Wpisy z tagiem: Jackson
sobota, 28 stycznia 2012
Czas mija nieubłaganie i w moim opowiadaniu i w prawdziwym życiu, co niestety nie dziwi. Koniec końców nadeszła pora kolejnej części, więc z dozą niepewności ale również podekscytowania wstawiam ją i czekam na wasze zdanie na jej temat. Zapraszam serdecznie do czytania i komentowania!!! :D Polecam czytając tą część słuchać w tle piosenkę zespołu ONE OK ROCK „ Wherever you are”. Myślę, że idealnie wpisuję się w klimat tej części… Dla lepszego zrozumienia piosenki: Aishiteru yo po japońsku znaczy kocham cię. Kończę z głupotkami i wstawiam notkę ;P
*********** - No myślę, że to naprawdę wygląda dobrze.- Finix jak zawsze próbowała przekonać mnie do mojego „ galowego” stroju, który postanowiłam założyć na Grammy. Wyszłam z założenia, że muszę utrzymać swój styl niegrzecznej dziewczynki, tak też uczyniłam. Czarna sukienka z dopasowanym gorsetem gładko tworzyła na dole piękną warstwę tiulu i koronek. Postawione włosy w gotowości i koniecznie ostry ale jakże przyzwoity makijaż, który dopełniał całości. - Maleńka jest wspaniale.- Dodał Yasu już od jakiejś godziny siedzący w swoim odświętnym garniturze. Spojrzałam błagalnie na Shina, który o dziwo miał na sobie czarne spodnie, białą koszulę i marynarkę prawdziwego punkowca. Wzruszył powabnie swoimi zgrabnymi ramionami. - Skoro łysy prawnik i dredowa księżniczka tak mówią, to musisz w to uwierzyć. - Nie jestem łysy… ja się golę.- Warknął Yasu. - Dredowa Księżniczka?- Finix łypnęła na niego dziwnym wzrokiem i przez jeden krótki moment wszyscy mieliśmy wrażenie, że zapewne mu przywali. Ale pomyłka…- Cool! Muszę to zapamiętać.- Stwierdziła zabawnie kręcąc głową, sprawiając że tytułowe dredy podskakiwały w rytmie Jamesa Browna wypływającego z głośników już dość starego radia. - Pasuje! To będzie ostateczna wersja. Już się nie przebieram.- Zastrajkowałam i z pełnym wdziękiem i gracją usiadłam na kanapie, wcale nie zważając czy wcześniej wspomniana sukienka ulegnie jakiemukolwiek pognieceniu. Zresztą chyba już bardziej pognieciona nie może być, no cóż pewnie to kwestia sporna. Do pokoju wtoczył się Nobu w całej swojej okazałości.- No i widzisz… jak chcesz to potrafisz.- Przekręciłam zabawnie głowę na bok i podziwiałam jego strój. No… wyglądał bardziej porządnie niż zazwyczaj. Brak dziur w spodniach naprawdę działa cuda! - No nareszcie jakaś pozytywna wypowiedź. Nie na widzę się przebierać… co ja jakaś lalka Barbie?? - Nie marudź! Od razu było się w to ubrać… Myślałeś, że puścilibyśmy Cię przed kamery w twoich dziurawych spodniach i w tym poszarpanym T-shirt’ cie???- Finix zaczęła coś jęczeć jednak on jej wcale nie słuchał. Wolał zająć się czymś bardziej przyjemnym, a tak konkretnie to mną. Wziął mnie w objęcia i przejechał wzrokiem po mojej osobie uważnie mnie oglądając. Yasu pokręcił z dezaprobatą głową, zapewne chcąc nam przypomnieć, że już powinniśmy się zbierać. -Wiecie, że to nie ładnie się spóźniać?- Wstał i zarzucił na siebie płaszcz, po czym dla utrzymania zwyczaju zapalił papierosa o moim ulubionym, wiśniowym aromacie. Nobu odkleił się ode mnie na pełną grozy minutę i podszedł do swojego drogiego przyjaciela. - Jedź razem z Shinem, a ja pojadę z Ash.