigdy bym nie pomyślała, że w tak krótkim czasie mogą się spełnić moje marzenia. - Da Ciebie wszystko maleńka.- Odrzekł i pocałował mnie czule.
poniedziałek, 12 lipca 2010
********
Dzisiaj wielki dzień. Poznam rodzinę Michaela. Mam nadzieję, że to będzie wyjątkowy wieczór, który zmieni moje życie. No przynajmniej mam nadzieję, że będzie przyjemnie i miło. Mama od rana krzątała się w kuchni i przygotowywała ciasto i sałatkę. Powiedziała, że przecież nie możemy iść w goście z pustymi rękami. To prawda, więc zbytnio nie protestowałam, gdy to zaproponowała. -Roma, a Ty, co ubierzesz na wieczór?- Zapytała mnie znienacka. -Ja? -A w tym domu jest jeszcze jakaś inna Roma Kris?- Odparła błyskotliwie widząc, że jestem jakaś inna. Ona takie rzeczy doskonale wyczuwała. Wiedziała zawsze, gdy coś się stało w szkole, gdy się zakochałam, gdy coś przed nią ukrywałam. -Bardzo śmieszne mamo. Po prostu się zamyśliłam. Założę moją czerwoną sukienkę na ramiączka.-Odpowiedziałam starając się zachować pozory, że nic się nie stało. -Ładnie, ładnie…- Uśmiechnęła się do mnie i wrzuciła do ciasta garść rodzynek.-Miły chłopak z tego Michaela.- Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że kiedyś zacznie ten temat. -Tak nawet bardzo.- Wymamrotałam starając się ukryć zakłopotanie. -Roma widzę przecież, że Ci się podoba.- Postawiła śmiałą tezę widząc mój mechanizm obronny. No po prostu przejrzała mnie na wylot! Ta kobieta zna mnie lepiej niż ja sama. -Jest nie brzydki każdemu może się podobać…-Starałam się dać wrażenie obojętnej. Jakoś nie byłam jeszcze gotowa na rozmowy z mamą o nim i o moim uczuciu do niego.- Wiesz, co mamo muszę już iść. Mam jeszcze coś do zrobienia a do wyjścia zostało już niedużo czasu. -Dobrze córeczko, ale pamiętaj, że zawsze o wszystkim i o każdym możesz ze mną porozmawiać.-Powiedziała to tak miło i opiekuńczo, że nawet nie wiem, kiedy ale podeszłam do niej i ją mocno uściskałam. -Wiem mamo i właśnie za to cię tak bardzo kocham.- Wyszeptałam jej do ucha z uśmiechem na ustach, po czym pobiegłam na górę do swojego pokoju. Gdy przebiegałam obok drzwi wejściowych nagle wszedł do domu Wince. Ubranie miał poszarpane a z nos i z ust leciała mu krew. Bardzo się przestraszyłam i szybko podbiegłam do niego. Pomogłam mu zdjąć dżinsówkę. -Co Ci się stało!? Kto Ci to zrobił?!- Zaczęłam nerwowo dopytywać się go o szczegóły. -Ciszej siostrzyczko proszę ciszej. Chodź na górę nie chcę by mama zobaczyła mnie w takim stanie. Tata jest już w domu? -Nie, Jeszcze nie. Chodź szybko muszę cię opatrzyć.- Wzięłam go pod ramię i poszliśmy na górę do mojego pokoju. Posadziłam go na łóżku i pobiegłam do łazienki po wodę utlenioną i chusteczki. Gdy wróciłam Wince siedział ze spuszczoną głową, lecz gdy mnie zobaczył uśmiechnął się do mnie, po czym zrobił grymas z bólu, bo miał rozciętą wargę. Usiadłam przy nim, wylałam trochę wody utlenionej na chusteczkę i zaczęłam ścierać mu krew i przeczyszczać rany. -To powiesz mi, kto Ci to zrobił? - Nikt, naprawdę nikt. Każdemu zdarza się potknąć na schodach.- Odrzekł z udawanym uśmiechem na ustach. -Proszę Cię nie okłamuj mnie.- Spojrzałam się na niego smutnymi oczami i delikatnie przyłożyłam chusteczkę do rozciętej wargi. -Nie chcę Cię w to mieszać siostrzyczko. Mam parę porachunków z niektórymi osobami. Załatwiłbym to dzisiaj, ale jak widzisz ich było więcej. -W co Ty się znowu wpakowałeś braciszku? Czy nie możesz grać na gitarze i podrywać dziewczyny tak jak inni bracia?- Uśmiechnęłam się do niego czule. Już dawno podejrzewałam, że Wince zadaję się z niewłaściwymi osobami. Zmienił się od ostatniego czasu. Stał się niby bardziej dorosły, ale to, co robił na pewno takie nie było. -I właśnie, przez to, że nie jestem taki jak inni kochasz mnie bardzo.- Puścił do mnie oko i przeczesał włosy. -Wiesz, że bardzo wariacie. -Wiem. Mam do Ciebie prośbę.- Odrzekł zniżając głos. -Tak wiem. Nic mam nie mówić rodzicom. Wiesz, że cię nigdy nie wydałam. -Dziękuję Ci. A o mnie się nie martw. Zobaczysz jak zawsze sobie poradzę.- Pocałował mnie w czoło i poszedł do swojego pokoju. Nie mogłam się jednak przestać o niego martwić. Punkt 18:45 wyszliśmy wszyscy z domu. O dziwo nawet Wince postanowił się zjawić na grilu u Blacków. Wyglądał już lepiej i miał tylko lekki ślad na wardze. Dobrze, że te „ schody” nie nabiły mu śliwy, bo by musiał się dopiero tłumaczyć rodzicom. -A jednak idziesz?- Zapytałam go, gdy mama zamykała drzwi. -No jasne! Nie mógłbym przepuścić poznania tego twojego amanta!- Powiedział ironicznie i się zaśmiał. -Nie wiem, o czym mówisz.- Odrzekłam od niechcenia i puściłam oko do niego. - Co tacy jacyś jesteście dla siebie mili?- Zapytał podejrzliwie tata. -Mark daj im spokój! Musimy już iść. Dzieci ochoćcie i przestańcie się przekomarzać.- Mama zganiła nas wszystkich. Była bardzo przejęta spotkaniem z rodziną Michaela. Ja też czułam pewną tremę.
Następne opowiadanie już jutro. Dalsze losy Romy i Michaela i to, co się wydarzyło na grilu. Zapraszam do czytania!!!! |
Archiwum
Ostatnie wpisy
![]() Make your own banner at MyBannerMaker.com!
@@@@@@@@@@@@@@@@@
|