Wpisy z tagiem: opowiadania
sobota, 12 maja 2012
****************
Weszłam do restauracji i niepewnie ruszyłam do stolika, który pokazał mi miły kelner. Uśmiechnęłam się do niego szczerze i wsunęłam się pomiędzy stolik a fotel.
- Co Pani sobie życzy do picia?- Spytał grzecznie i tak dystyngowanie. Jak dla mnie trochę było tu za sztywno i nie w moim guście, jednak to nie mi było dane wybierać miejsce.
- Poproszę Cappuccino.- Odparłam. Po sekundzie dostałam upragnioną dawkę kofeiny. Dzień był ciepły, a w restauracji przyjemnie pusto. Wszyscy wybrali z oczywistych względów stoliki na świeżym powietrzu, chłonąc piękno pogody i towarzystwo swoich znajomych. Spojrzałam na zegarek i pociągnęłam łyk kawy. Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie Tatiana. Koniecznie chciała pogadać, twierdząc że jestem jedyną osobą która ją wysłucha i szczerze poradzi co robić. Nie wyprowadzałam jej z błędu... mimo charakteru wesolutkiej dziewczynki i niesamowitej gadany, lubiłam z nią rozmawiać i przebywać. Podczas pamiętnego dnia, który spędziłyśmy u Michaela na plotach i ogólnym wyciąganiu ze mnie wszystkich możliwych informacji, związało się między nami coś na kształt małej przyjaźni. Mogła na mnie liczyć i vice versa, a to jest najważniejsze. Do środka weszła wysoka brunetka o kręconych włosach. Na nosie miała czarne okulary, a jej szczupłe ciało szczelnie osłaniał płaszcz, najlepszej firmy jaką można było znaleźć w mieście. Powiedziała coś z uśmiechem do kelnera, który wodził wzrokiem po jej obcisłej sukience, którą widać było pomiędzy rozpięciem płaszcza. Po sekundzie słuchania, co kobieta ma do powiedzenia, spojrzał na salę, a później gładkim ruchem wskazał mój stolik. Nie mylicie się... kobieta, która zrobiła tak piorunujące wrażenie na kelnerze to Tatiana. Posłała mu kolejny zalotny uśmiech, po czym pognała lekkim krokiem w moją stronę.
- Przepraszam za spóźnienie ale na mieście są straszne korki.- Odparła, jednocześnie całując mnie delikatnie w policzek.
- Nic się nie stało.- Uśmiechnęłam się.
- Jedno expresso.- Mimochodem powiedziała do tego samego kelnera co wcześniej, który zdążył się zamienić z kolegą obsługującym salę. Najwidoczniej Tatiana wpadła mu w oko.
- Już przynoszę.- Zaćwierkał męskim głosem, trochę przesadnie eksponując swoją wspaniałość.
- Oni są tacy zabawni.- Szepnęła Tatiana, nachylając się do mnie gdy kelner zniknął z pola widzenia.- Zawsze robią to samo.
- Dziwisz się im? Wyglądasz zjawiskowo, nic dziwnego że każdy facet ma ochotę Cię schrupać.- Zaśmiałam się pod nosem. Machnęła dłonią w powietrzu i puściła w moją stronę oczko.
- Wiesz jak poprawić kobiecie humor.
- W końcu sama nią jestem.- Upiłam łyk swojej kawy.- Teraz lepiej powiedz dlaczego chciałaś się tak nagle spotkać. Mam nadzieję, że nic się nie stało...- Pokręciła szybko przecząco głową i pokazała mi dłonią, że zaraz mi wszystko opowie, tylko poradzi sobie z kelnerem, który właśnie zmierzał do nas z zamówieniem. Po jego minie wnioskowałam, że był ochoczo nastawiony do kolejnego spotkania z Tatianą, a nawet być może odważy się by zaprosić ją na randkę. Podejście pierwsze...
- Pani zamówienie.- Odparł uwodzicielskim głosem, wysyłając w jej stronę popisowy uśmiech nr. 12.
- Bardzo Panu dziękuje.- Zamruczała mierząc go zaczepnym wzrokiem. Kelner wysłał do niej kolejny uśmiech, przygryzł wargę i najwyraźniej wyszedł z założenia, że raz się żyje i zapyta się o to, o czym marzył od kiedy tylko zobaczył ją w drzwiach restauracji.
- Wiem, że jako kelner nie powinienem...- Zaczął.- ...ale czy nie poszłabyś ze mną na kawę?- Dokończył patrząc się na nią odważnym wzrokiem. Tatiana spojrzała się na mnie z ukosa i oblizała powoli usta. Wyprężyła się na krześle, założyła nogę na nogę i zrobiła przepraszającą minę.
- Przepraszam, ale mam już kogoś.- Wytrzeszczyłam na nią oczy. Czyżby to właśnie o tym chciała mi tak usilnie powiedzieć? Kelner wypuścił powoli powietrze z płuc, uśmiechnął się nietęgo i pokiwał głową.
- Rozumiem, musiałem spróbować. Jakby co jestem do usług.- Po koszu oddalił się na zaplecze. Zmarszczyłam brwi i nachyliłam się nad stołem.
- To o tym chciałaś mi powiedzieć? Masz chłopaka?
- Można tak to ująć... znaczy...- Zaczęła plątać się w zeznaniach.
- Mów, naprawdę mamy czas. Tylko proszę, po kolei.- Nakazałam uśmiechając się pod nosem. Wyglądała naprawdę potulnie... jeszcze parę sekund temu, była żyletą która nie bała się nikogo ani niczego, a teraz jej oczy były niepewne, trochę zagubione... całkiem inna osoba. Napiła się swojego expresso i odetchnęła z uśmiechem na ustach.
- Zakochałam się.- Wyrzuciła z siebie spokojnym głosem, a z jej ust nadal nie schodził dziki uśmieszek podniecenia. Uniosłam do góry brwi i zaplotłam ręce na klatce piersiowej.
- To już kochana zdążyłam wywnioskować z Twojego zachowania.- Mruknęłam, powstrzymując się od śmiechu. Poprawiła zgrabnym ruchem swoje czarne włosy, uśmiechając się jeszcze szerzej.
- Za szybko mnie przejrzałaś...- Poskarżyła się.
- Poproszę o szczegóły. Naprawdę jestem ciekawa, kto jest tym szczęśliwcem.
- Na początku to była tylko przyjaźń...- Zaczęła, jednak nadal nie zdradzała imienia chłopaka, który aż tak zamieszał w jej życiu. Postanowiłam grzecznie poczekać, aż sama mi powie, wtedy albo grzecznie jej wyperswaduje całą tą miłość albo pobłogosławię i kupie obrączki, w końcu jestem jej przyjaciółka co nie?- Świetnie mi się z nim rozmawia, zawsze mogę na niego liczyć... po prostu anioł, nie człowiek.
- Z Twojego opisu wnioskuje, że albo trafiłaś na ideał, albo go sobie wymyśliłaś...- Zaśmiałam się przyjaźnie, a ona dołączyła się potakując porozumiewawczo głową.