- Poklepał go po ramieniu i zmusił wzrokiem niebieskogłowego do ruszenia szanownych czterech liter. Delikatny brzdęk łańcuszka przewieszonego od wargi do ucha dał znać, że Shin go posłuchał. - Ach mała, weź coś z nim zrób.- Mruknął puszczając do mnie zalotne oczko, po czym złapał swoją kurtkę i zamaszystym ruchem pociągnął za sobą Yasu wychodząc. - Tylko się nie spóźnijcie!- Yasu zdążył jeszcze nas pouczyć jednak po chwili jednoznacznego spojrzenia już go nie było. Ziewnęłam i sama też postanowiłam idąc za przykładem Shina, zaciągnąć swojego lubego do samochodu. Chciał być samcem i zawieźć mnie całkiem sam na imprezę?! OK, to niech się teraz wywiąże z tej jakże heroicznej obietnicy. - Idziesz?- Spojrzałam się na niego zalotnym wzrokiem. Uśmiechnął się promiennie i już po sekundzie stał obok mnie pomagając założyć mi płaszcz. - Z Tobą choćby i na koniec świata…- Mruknął mi do ucha, omiatając mnie swoim ciepłem i jakże uwodzicielskim zapachem. A ja… po prostu mu uwierzyłam. … Przyjemny pęd powietrza wpadający przez otwarte okno w samochodzie, buchał w moją twarz. Na moich włosach nie robiło to dużego wrażenia, ponieważ stały one na baczność usztywnione super mocnym żelem. Jak to pięknie określają fryzjerzy… kontrolowany nieład. Nobu prowadził pewnie ale i ostrożnie. Spoglądałam na niego co jakiś czas z pewną dozą przyjemności i dzikiej satysfakcji. Dzisiejszy dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale… Gala Grammy, światła reflektorów i ja razem ze swoją wspaniałą paczką przyjaciół, wspólnie świętując sukces jaki udało nam się osiągnąć. - Trochę się denerwuję…- Mruknęłam bawiąc się swoimi palcami na których spoczywały przeróżne pierścionki. Oczywiście jak mogłam się spodziewać mój ukochany zadrwił ze mnie podstępnie rechocząc.- Tsa… mogłam spodziewać się takiej reakcji z twojej strony. - Tylko się nie obrażaj…- Dyskretnie dotknął dłonią mojego kolana.- Po prostu nie mogę uwierzyć, że taka kobieta jak ty się czegoś boi. - Nie powiedziałam, że się boje…- Fuknęłam marszcząc czoło w akcie protestu. - Fakt. Ty słońce jedynie się denerwujesz. - Właśnie… widzisz jak chcesz to potrafisz.- Oparłam się wygodnie o oparcie i pozwoliłam sobie na ty by odetchnąć i przekalkulować w głowie wszystko to co dotąd miałam okazję przeżyć. - Ashley… wiem, że to może nie jest odpowiedni moment na zadawanie takich pytań, ale nie mogę już się dłużej powstrzymywać.- Jego głos nadzwyczajnie drżał, jakby obawiał się, że może dostać odpowiedź która nie będzie zgadzała się z jego oczekiwaniami. Uniosłam do góry głowę i spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem. Nie wiedziałam o co mu chodzi i czy to o co chce mnie zapytać jest dobre. Jego twarz była skupiona i zamyślona. Być może to kwestia sytuacji, ale przez moment pomyślałam że zaraz limit moich i tak już napiętych nerwów się skończy. Czekałam cierpliwie… - Tak?- Ponagliłam go. - Zamieszkamy razem?