- Raczej pierwsza opcja... choć czasem myślę, że to sen. Jest wspaniały i taki wyjątkowy, a gdy jest blisko zapominam o bożym świecie.
- Hah!- Prychnęłam, uważnie się w nią wpatrując.- Kurczę, a może ma on brata?- Puściła do mnie oczko.
- I to nie jednego.- Pomachała przed moją twarzą, swoim zgrabnym palcem.
- No to już wiemy, co zrobisz w pierwszej kolejności...
- Co?- Spytała zaciekawionym głosem.
- No jak to co? Szybciutko przedstawisz mnie jednemu z nich!- Zarechotałam, a ona ledwo nie spadła z krzesła, zakrywając roześmianą twarz. Absolutnie nie przejmowaliśmy się tym, że dwóch chłopaków, którzy siedzieli w rogu sali, przez cały czas przyglądali się nam nieprzerwanie coś do siebie szepcząc.
- Ashley jesteś naprawdę niemożliwa!- Klepnęła mnie w ramię, a ja spojrzałam z ukosa na tamtą dwójkę i pomachałam im z nieukrywanym uśmieszkiem. Czy oni naprawdę myśleli, że nie zauważymy ich zachowania? Ach ci faceci... A tym najwyraźniej, moja uwaga bardzo się spodobała, ponieważ uśmiechnęli się do mnie uwodzicielsko i kiwnęli w moją stronę podbródkiem.- Widzę, że Ty mnie w roli swatki, to raczej nie potrzebujesz.
- Mówisz o nich? Nie mogłam się powstrzymać...- Przygryzłam wargę i upiłam łyk cappuccino.- Lepiej jednak wróćmy do tematu... dowiem się w końcu o kogo chodzi?
- Znasz go.- Poinformowała mnie, a ja jak na zawołanie zaczęłam śledzić w myślach wszystkich naszych wspólnych znajomych, których powiem szczerze ale nie było dużo. Zmarszczyłam brwi...
- To jakaś gwiazda?
- Zgadza się.
- I ja go znam?
- Zgadza się.- Na te słowa rzuciłam w nią serwetką.
- Powiedz to jeszcze raz, a użyję czegoś twardszego.- Ostrzegłam, widząc jej cwaniacki uśmieszek.- Poproszę imię i nazwisko...
- Michael Jackson.-... BACH! Kulka między oczy, chwila zamroczenia, ogólnej nostalgii. Pierwsza myśl, może jednak się przesłyszałam, potężne i bolesne uderzenia serca.
- Mike?- Powtórzyłam sucho, starając się usilnie powstrzymać przerażony wyraz twarzy. Nie... to jakieś szaleństwo, absurd, który zakrawał o śmieszność. Dlaczego to tak zakuło? Przecież dobrze wiedziałam, że między mną a Michaelem w tym momencie jest tylko przyjaźń, że nasze relacje ograniczają się do długich spotkań i namiętnych rozmów... żartów... o matko, czy ja byłam zazdrosna?
- Tak, wiem że to śmieszne... ale naprawdę się w nim zakochałam.- Potwierdziła, a ja zauważyłam z rozżaleniem, że ta odpowiedź wcale nie przyniosła mi ulgi.
- Nie, to nie jest śmieszne...- Zaprzeczyłam. Wypuściłam dyskretnie powietrze by się uspokoić.- Mówiłaś mu o swoim uczuciu?
- Nie, jeszcze nie było okazji...- Spuściła rozmarzone oczy, rysując coś bez sensu na blacie stolika.
- Musisz z nim o tym porozmawiać...- Palnęłam cokolwiek, by nie wyjść na bezduszną. Starałam się jak mogłam by myśleć trzeźwo i by wyprzeć z głowy i ust gorzki posmak zazdrości.
- Wiem i mam zamiar to zrobić jak najszybciej. Nawet mam już niezły pomysł na to jak to zrobić.
- Jaki?- Spytałam odruchowo.
- Zobaczysz, na razie to niespodzianka, na pewno się o tym dowiesz, bo będzie o tym głośno.- Zaklaskała radośnie w dłonie, a ja zmusiłam się do uśmiechu i do względnej uwagi.- Tylko mam do Ciebie prośbę...
- Jaką?
- Nie mów o niczym Michaelowi.- Złapała mnie za dłonie, a ja aż podskoczyłam do góry. Otrząsnęłam się z tego nieznośnego otępienia i pokiwałam twierdząco głową.
- Jasne... możesz na mnie liczyć.- Mruknęłam.- Wiesz, muszę już lecieć...- Wyjęłam portfel i zapłaciłam za obie kawy.- Dziś ja stawiam.
- Odprowadzę Cię.- Rozpromieniona Tatiana wstała za mną pośpiesznie i złapała mnie pod rękę. Posłałam jej blady uśmiech. Kierowałyśmy się do drzwi, gdy nagle dwójka wcześniej wspomnianych chłopaków, podeszła do nas odważnie.
- Cześć dziewczyny.- Zaczął ten o długiej blond grzywie.
- Cześć.- Powtórzył za nim jego kolega, o idealnie wystylizowanych, długich, brązowych włosach i lekkim, męskim zaroście.
- Cześć. Tatiana już Wam nie przeszkadzam.- Wymamrotałam i żwawo popchnęłam drzwi restauracji, szybko wysuwając się z uścisku Tatiany. Dobrze wiedziałam, że to o nią im chodzi, więc wcale nie miałam ochoty słuchać jak spławia ich tym samym tekstem, co tego biednego kelnera. Wyszłam na zewnątrz i pomachał w górze dłonią, by szybko złapać taksówkę. Na całe moje szczęście jakaś po sekundzie się przy mnie zatrzymała. Złapałam za klamkę i już miałam wsiąść, gdy nagle ktoś chwycił mnie za ramię.
- Tatiana, naprawę się...- Zaczęłam, żwawo się odwracając, jednak ku mojemu ogólnemu zdziwieniu za mną stał brunet z restauracji, a nie moja przyjaciółka. Uśmiechnęłam się dziwnie i zmarszczyłam brwi.- Tak... ty stanowczo nie jesteś Tatiana.
- Twoja znajoma, postanowiła poznać się z moim kolegą.
- Myślałam, że ty też na to liczysz...- Zamruczałam obojętnym głosem, chcąc jak najszybciej wsiąść do taksówki i odjechać. Miałam jedynie w głowie słowa Tatiany i jej promienne wyznanie miłości. Chłopak uśmiechnął się przyjaźnie i pokiwał przecząco głową...
- Ja w restauracji patrzyłem na Ciebie, a nie na nią.
- Słuchaj...- Zaczęłam, ale tak naprawdę nie wiedziałam co mu mam powiedzieć. Znów pokiwał głową.
- Nic nie mów. To moja wizytówka, będę naprawdę szczęśliwy jak zadzwonisz...- Zamknął mi w dłoni białą kartkę, uśmiechnął się nieśmiało i wkładając dłonie do kieszeni odszedł. Stałam tak przez chwilę, nie wiedząc co właściwie się stało... Chodziło mu o mnie... to jakiś żart. Moje myśli nadal nie dowierzały. Wsiadłam do taksówki i dziwnym głosem powiedziałam kierowcy adres, po czym zaczęłam wnikliwie lustrować wizytówkę.
- Renier Valentine.- Przeczytałam.
- Coś Panienka mówiła?- Taksówkarz zwrócił się do mnie.
- Nie, ja tak tylko do siebie.- Zorientowałam się, że jak na mówienie coś pod nosem, zrobiłam to dość głośno.- Ren...- Wyszeptałam, obracając wizytówkę w palcach. Zaśmiałam się.- Po japońsku, kwiat lotosu.
...
Pogłaskałam ją po brzuchu i uśmiechnęłam się pogodnie, widząc jej rozanieloną minę. Od czasu kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży stała się całkiem inną osobą. Oczywiście nadal przejawia wiele cech prawdziwej punkówy, jednak starała się powstrzymywać kiedy to było konieczne, a czasem wręcz niezbędne. Tak więc wspaniałomyślnie zrezygnowała z imprez oraz spożywania alkoholu pod jakąkolwiek postacią.
- Jak się czujesz?- Mruknęłam ciepłym głosem.
- Ach, na szczęście mdłości już ustąpiły, bo gdyby trwało to o chociaż jeden dzień dłużej, zwariowałabym i w końcu trafił by mnie jasny szlak.
- Ale wytrzymałaś, teraz będzie łatwiej.- Spojrzałam na kanapę, na której rozpostarł się Carlos, uważni oglądając jakiś durny teleturniej. Uniosłam do góry brwi i zawarczałam zaczepnie, siadając koło niego. Wskazał palcem na ekran i pokiwał z uznaniem głową.
- Świetne, naprawdę świetne.
- Tsa... A Ty to widzę, że się już na dobre tu zadomowiłeś.- Odparłam.- Lepiej powiedzcie mi jak stoi sprawa, a Ty Carlos łaskawie zacznij się dokładać do czynszu.
- Zauważyłaś... - Podrapał się z zakłopotaniem po głowie.
- Zauważyłam?- Prychnęłam przyjaźnie.- Rano wstaje, jesteś. Wychodzę, jesteś. Przychodzę, jesteś. Kładę się spać, jesteś. Albo jestem głupia, albo już dawno zamelinowałeś się w pokoju Finix. Więc?
- Carlos...- Finix go ponagliła.
- Dobra... Można ująć to tak, że się wprowadziłem. Wczoraj jak Cię nie było, przerobiliśmy nieco pokój Finix, tak byśmy się tam jakoś pomieścili... oczywiście dołożę się do czynszu i w ogóle...
- Carlos...- Zaczęłam, jednak on dostał istnego słowotoku.
- Wiem, Ash jak tylko trochę zarobię, znajdę jakieś lokum dla mnie i dla Finix...- Wybałuszyłam oczy i pokręciłam przecząco głową.
- Nie, coś ty możecie tu mieszkać ile chcecie... naprawdę, nie musicie się śpieszyć...- Perspektywa tego, że zostanę w tym mieszkaniu sama jak palec, trochę mnie przerażała.
- Kochanie prędzej, czy później i tak by do tego doszło. Jeden pokój to za mało dla dwójki dorosłych i dziecka.- Finix objęła mnie czule i przyłożyła swój ciepły policzek do mojego.
- Kiedy?- Spytałam nieswoim głosem.
- Góra dwa tygodnie.
- Ja Cię ... ach... muszę znaleźć lokatora.- Mruknęłam zawiedzionym głosem. Wszystko wskazywało na to, że w niedługim czasie będę musiała zostać w tym mieszkaniu sama jak palec... codziennie... w pustym mieszkaniu.- Tak, stanowczo muszę kogoś znaleźć.
- Tylko nie jakiegoś psychopatę.- Wtrącił się Carlos, a ja zmarszczyłam brwi i pociągnęłam żałośnie nosem.
- Dzięki za wskazówkę... jeszcze jakieś zastrzeżenia?
- Nie, myślę że jak nie będzie to psychopata, to wszystko inne będzie ok.
- Przymknij się.- Finix uderzyła go z miłością w głowę, a on niestety ale nie zdążył uniknąć ciosu.- Ash pomogę Ci kogoś znaleźć, zobaczysz będzie to jakiś przystojniak.
- Ona ma już jednego adoratora...- Carlos grzecznie przypomniał, starannie zakrywając się przed kolejnym ciosem. Nadymałam policzki i poczochrałam włosy.
- A kto powiedział, że sam adorowany nie ma kilku adoratorek?- Sapnęłam z bezsilnością, czując jakiś dziwny uścisk pod mostkiem. Tak... do kompletu przypomniało mi się, jak moja przyjaciółka wyznała mi miłość do kogoś, do kogo i ja czułam coś więcej niż przyjaźń. Carlos przybliżył się do mnie i szturchnął w bok, puszczając jednocześnie oczko.
- Zazdrosna?- Spytał zaczepnym głosem.
- A ty nie masz nic do roboty w tej chwili, Carlos?- Już bardziej ironicznie nie mogłam brzmieć.
- Właśnie kochanie... może idź do sklepu po bułki.- Finix poklepała go przyjaźnie po plecach i pocałowała w usta.
- Ach... od kiedy jest w ciąży nie potrafię jej odmówić.- Zamruczał, po czym zwlókł się z kanapy i zwrócił się w stronę drzwi. Po chwili wyczekującej ciszy już go nie było. Finix odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Mów, co się stało.
- To naprawdę nic...
- Jasne. Mów, pamiętaj że jestem w ciąży i nie można mnie denerwować.
- Teraz będziesz to wykorzystywać ile wlezie, co?- Zachichotałam, widząc zaciętą minę mojej kochanej siostry.
- No jasne, wszystkie chwyty dozwolone.- Ponagliła mnie gładkim ruchem podbródka, bym zaczęła w końcu mówić.
- Rozmawiałam z Tatianą.- Wymamrotałam.- Chciała mi powiedzieć jak przyjaciółce, że się zakochała.
- Po pierwsze w kim, a po drugie dlaczego aż tak Cię to zmartwiło?- Zmrużyła oczy i przyjrzała mi się uważnie, a ja ukryłam twarz w dłoniach.
- A jeśli powiem, że zakochała się ona w Michaelu?- Podniosłam na nią wzrok.
- To powiem Ci, że masz przerąbane.- Zawsze wiedziała, co powiedzieć...
- To mi nie pomaga wiesz?
- Wiem kochanie, przepraszam. Zacznijmy od początku...- Rozsiadła się na kanapie.- Co czujesz do Michaela?- Odetchnęłam głęboko.