- W końcu wyrzucił to z siebie, a ja odetchnęłam z ulgą zdając sobie sprawę, że nie chodzi o zerwanie lub coś bardziej kwiecistego. Zamieszkać razem… Pamiętam Mike kiedy byliśmy razem poprosił mnie o to samo jednak wtedy wynikło z tego powodu wiele zawirowań. Na początku zgodziłam się jednak szybko zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem gotowa na tak wielki krok. W gruncie rzeczy moje obawy i strach przed straceniem niezależności były śmieszne i banalne. Mimo wszystko nie zamieszkaliśmy razem… Często myślałam o tym, że gdybym wtedy jednak to zrobiła, to może mój związek z Michaelem wyglądałby inaczej. Zacisnęłam dłoń i uśmiechnęłam się pod nosem… Nie miałam zamiaru popełnić drugi raz tego samego błędu. - Tak.- Odparłam krótko, a on najwyraźniej mi nie uwierzył, ponieważ pokręcił nerwowo głową nadal patrząc z uwagą na drogę. - Nie ja się chyba przesłyszałem…- Zbliżaliśmy się do skrzyżowania na Mensa Street, samochodów było mnóstwo, jednak szczęście trwało ponieważ trafiliśmy na tzw. Zieloną falę. Nie musieliśmy stać w gigantycznych korkach… - Kochanie, chcę z tobą zamieszkać. To nie żart….- Tym razem to ja dyskretnie dotknęłam jego dłoni, która spoczywała powabnie na skrzyni biegów.- Miałeś nadzieje, że odmówię? - Nie… raczej bałem się tego, że odmówisz. Jednak kolejny raz pozytywnie mnie zaskoczyłaś… - Zaskoczenie to moja specjalność.- Mruknęłam zawadiackim głosem. - Ale Michaleowi koniec końców odmówiłaś…- Poruszył ten dawny temat, który i tak wcześniej czy później pewnie by wypłynął. - I to może był błąd… Teraz jestem mądrzejsza. Nie chcę zmarnować szansy jaką daje nam los… skoro chcesz tego to i ja też chcę. Proste prawda?- Na jego twarzy pojawił się piękny uśmiech wyrażający zadowolenie i nieokreśloną radość. Wjechaliśmy na skrzyżowanie. Zielone światło dopiero co pojawiło się na czarnej sygnalizacji… jego piękna twarz na moment odwróciła się w moją stronę. Spojrzał na mnie swoimi błękitnym i oczami, a z twarzy nie schodził tak subtelny i wspaniały uśmiech. - Jestem taki szczęśliwy… Kocham Cię.- Odparł, a ja patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Odwzajemniłam uśmiech i powstrzymałam się by po moich policzkach nie pociekły łzy szczęścia. - Ja też Ciebie…- Nie zdążyłam dokończyć gdy mój wzrok przykuło światło zbliżające się do nas w zastraszającym tępię. Moje serce zabiło szybciej, a przerażenie mieszało się ze strachem. Dotarło do mnie co się dzieje…- Nobu uważaj!!!!- Wrzasnęłam. Boże jak on się starał… jego głowa szybko odwróciła się by spojrzeć na nadjeżdżający samochód z prawej strony, który wcale nie zważał na to, że ma czerwone światło. Gnał prosto na nas… Nobu starał się coś zrobić… nacisnął nerwowo na gaz… zaczął skręcać… Światła migotały, cały świat jakby się zatrząsnął. Tamte auto uderzyło w nas… Ciemność ogarnęła mnie, a jakieś ciepło otuliło zbolałe ciało. Nie mogłam się ruszyć… świadomość odpływała… Boże jak to się mogło stać… mnie już nie było. To koniec. … Nie, uważaj! NIE! Kręciłam głową w nerwowym geście. Zimny pot oblewał moje ciało, a przed oczami migotały niepokorne światła. Znów to samo… On w nas uderzy! NIE!!!... Otworzyłam