- Myślę...- Zaczęłam, jednak bałam się tego co usłyszę.- Nasze uczucie zmieniało się wraz z biegiem tych wszystkich wydarzeń. Nie umiem powiedzieć na ten moment, czy to jest tylko i wyłącznie przyjaźń, czy może coś więcej... ja nie wiem.- Mruknęłam bezsilnie.
- Musisz się szubko dowiedzieć... Tatiana jest piękną kobietą. Nie wiemy jak zareaguje Mike na jej wyznanie miłości. Jeśli nie chcesz stracić szansy na miłość, powinnaś uporządkować swoje uczucia i zdecydować.- Pogładziła mnie po policzku.
- Wiem... Finx dziękuje Ci. Mam nadzieję, że mieszkając z Carlosem będziesz szczęśliwa.- Przyciągnęłam ją do siebie i pocałowałam w policzek. Uśmiechnęła się przyjaźnie.- Nie musisz się o mnie martwić, w parę dni znajdę jakiegoś lokatora i wszystko pozałatwiam.
- Jesteś pewna, że dasz sobie radę? Może, któryś z BLAST z Tobą zamieszka?- Rzuciła luźną propozycję, jednak szybko pokręciłam przecząco głową.
- Coś ty... oni mają już mieszkanie. Nie ma sensu robić zamieszania...
- Dasz sobie radę, siostra.- Szturchnęła mnie w bok, a ja zmarszczyłam brwi.
- Tak, dam...- Nie mam innego wyboru. Dodałam w myślach, czując w kościach że nadchodzą kolejne przeciwności. Znów moje życie odwróci się o sto osiemdziesiąt stopni, zmieniając moje dotychczasowe ustalenia nie do poznania. Może zmieni się na leprze, może na gorsze, a może koniec końców wszystko pozostanie takim jakie jest, jednak wiem jedno... tak, czy siak będzie mnie to kosztowało mnóstwo zdrowia i nerwów... Taka jedna, wielka psychoterapia, tylko nie wiem czy nie wyjdę z tego z gorszą psychiką niż na początku...
I tak zakończyła się kolejna część mojego opowiadania. Ostatnio pisze mi się łatwiej, ponieważ już trochę moich stresów odeszło w niepamięć... Kolejne tygodnie mijają i powoli wszystko układa się w jedną, niepowtarzalną całość. Mam nadzieję, że nadal będziecie wpadać na mojego bloga, by zobaczyć co u Ash i Michaela. Serdecznie Zapraszam! ;)
sobota, 21 kwietnia 2012
Czas zacząć kolejną część. Ostatnio mam dziwne poczucie, że gdzieś zanikam. Ja i moje życie… moja twórczość, przyzwyczajenia i małe przyjemności. Wszystko staje się przezroczyste, niezauważalne. Może to głupie, jednak czuję się z tym nieswojo… obco. To co było, staje się wyblakłe, a to co będzie wydaje się niepewne. Może to chwilowa słabość, spadek formy spowodowany nawałem pracy i stresu, jednak ciemność w sercu niebezpiecznie się szerzy i coś trzeba z tym zrobić… stanowczo tak. Ach no cóż… Zapraszam na kolejną część mojego opowiadania. Mam nadzieję, że spodoba się Wam i że sprostałam waszym wymaganiom.
***************
Palący ból i niesamowita nicość. Złość, która przelewa się w myślach i gorycz podstępnie napełniająca serce. Zimne krople deszczu spłynęły po moich policzkach, przynosząc ulgę i połowiczny spokój. Biegłam… przez dłuższy czas, donikąd, w nicość. Stanęłam na środku chodnika i spojrzałam w niebo. Ogromne krople obrzuciły moją twarz. Nie mogłam uciekać… przecież to głupie… dziecinne. Wiedziałam jedno, do mieszkania nie wrócę, nie dzisiaj. Mogę się założyć, że cała paczka się tam zamelinowała… Shin też. Właśnie. Musiałam się gdzieś zatrzymać. Dobry pomysł to błogosławieństwo, a dobry przyjaciel to skarp. Ja na szczęście miałam kogoś takiego… … - Ashley…- Stałam w jego domu, ociekając wodą i wyglądając jak pół nieszczęścia. Doskoczył do mnie z prędkością światła i już po chwili wycierał moje niesforne włosy ręcznikiem. Spojrzałam na jego T-shirt z Myszką Miki, a na mojej twarzy mimowolnie wykwitł przyjazny uśmiech. - Maraton z Disneyem?- Mruknęłam. Uśmiechnął się do mnie i mocniej poczochrał moją czuprynę. - Jak będziesz grzeczna, też Ci taką załatwię.- Zaśmiał się. - Ja chcę z Pluto.- Odparłam. Nawet nie zauważyłam jak przenieśliśmy się na górę. Piękny wystrój korytarzy zapierał dech w piersiach, a cudowne kwiaty, które stały na każdym napotkanym stoliku lub komodzie, pachniały niczym cały ogród przyjemności. Tak słodki, miły i odprężający. Poznałam drogę, którą szliśmy… poznałam również drzwi. To jego sypialnia. Weszliśmy do środka, a on zanurkował w swojej szafie, czegoś usilnie szukając. Nareszcie wynurzył się z niej po paru sekundach. W ręku trzymał swój T-shirt, a na jego twarzy wykwitł uśmiech satysfakcji. Podszedł do mnie i wcisnął mi go do rąk. - Proszę. Idź się wykąp, zrelaksuj, a potem pogadamy. Wiesz gdzie są ręczniki?- Zapytał czysto teoretycznie. Oczywiście, że wiedziałam, przecież po naszej pierwszej nocy, również brałam kąpiel. Na moich policzkach pojawił się zdradziecki rumieniec. - Dziękuje…- Mój głos czuł się zawstydzony. Wcale mu się nie dziwiłam. - Za co? - Za to, że tak bez słowa przyjąłeś mnie pod swój dach. - Przestań… to było dla mnie oczywiste. Powiesz mi co się stało jak będziesz gotowa. Wtedy Cię wysłucham…- Był blisko. Jego oddech muskał moją szyję, a przyjemny zapach przenosił mnie w stan błogiego upojenia. Jego ciepła dłoń ujęła moje ramię, a przenikliwe oczy patrzyły prosto w moje. - Michael… - Idź. Poczekam na ciebie.- Uśmiechnął się pogodnie. Postanowiłam nie opierać się zbyt długo i prędko pójść, by zażyć tego małego luksusu jakim była kąpiel w ogromnej wannie Mike’ a. Łazienka była przepiękna. Biel kafelków i srebrne wykończenia, nadawały całości niezwykłego szyku i dostojności. Subtelny powiew świeżości spowodowany delikatnym błękitnym oświetleniem wanny i lustra sprawiał, że wchodząc miałeś ochotę zostać tam na zawsze. Napuściłam pośpiesznie wody i dolałam trochę płynu do kąpieli o zapachu morskiej bryzy. Bąbelki i ciepło wody szybko rozluźniają… przygotowują, skłaniają do rozmyślań i zachęcają do zwierzeń. Już byłam gotowa… zanurzyłam się przeciągle w wodzie i stwierdziłam, że trochę mi się zejdzie… myślę, że godzina wystarczy… ach może półtorej. … Wytarłam się do sucha i założyłam na siebie bieliznę oraz T-shirt Michaela. Był odpowiednio za duży i odetchnęłam z ulgą, zauważając że odpowiednio zakrywa to co trzeba. Przeczesałam mokre włosy dłonią, by już nie sterczały na wszystkie strony i odetchnęłam głęboko, zbierając w sobie odwagę by wyjść. Nie miałam pojęcia jak to się wszystko może potoczyć. Dobrze wiedziałam, że nadal coś czuję do Michaela i zresztą zapewne on do mnie też. Odczuwałam całkiem uzasadnioną obawę, że sprawy mogą przybrać całkiem ciekawy i dość gorący obrót. Nagle w mojej głowie rozbrzęczały kolące słowa Shina, a przed oczami ujrzałam jego pełen złości wzrok. „ Nigdy nie kochałaś go całym sercem.” Słowa ranią, a te były niczym tępa łyżeczka, która próbowała wydłubać moje serce kawałek po kawałku. Moja miłość do Nobu była prawdziwa… Kochałam go całym sercem i nadal tak jest. Nie miał prawa tego mówić. Potrząsnęłam głową by odsunąć od siebie te niemiłe myśli. Skierowałam się do wyjścia i szybko, bez zastanowienia, nacisnęłam na klamkę. Zdezorientowanym wzrokiem rozejrzałam się po sypialni i zatrzymałam uwagę na łóżku. Otóż siedział na nim Mike, a przed nim stały przeróżnie słodkości. Czekoladowe groszki, pianki, żelki, chipsy, ciastka… - O matko i Ty to masz zamiar wszystko zjeść?- Wydukałam powoli zbliżając się do niego. - Nie ja, tylko my.- Poinformował, jednak jego oczy były zajęte czymś innym. Ciepły wzrok lustrował mnie od góry do dołu, na moment zatrzymując się na gołych nogach. Zarumieniłam się i obciągnęłam koszulkę do dołu, po czym szybko usiadłam po turecku na łóżku i zapchałam buzię pianką. Widząc moje pocieszne zachowanie, uśmiechnął się promiennie, a w jego oczach można było dostrzec te niesamowite ogniki. Najwyraźniej bardzo się cieszył z zaistniałej sytuacji. Wpadłam do jaskini lwa… jak widać bardzo wygłodniałego lwa. O ja biedna… Wyczułam w swoich myślach, słodką nutę sarkazmu. - Będę gruba, panie Jackson. Dodam, że to będzie wyłącznie pana wina.- Wydukałam, wcinając kolejną porcję słodkiej pianki. O dziwo zamiast protestować i usilnie starać się udowodnić swoją domniemaną niewinność, wyszczerzył białe ząbki w uśmiechu i z wielką gracja podsunął mi pod nos miseczkę z różowymi kulkami.- Ej ty też masz jeść. Razem zaczniemy nosić ciuchy w rozmiarze XXL. - Z Tobą mogę nawet namiot nosić. Widziałem nowy typ w telewizji, kwiecisty wzór i wystające druty, na pewno dodały by nam uroku.- Zażartował, a ja ze śmiechu omal nie spadłam z łóżka. Posłałam mu zaczepnego kuksańca w kolano. - Zabawne.- Poinformowałam.- Dziękuje, że mogę zostać.- Wypaliłam, tłumiąc w sobie resztki ataku śmiechu. Jego mina spoważniała, jednak nadal mogłam w nim dostrzec przyjaciela. Zmarszczyłam brwi. Właśnie sobie uświadomiłam, czego ode mnie oczekuje… - Ashley jak nie chcesz, to nie musisz mi mówić co się stało.- Zaczął, a jego dłoń niby przez przypadek przykryła moją. Zgrabne palce owinęły się dookoła nadgarstka, a jeden z tych niegrzecznych pasemek włosów, wyrwał się niepokornie z upięcia i teraz w najlepsze wisiał koło jego idealniej twarzy.- Jednak uważam, że wyżalenie się komuś naprawdę pomaga. - Dużo się stało.- Stwierdziłam, opierając się plecami o poręcz łóżka. Na mojej twarzy pojawił się kwaśny uśmiech.- Pokłóciłam się z Shinem. - Co?- Spytał, jakby takie coś w ogóle nie mogło mieć kiedykolwiek miejsca.- Przecież on jest w Ciebie zapatrzony jak w obrazek. Nigdy by złego słowa na Ciebie nie powiedział… - Do dzisiaj tak było. Jednak ktoś się wciął w ten idealny układ. - Mówisz o jego dziewczynie?- W jego głosie wyczułam nutkę pewności. - Trafiony, zatopiony.- Pokiwałam z uznaniem głową. Szybko zgadł.- Wszystko byłoby ok. gdyby ta cała Andie nie okazała się zwykłą szmatą.- Uderzyłam pięściami w kolano, po czym spojrzałam na Mike’ a przepraszającym wzrokiem.- Poniosło mnie.- Mruknęłam. - Czyli to przez nią ta cała kłótnia? - Zaczęło się dzisiaj, gdy Shin nie zjawił się na próbie. - To nie w jego stylu. Gra na gitarze jest jego życiem.- Zdziwiło mnie to, jak dobrze Michael znał nas wszystkich i każdego z osobna. Ten człowiek umie niesamowicie słuchać. Najwyraźniej każdą usłyszaną informację koduje w głowie, a potem wykorzystuje gdy to jest potrzebne. To się chyba nazywa „słuchanie ze zrozumieniem”. - Właśnie… dlatego również się zmartwiłam. Próbowaliśmy do niego dzwonić, lecz nie odbierał.- Zaczęłam streszczać wszystko to co się stało.- Japh w między czasie opowiedział nam o tym jak wpadł przypadkiem na Shina i Andie. - I jak wrażenia? - Raczej mało pozytywne. Andie od razu zaszła mu za skórę, a on najchętniej spakował by ją do pudełka i wysłał ekspresem do Abudabi.