oczy z prędkością światła i rozejrzałam się dookoła po szpitalnym pokoju w którym leżałam całkiem sama. Czułam się strasznie poobijana, a strach po koszmarze jeszcze nie odszedł na dobre nadal czając się w każdym kącie mojej świadomości. Mój wzrok niemal bolał gdy szurałam nim po całym pomieszczeniu szukając jakiejś znajomej twarzy… kogokolwiek. Nagle światło z jarzeniówki zamigotało wściekle oślepiając mnie … zimny pot zalał moje ciało, a do mojej świadomości doszło to co się stało. Zakryłam z przerażeniem usta dłonią i pokręciłam przecząco głową. - Nie możliwe… naprawdę mieliśmy wypadek.- Sapnęłam sama do siebie czując jak narastający strach wyciska ze mnie ostatek powietrza jaki został w moich płucach. Wiedziałam jedno… nie mogłam zostać sama…- Ktokolwiek…- Zachrypiałam cicho jednak szybko zrozumiałam, że w taki sposób nikt mnie nie usłyszy.- KTOKOLWIEL!- Wrzasnęłam, czując jak do oczu napływają mi łzy. Musiałam dowiedzieć się co z Nobu… Do mojej głowy zaczęły napływać przerażające wspomnienia, które jak szpilki kuły mnie dotkliwie zadając ból … Drzwi zaskrzypiały, niespokojny wiatr zawiał, a do pokoju wbiegł Yasu, a zaraz za nim Shin nadal w odświętnych ubraniach. Musieli tu przyjechać prosto z Gali. Spojrzeli na mnie dziwnym wzrokiem, po czym Shin rzucił się na mnie przytulając się tako mocno jak nigdy dotąd. Pogładziłam jego głowę i przygryzłam wargę.- Już dobrze… nic mi nie jest. - Ash… tak się bałem….- Wychlipał przez łzy, a je nie mogłam zrozumieć dlaczego jest w aż takiej rozpaczy. Przecież żyje prawda?! Nobu też żyje… musi żyć. Przecież jak ja przeżyłam to i on, nawet nie ma innej możliwości… - Co z Nobu?- Gdy nabrałam odpowiednią ilość powietrza zdołałam wyrzucić z siebie owe pytanie. Poczułam jak Shin jeszcze mocniej wtula się we mnie, choć sądziłam że to już nie jest możliwe. A Yasu… Boże Yasu zdjął okulary… nie proszę nie zdejmuj tych cholernych okularów! Spojrzałam w jego oczy i ujrzałam napływające łzy… - Ashley…- Zaczął jednak musiał na chwilę odetchnąć. Przełknął nerwowo ślinę po czym usiadł obok mnie i wtulającego się we mnie Shina.- Wjechaliście na skrzyżowanie prawidłowo na zielonym, jednak jakiś samochód z prawej który miał czerwone… zignorował je… Uderzył w Was z ogromną siłą. - Yasu…- Pokręciłam głową nie chcąc dopuścić do swojej świadomości tego co próbował mi powiedzieć.- Proszę powiedz mi co z Nobu…- Dotknął mojej ręki nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. Znów usłyszałam łkanie Shina… - Nobu nie żyje.- Słowa te uderzyły mnie jak prawy sierpowy… brutalny, mentalny policzek wymierzony w moją osobę. Świat stanął na tą jedną przerażającą minutę. Nic… zupełna pustka… strach, ból… płacz Shina odbijający się od pustych ścian szpitalnego pokoju i Yasu, który natychmiast przytulił mnie do siebie. Mój wzrok wciąż tępo patrzący przed siebie… - Nie…- Wychrypiałam przez łzy. Moje oczy nieznośnie drgały, a zmęczony umysł nie chciał zakodować tej niedorzecznej informacji.- Nie kłamiesz! Proszę powiedz, że kłamiesz!