- Tym stwierdzeniem wywołałam u niego falę intensywnego rechotu. Przygryzł z rozbawieniem wargę, a na jego policzkach pokazały się słodkie dołeczki. Kolejny kuksaniec w jego stanowczo zbyt idealne kolano. - Ałć! Bolało!- Zaprotestował, starając się oddać zaczepkę, jednak starannie unikałam jego ataków. - I miało boleć!- Zaśmiałam się. - Skoro nie mogę Ci oddać, to chociaż opowiedz co było dalej.- Mruknął, zaplatając ręce na klatce piersiowej. - Kiedy tak sobie rozmawialiśmy na temat nowej miłości Shina, zadzwonił telefon z komisariatu. Złapali Shina na tym, że posiadał przy sobie Marihuanę.- Wymamrotałam, pocierając nerwowo kark. Całe napięcie zaistniałej sytuacji, nie chciało mnie ani na moment opuścić.- Ulżyło mi, gdy powiedzieli że go nie przymkną. Ilość jaką posiadał była dozwolona. - Zaraz… czegoś tu nie rozumiem.- Pokręcił swoją głową, a kręcone pasma czarnych włosów frywolnie podskoczyły do góry.- Skąd u niego wzięły się narkotyki? - I tu właśnie mamy problem.- Zmarszczyłam brwi, na samo przypomnienie sobie tej całej niedorzecznej sytuacji.- Andie go poprosiła, żeby je przechował. Ona już podpadła ochroniarzom i od pewnego czasu mieli na nią oko. - Jest uzależniona? - Twierdzi, że to nie dla niej tylko da jej chorej matki.- Spojrzałam na niego, jednak ujrzałam zdziwienie.- Są teorie, że palenie marihuany przez osoby chore na nowotwór, pomaga im złagodzić ból.- Wyjaśniłam, a na jego twarz powoli wypływało zrozumienie. Nachylił się do przodu i strzepnął z mojego ramienia wyimaginowany paproch. Ten ruch, niby nic nie znaczący, nadał tej sytuacji tajemniczości, intymności, chwila stała się magiczna. Jednym ruchem sprawił, że byłam gotowa powiedzieć mu o absolutnie wszystkim, gotowa porzucić strach i opory. Po prostu, najzwyczajniej w świecie zaufać i pozwolić porwać się tej niesamowitej chwili, która stworzył w zaledwie kilka minut. Uśmiech i ta szczera życzliwość… - Coś mi się zdaję, że nie za bardzo w to wierzysz…- Mruknął, a mi na chwile zrobiło się gorąco. To jego bliskość i przyjemny zapach, działały na mnie niesamowicie pobudzająco. Pokręciłam twierdząco głową. Wszystko się zgadzało, a on czytał ze mnie jak z otwartej księgi. Lustrował mnie swoimi przenikliwymi oczami, jakbym w tym momencie była jedyną osobą, która istnieje. Dla niego, dla jego duszy, uwagi, uczucia… Starał się jak mógł, by mi pomóc, by rozwiązać ten skomplikowany problem za wszelką cenę. Jakby nie mógł znieść mojego cierpienia i niepewności… Znał mnie… tak cholernie mnie znał… zna i zawsze będzie znał. - Spotkałam się z nią na parkingu przed posterunkiem policji. Miałam do niej pretensje, że gdzieś zwiała jak aresztowali Shina. Wtedy zrobiła słodkie oczka, nawciskała jakiegoś kitu młodemu, a potem zrobiła z siebie ofiarę.- Tym razem mój głos nie był przyjazny. Złość piętrzyła się we mnie niebezpiecznie, a dziwne mrowienie na karku potęgowało efekt. Andie stanęła ze mną do walki, chcąc odebrać mi tak ważną osobę jaką jest Shin. To chyba uzasadnione, że mówiąc o niej nie potrafiłam być spokojna i potulna.- Mówiąc o matce posyłała mi ironiczny i cyniczny uśmieszek. Oczywiście zatroszczyła się o to bym widziała go tylko jak i Yasu. - Wnioskuję z tego, że Shin zaczął jej bronić.- Spojrzał na moje dłonie, które nerwowo zaciskałam dla upustu swoich negatywnych emocji. Niestety to nie pomagało… jedynie moje palce pstrykały złowieszczo, a poniekąd kojący ból rozpływał się po nich powoli. Jednak musiałam wziąć się w garść i przezwyciężyć wszystko to, co przerażająco szybko zaczęło się piętrzyć w moim sercu… tą straszną ciemność, która zdawała się zalewać całą mnie. - I to jeszcze jak rycersko… nic do niego nie docierało.- Przygryzłam dolną wargę i wbiłam zamglony wzrok w ziemię.- Zaczął gadać trzy po trzy…- Zacisnęłam pięść.- Mógł powiedzieć wszystko, a uderzył tam gdzie nie powinien… tam gdzie wiedział, że mnie najbardziej zaboli. - Ashley…- Dłoń Michaela spoczęła na mojej, a ja nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy.- Co powiedział? - Powiedział, że nie kochałam Nobu… że nie kochałam go całym sercem. Zakwestionował coś, co było i jest dla mnie najważniejsze.- Nie mogłam dalej mówić, nie powinnam dalej mówić… Za dużo się nad tym zastanawiam, za dużo razy analizuję ten moment w swojej pamięci. - I to Cię tak zabolało?- Jego druga dłoń ujęła moją twarz, zmuszając bym na niego spojrzała.- Przecież wiesz, że to nieprawda. Kochasz Nobu całą sobą. Wtedy, teraz i na wieki. Shin był zdenerwowany… na pewno żałuję tego co powiedział.- Jego kciuk delikatnie głaskał kącik moich ust. - Myślałam…- Spróbowałam coś powiedzieć, jednak mój głos okazał się dziwnie kruchy i niepewny.- … byłam pewna, że akurat on to powinien wiedzieć najlepiej… widział to wszystko, był przy tym… a mimo to… - On tak nie uważa… Ash w złości ludzie mówią różne głupie rzeczy.- Nie mogłam się skupić, jego kciuk nadal miękko głaskał moją skórę, a moje spojrzenie utkwiło w pułapce jego oczu. Tak szczerych, tak pięknych… tak czułych i przenikliwych.