- Nie mówiłam ja wrzeszczałam… Boże jak ja chciałam, żeby to wszystko okazało się jakimś głupim żartem. Odepchnęłam się od niego. Patrzyłam na Yasu i Shina mokrym wzrokiem, zakrywając z przerażenia usta. Straciłam go… teraz gdy wszystko zaczęło się układać, gdy wybrałam właśnie jego… - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym powiedzieć, że to tylko żart.- Smutek jaki pałał z jego oczu sprawiał, że ostatnia nadzieja opuściła mnie niczym pękając bańka mydlana. Szybko i boleśnie… Dłonie trzęsły mi się jak osika, a łzy niepohamowanie spływały ciurkiem po bladych policzkach. - Dlaczego teraz… On poprosił mnie o to bym z nim zamieszkała…- Potok żalu nie chciał przestać płynąć zalewając mnie bólem i nie pohamowanym wyrzutem do świata. Do świata, który zabrał mi mojego Nobu…- Zgodziłam się… On się tak cieszył…- Kolejny raz zakryłam usta powstrzymując się by nie ryknąć z bólu. Ciepłe dłonie Yasu objęły mnie i zmusiły bym położyła głowę na jego klatce piersiowej. Zacisnęłam rozedrgane dłonie na jego marynarce, czując jak paznokcie wbijały mi się w skórę. Ten ból przy bólu jaki czułam w sercu był realną odskocznią, która choć na moment wyrwała mnie z agonii w jaką wpadłam.- Dlaczego on… Dlaczego mi go zabrali… teraz gdy byliśmy naprawdę szczęśliwi… - Uspokój się proszę… Ashley…- Yasu nadal gładził moją głowę starając się sam sprawiać pozory spokoju. Czułam drżące ciało Shina, który nadal trzymał się blisko nas. On również potrzebował wsparcia i ciepła. Nobu dla nas wszystkich był kimś ważnym i jego odejście dla każdego z nas razem i z osobna było okropnym przeżyciem. On i Shin stracili najlepszego przyjaciela… ja straciłam również osobę którą szczerze kochałam. Przypomniałam sobie z żalem jak poprzedniego wieczoru rozmawiałam z Finix. Powiedziałam jej wtedy, że czuję że ten dzień będzie niezapomniany. Boże… nigdy nie zapomnę tego dnia… nie zapomnę dnia w którym straciłam swoją miłość, swojego przyjaciela i cześć swojego serca. Ten dzień stał się przeklęty i pragnęłam z całych sił by go zapomnieć i wyrzucić z pamięci jak najszybciej jest to możliwe… jednak tak się nie da. Moja pamięć o tym dniu zagnieździ się w głowie i sercu i co jakiś czas przypominając o sobie. Boleśnie i brutalnie… brutalnie i bez ostrzeżenia… bez ostrzeżenia wbije nóż w plecy. Pozostanie ze mną do końca przypominając mi twarz Nobu gdy mówił mi swoje ostatnie słowa… „ Jestem taki szczęśliwy… Kocham Cię.”
A po jego głosie pozostała pustka… a po ciepłym dotyku przerażający chłód.
sobota, 25 czerwca 2011
DZISIAJ JEST 25 CZERWCA 2011 ROKU. DOKŁADNIE TRZY LATA TEMU DO WIADOMOŚCI PUBLICZNEJ DOTARŁA DRUZGOCZĄCA WIADOMOŚĆ: MICHAEL JAKCSON NIE ŻYJE. STRACILIŚMY WSPANIAŁEGO ARTYSTE, FENOMEN ŚWIATOWEJ MUZYKI I TAŃCA. LICZNE REKORDY, WSPANIAŁE KONCERTY, BESCELERY PŁYTOWE, SAM THRILLER KTÓRY ZAPISAŁ SIĘ NA KARTACH HISTORII MUZYKI JAKO „THE WORLD’S BIGGEST SELLING ALBUM OF ALL TIME”. JEDNAK STRACILIŚMY TEŻ NIE TYLKO WSPANIAŁEGO ARTYSTE, ALE RÓWNIEŻ DOBREGO, CZUŁEGO, MIŁEGO CZŁOWIEKA, KTÓRY POMAGAŁ INNYM JAK TYLKO POTRAFIŁ, ORAZ PRZEDEWSZYSTKIM KOCHAJĄCEGO OJCA TRÓJKI DZIECI. PAMIĘTAJMY O NIM I NIE POZWÓLMY BY LEGENDA KING OF POP UMARŁA.