- Jesteś dla niego ważna… - Nie chcę, żeby cierpiał…- Sapnęłam.- Mike…- Zaczęłam, a on najwyraźniej zauważył moje zmieszanie i niepewność. Niczego w tym momencie nie byłam pewna… mojego życia, uczuć, marzeń, priorytetów. Opuścił dłoń i uśmiechnął się do mnie miękko, jakby nic się nie stało. - Musicie ze sobą porozmawiać. Wyjaśnić wszystko… Przede wszystkim musisz mu powiedzieć o Andie. Z tego co mówisz, zachowuje się zbyt podejrzanie…- Mówił jednocześnie zdejmując z łóżka jedzenie i stawiając je na stoliku obok.- Obawiam się, że Shin jest jej tylko potrzebny do zdobywania narkotyków… a to może zakończyć się tylko w jeden sposób… źle. - Wiem o tym, ale on jest uparty… skoro mi wtedy nie uwierzył, to dlaczego miałby to zrobić jutro czy po jutrze?- Przyciągnęłam kolana do twarzy i zmrużyłam oczy, czując napierające brzemię, tej pozornie beznadziejnej sprawy. On mi nie uwierzył. Poczułam się wtedy jakbym była dla niego obcą osobą, a moje słowa były nic nie warte. Użalanie się nad sobą może nie jest najlepszym pomysłem… - Przestań.- Nagle ciepło Michaela zalało mnie całkowicie. Poczułam jego ciepłe ręce, gdy bez żadnego problemu przyciągnął mnie do siebie, po czym objął moje bezwładne ciało. Był tak blisko… - Przestań mówić tak, jakbyś już go straciła.- Kiedy usłyszałam te słowa, zadrżałam. Moje oczy nareszcie przestały bezsensu łzawić, a do serca napłynęła nadzieja i dotąd tak obca pewność siebie. - Masz rację.- Mruknęłam na początku cicho, jednak po chwili mój głos urósł, stał się pewny, mocny i przepełniony determinacją. Podniosłam na niego wzrok, jednak nadal nie wypuszczaliśmy z się z objęć.- Zrobię wszystko, żeby mu pomóc. Będę stać z boku, będę obserwować, interweniować w razie potrzeby… - Porozmawiasz z nim…- Zasugerował. - Nie.- Stwierdziłam.- Powiem mu, co mam do powiedzenia na temat tej jego Andie, lecz nie mam zamiaru udawać, że nic się nie stało. Uderzył… Brawo zabolało jak cholera.- Odparłam i nagle spostrzegłam jego cwaniacki uśmiech, oraz jeden dość znaczący szczegół. Otóż nadal tkwiliśmy w uścisku. Jego ciepłe dłonie dotykały moich pleców, obejmował mnie, czułam jego oddech, spojrzenie… Odskoczyłam do tyłu jak oparzona, bojąc się tego, co mogło by się stać dalej. Uśmiechnęłam się głupkowato, widząc że moje zachowanie również go rozbawiło. - Moja mała, uparta Ashley…- Pokręcił zalotnie głową i wstał.- Połóż się, a ja pójdę coś załatwić, jak by co znajdziesz mnie na kanapie w salonie.- Już miał wyjść, a ja wybałuszyłam na niego oczy. - Chyba sobie żartujesz.- Odparłam wskazując dłonią na łóżko.- Ono jest takie ogromne, a ty będziesz spał na kanapie? Zapewniam Cię, że jakoś się pomieścimy. - Jesteś pewna?- Mruknął, a jego głos sprawiał mi przyjemność i rozluźniał moje spięte ciało. Przełknęłam ślinę, ale odważnie kiwnęłam twierdząco głową. Przymknął oczy i uśmiechnął się uroczo.- Dobrze, z miłą chęcią. Śpij księżniczko, ja za jakiś czas wrócę.- Powiedział, po czym wyszedł, a ja jak przystało na grzeczną dziewczynkę postanowiłam zanurzyć się w przyjemnej pościeli. Przymknęłam oczy i odpłynęłam… jak miło… jak bezpiecznie. … - Tak, jest tutaj, naprawdę nie musisz się martwić.- Ciepły głos Michaela, obudził mnie ze snu, jednak postanowiłam nie pokazywać że już nie śpię. Z kimś rozmawiał… przez telefon… łatwo można było wywnioskować, że z Yasu.- Rozmawiałeś z Shinem?- Kolejna cisza. Słuchał z uwagą, co ten po drugiej stronie ma do powiedzenia.- Niestety ona nie jest tak pokojowo nastawiona. Powiedziała, że zrobi wszystko by mu pomóc, lecz tak łatwo nie zapomni.- Pragnęłam z całych, sił by usłyszeć to co troskliwy głos Yasu ma do powiedzenia, jednak nie było mi to dane.- Ona kochała Nobu… tak naprawdę nigdy nie przestanie. Zabolało ją to, że najbliższa osoba jaką jest Shin, podważyło to bez mrugnięcia okiem.- Jego głos był przyciszony, jednak dość pewny siebie. Nagle odwrócił głowę w moją stronę, a ja w ostatniej chwili zdołałam zamknąć oczy, by nie dostrzegł że nie śpię.- Zajmę się nią, a ty pogadaj z Shinem. Później do Ciebie zadzwonię…- Odłożył słuchawkę, a ja zacisnęłam mocniej oczy, by łzy wyciśnięte przez te szczere słowa Michaela, nie wydostały się na wierzch ukazując moją słabość. Postanowiłam znów zatopić się w śnie… odpoczynku… wytchnieniu… pozwolić by choćby na te parę godzin mój mózg odetchnął, bym mogła obudzić się jutro z nową siłą. Siłą by wybić wszystkie głupoty z głowy Shina… argumentami, a jak trzeba to również ręcznie. Szykuj się Shin… drżyj Andie.
niedziela, 11 marca 2012
Czas na kolejną część opowiadania. Przepraszam, że z pewnym poślizgiem, ale wczoraj nie mogłam wstawić:D Ostatnim razem mogliście przeczytać, jak Ashley poznała Nobu, teraz czas na Yasu. Mam nadzieje, że historia się spodoba. Być może trochę to rozjaśni sytuację i pokaże w jakim położeniu znajdowała się Ashley, jeszcze przed poznaniem Michaela. Samemu Michaelowi bardzo odpowiada to, że Ash odkryła mu trochę własnej duszy i uznała go za przyjaciela. Prawdziwego przyjaciela… Dobra to ja już nic nie piszę, tylko wstawiam nową notkę i czekam z niecierpliwością na Wasze opinie. Mam nadzieję, że przeczytacie to z zaciekawieniem. ZAPRASZAM!!!