Michael Jackson 29.08.1958.r - 25.06.2009.r [*] Zapraszam do czytania… ********** - Nie wierze co słyszę! Znowu to robicie, chcecie mnie kontrolować. To moje życie!- Wybuchłam i już bez zbędnych ceregieli zaczęłam wyrażać to co czuję. - Oj przestań dramatyzować. – Odparł wymachując rękami mój własny ojciec.- Zawaliłaś szansę by zostać znanym chirurgiem, więc teraz nie pozwolę Ci zniszczyć Twojej kariery. - A więc to o to chodzi.- Wyszeptałam kpiąco.- Zobaczyliście córeczkę w telewizji i nagle cudownie jej wybaczyliście. - Co Ty gadasz, jesteśmy tu bo Cię kochamy i chcemy Ci pomóc.- Mama podeszła do mnie i położyła niepozornie rękę na moim ramieniu. Przez moment zaczęłam wierzyć w ich intencję. W moich oczach zakręciły się słone łzy, naprawdę za nimi tęskniłam. Mimo wszystko.- Córeczko jesteśmy rodziną, zawsze możesz na nas liczyć. - Mamo też was kocham, musiałam to zrobić.- Odrzekłam, a ona czule przytuliła mnie do siebie i nagle poczułam się bezpieczna. Dawno czegoś takiego między nami nie było. Naprawdę uwierzyłam, że chodzi im o mnie, tylko o mnie. Lecz ta iluzja szybko pękła jak bańka mydlana. - Skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, musisz podać nam numer swojego konta i kontakt do tego twojego menadżera. Trzeba zadbać o Twoja karierę nie możemy tego zmarnować.- Nagle powiedział tata, a ja już wszystko zrozumiałam. - Charles, jeszcze zdążysz to zrobić. Frank powiedział, że zrobi z niej druga Madonnę. –Wtrąciła się przekornie mama, a ja nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. - Nie, po prostu nie wierzę!- Krzyknęłam, odskakując gwałtownie od mojej rodzicielki.- Chodzi wam tylko o pieprzone pieniądze, o pieprzony interes! A już myślałam, że chodzi wam o mnie… Zwęszyliście interes i od razu się pojawiliście! Co z was za ludzie!?- Załkałam nie mając już siły z nimi rozmawiać. - Państwu już dziękujemy!- Powiedziała Finix wyłaniając się ze swojego pokoju, a ja poczułam ulgę że jest przy mnie. - Finix nie wtrącaj się!- Oburzył się tata. - Nie wujku, dajcie jej już spokój.- Wyprosiła ich pośpiesznie i zamknęła szybko drzwi. Ja tylko siedziałam na kanapie patrząc się przed siebie, a po moich policzkach płynęły łzy. Finix podbiegła do mnie i szybko przytuliła się, a ja wybuchłam płaczem, tuląc się w jej ramiona. Głaskała mnie delikatnie po głowie, poczułam, że mogę zawsze na nią liczyć.- Już dobrze Ashley…- Wyszeptała. Przełknęłam nerwowo ślinę powoli uspokajając swoją psychikę. Do dzisiaj miałam jeszcze nadzieję, że moi rodzice zrozumieją mnie, pokarzą że zależy im na mnie. Jednak nadzieja prysła jak bańka mydlana i zalała mnie gorzka rzeczywistość. - Jak oni mogą mi to robić? Dlaczego są tacy?- Pytałam wycierając chusteczką resztki łez. Widziałam w oczach Finix współczucie, ale za razem też zrozumienie. - Pewnie w ich chorych móżdżkach ubzdurało się, że to co robią jednak jest dla Twojego dobra. Być może oni jako dzieci też byli tak traktowani, więc po prostu nie umieją inaczej.-Odpowiedziała, a ja spojrzałam się na nią wielkim oczami nie wiedząc co o tym myśleć. - Ale czy to oznacza, że ja też taka będę dla swoich dzieci?- Wymamrotałam z przerażeniem w głosie. - Nie, Ashley, ty z pewnością nie. Bo ty złamałaś ten krąg, sprzeciwiłaś się temu. Ty potrafisz okazywać uczucia w odpowiedni sposób. - Najgorsze jest to, że oni wcale mnie nie słuchają, żadne argumenty i wyjaśnienia nie są dla nich wystarczające.- Wstałam powoli i podeszłam do okna, przez które widać było alejki miejskiego parku. Ludzie chodzili pomiędzy drzewami i wyglądali tak beztrosko, jakby wchodząc do parku pozostawiali po za jego granicami wszystkie smutki i kłopoty doczesnego świata.- Idę do siebie, nie mam na nic siły…- Powiedziałam kierując się do swojego pokoju. Straciłam cały zapał do życia. - Ash tak nie można… - Finix…- Jęknęłam zrezygnowana, czując że znowu łzy napływają mi do oczu.- Ja mogę… Muszę… … Zanurzyłam się w pierzynie i nie chciałam wstawać. Nie miałam najmniejszej ochoty na nic, cała ta sytuacja mnie przerosła, życie zatrzymało się w miejscu. Nagle w odmęcie rozmyślań usłyszałam ciche, ale stanowcze pukanie. Postanowiłam się nie odzywać. - Ashley wiem, że tam jesteś…- Usłyszałam jedwabisty głos Michaela.- Wchodzę.- Jak powiedział tak zrobił, ujrzałam go kątem oka jak stanął w drzwiach. Ja jednak nawet się nie przywitałam, nie miałam siły…- Kochanie, Finix mówiła że siedzisz tu cały dzień.- Podszedł do mnie powoli i usiadł przy mnie. - Po prostu jestem zmęczona. - Słyszałem o tym co się wczoraj stało…- Szepnął przytulając mnie ciepło, a ja zanurzyłam się w jego uścisku. Wtopiłam rękę w jego czarne loki, całując go w policzek. Spostrzegł swoimi brązowymi oczami moje smutne spojrzenie. - Nie chcę o nich… O tym rozmawiać. Cieszę się, że jesteś.- Wtuliłam się jeszcze mocniej, napawając się słodkim zapachem Michaela. Czułam się tak błogo, na chwilę nie myśląc o rodzicach. - Porozmawiamy?- Zapytał. - Nie ma naprawdę o czym, po prostu muszę sobie to wszystko poukładać w głowie. - Martwię się o ciebie.- Poprawił swoją czerwoną koszule i dotknął delikatnie mojego policzka. Uśmiechnęłam się trochę wymuszono i spuściłam ze zrezygnowaniem wzrok. - Poradzę sobie. Zawsze sobie dawałam sama rade…- Czułam jak w moim głosie zabrzmiała nutka żałości. Stanowczo byłam żałosna. - Ashley, ale to właśnie o to chodzi, że nie musisz, nie musisz sama. Po to jestem tutaj przy Tobie, by Ci pomóc. Chcąc być z tobą, zgodziłem się być przy Tobie na dobre i na złe. Kim bym był gdybym przy pierwszych kłopotach schował głowę w piasek i Cię zostawił?- Zagryzł niewinnie wargę, a ja starałam się nie rozbeczeć… - Kocham Cię i chcę być z tobą…- Wychlipałam żałośnie.- Proszę zostaw mnie, muszę…- Łkałam coraz bardziej. Spojrzał na mnie smutno, pocałował namiętnie i czule, po czym wyszedł. Tak jak chciałam, a przynajmniej tak mi się wydawało… 25 czerwca to 2 rocznica śmierci Michaela Jacksona. Kanały muzyczne i nie tylko tworzą dla fanów i nie tylko programy z muzyką Michaela oraz różne dokumenty. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
![]() Make your own banner at MyBannerMaker.com!
@@@@@@@@@@@@@@@@@
|