*****************
- Panie Jackson…- Uśmiechnięta starsza pani, weszła do salonu i zwróciła się w stronę Michaela. Ten widząc ją, podszedł do niej szybkim krokiem. - Jesteś niezastąpiona Cindy…- Pocałował ją w policzek i wziął od niej dwa pudełka pizzy. Kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej niż poprzednio i zauważalnie się zarumieniła. - Niech Pan tak nie mówi.- Machnęła dłonią i już chciała mu pomóc, gdy zauważyła jak napoje, które stały na pudełkach zaczęły się niebezpiecznie kołysać, jednak Mike postanowił zgrabnie nimi balansować pomiędzy krzesłami, iście tanecznym krokiem.- Uważaj kochanieńki…- Zaśmiała się szczerze, a ja miałam okazje dostrzec na własnej skórze z jakim uczuciem wszyscy do wszystkich odnoszą się w Neverlandzie. Michael położył pizzę i napoję przede mną i przed Tatianą, po czym znów odwrócił się do Cindy. - I jak ja mam Ci dziękować.- Zakręcił się dookoła niej, po czym uścisnął ją tak ciepło i szczerze. - Nie przymilaj się tak. Ostatni raz pozwalam Ci na pizzę…- Zachichotała po czym zwróciła się w stronę drzwi.- Zostawiam Was.- Kolejny ciepły uśmiech musnął nas jak letni wiaterek, a ona po chwili wyszła. - Czy Cindy przypadkiem nie zagroziła mi, że to moja ostatnia pizza?- Spojrzał się na nas przerażonymi oczami, jednocześnie chichocząc pod nosem. Wyglądał jak bardzo przystojne dziecko, które ma niezły ubaw. - No Królu Popu! Przyznaj się jak często jesz pizzę?- Uniosłam do góry brew i zachichotałam widząc jak zaczyna liczyć na palcach, częstotliwość z jaką zamawiał ostatnio te pyszne włoskie danie, prosto do domu. Spojrzałam na rozbawioną Tatianę i szturchnęłam ją, wskazując palcem na Michaela. - Czy codziennie to dużo?- Odparł w końcu, a my buchnęłyśmy śmiechem, łapiąc się za brzuch. Rozbawił nas do łez… - Nic dziwnego, że Cindy ma pewne obiekcje co do twoich przyzwyczajeń żywieniowych.- Tatiana z ledwością wydobyła z siebie głos. Mike pokręcił przecząco głową i zgrabnym ruchem, przyciągnął do stołu fotel na którym wcześniej siedział. Kiedy nareszcie stwierdził, że już bardziej wygodnie się nie da usiąść, rozdał nam napoje i otworzył pierwsze pudełko. - Wegetariańska z podwójną ilością sera…- Mruknął, a my chłonęłyśmy pizzę samym wzrokiem. Niesamowity zapach unosił się w powietrzu, a sam wygląd zachęcał do natychmiastowej konsumpcji.- Częstujcie się.- Nakazał, jednak nie musiał długo czekać na reakcje. Najpierw Tatiana wzięła jeden kawałek ignorując jakiekolwiek maniery, a ja widząc to jak pociesznie zajada swoją porcję, postanowiłam pójść w jej ślady. - Miam.- Stwierdziłam, krótko i zwięźle. Mike spojrzał się na mnie z ukosa i zaśmiał uroczo, jednocześnie walcząc z serem, który postanowił pobić rekord Guinnesa w ciągnięciu się. - Ach i jak tu jej nie lubić? Cindy nigdy mnie nie przekona, żeby z niej zrezygnować… Wiecie, miło tu się nam gada… - Kto gada to gada…- Odparłam, zabawnie kręcąc głową i oblizując palce. - No tak, dzisiaj wyjątkowo mówisz za nas wszystkich. A pro po mówienia…- W jego czekoladowo- czekoladowych oczach zapaliły się ogniki, a ja aż bardziej wtuliłam się w fotel, nie wiedząc co ten cwaniaczek kombinuje.- Nie dokończyłaś opowiadać… Jestem ciekawy, jak na to wszystko zareagował Yasu. - Yasu, Yasu…- Tatiana zmrużyła oczy i starała się sobie przypomnieć, skąd zna to imię.- Czy to nie przypadkiem ten łysy za perkusją?!- Podniosła dłoń do góry w geście tryumfu, a ja zarechotałam słysząc jej rozbawiony ton. - Oj…-Mike zmarszczył brwi jakby coś go zabolało.- Tak na przyszłość, gdybyś kiedyś miała okazję rozmawiać z Yasu, lepiej nie mów że jest łysy… - Bo on nie jest łysy!- Postanowiłam obronić swojego przyjaciela, kawałkiem pizzy wyciągniętym do góry przed sobą. Znów zachichotałam. Ledwo udało mi się dokończyć myśl…- On się po prostu tak goli…- Parsknęłam śmiechem, a Mike długo się nie powstrzymywał, by dołączyć do tej symfonii śmieszków, rechotów i innych form wyrażania ogólnej satysfakcji z życia. - Muszę to zapamiętać…- Tatiana złapała się za brzuch, po czym względnie się uspokajając, znów spojrzała na mnie zaciekawionym wzrokiem.- Wiec jak to było… - Ach… jak już wcześniej wspomniałam, Nobu wpadł na wspaniały pomysł ucieczki…
„ – Ej…- Jęknęłam, biegnąc za nim jak szalona. Nie miałam zbytniego wyboru, ponieważ cały czas trzymał mnie za dłoń, ciągnąc za sobą jak jakąś szmacianą laleczkę. Jedyną jego odpowiedzią było spokojne spojrzenie w moją twarz, oraz ciepły uśmiech który przekonałby mnie do absolutnie wszystkiego. Z moich rozważań na temat tego jak fajnie się biegnie z chłopakiem, którego znam dopiero od jakiejś godziny, wyrwało mnie dość mało zgrabne wydarzenie. Mianowicie dotarliśmy na miejsce… on się gwałtownie zatrzymała, a ja z pełną gracją wpadłam na niego. Na całe szczęście złapał mnie w odpowiednim momencie i nie musiałam tarzać się po brudnym chodniku.- Przepraszam.- Odparłam starając się nie patrzeć mu w oczy. Czułam się dziwnie, jednak wolałam być z nim, niż siedzieć na nudnej kolacji i patrzeć na talerz bez żadnego, głębszego sensu. - Nie masz za co… funkcja bohatera, bardzo mi odpowiada.- Zażartował, sprawiając że moje oczy samoistnie spojrzały na niego. Uśmiechnął się słodko, po czym wskazał drzwi do starego magazynu.- To tutaj… Yasu już pewnie jest.- Weszłam do środka niepewnym krokiem, jakby bojąc się co ujrzę w środku. Z zewnątrz budynek nie zachwycał, a wręcz mówił „ nie wchodzić!”. Obdrapane ściany, odlatujące tynki i gdzie nie gdzie wybite szyby, oto on w kilu słowach. Jednak w środku wszystko diametralnie się zmieniało… Sala odpowiednio przygotowana do prób zespołu, może nie była luksusowa, jednak sprawiała wrażenie przytulnej i w zupełności wystarczającej. Rozejrzałam się dokładnie, kawałek po kawałku. Stare głośniki, statyw mikrofonu, futerał od gitary jak i sama gitara, mnóstwo plakatów różnych zespołów. Z całej tej wyliczanki znacząco wyróżniała się perkusja… piękna i lśniąca, a za nią dość nietypowy człowiek. Ubrany w luźną, białą koszulę, czarną marynarkę i czarne spodnie. Całości dopełniły równie czarne okulary i swobodnie zawiązany krawat. Uszy miał przyozdobione licznymi kolczykami, nawet w nosie miał jedną migoczącą kulkę, dodajmy był ogolony na łyso. W buzi nieodłączny atrybut… palący się papieros. Ustałam z boku i przyglądałam się mu dość uważnie, czekając grzecznie aż sam mnie zauważy… szczerzę powiedziawszy nie miałam odwagi pierwsza do niego zagadać.- Yasu mamy gościa…- Niebieskooki blondyn zawył od progu, podginając w biegu rękawy. Yasu wstał od perkusji i nadal trzymając w lewej ręce obie pałeczki, podszedł do mnie i wyciągnął wolną dłoń. - Miło mi Cię poznać. Nazywam się Yasu Morrison.- Uścisnęłam jego rękę i odetchnęłam z ulgą, słysząc miły ton i widząc szczery uśmiech na jego przyjemnej twarzy. - Ashley Fox. Też mi miło… tylko wiesz co? Za bardzo nie wiem, co ja tu robię.- Odparłam dziwnie szczerym głosem, nie do końca pewna, czy mam jeszcze po co wracać do domu. Spojrzał na mnie przyjaźnie, a przynajmniej tak mi się wydawało, ponieważ jego czarne okulary skutecznie przeszkadzały w dostrzeżeniu jego oczu. - Zapewne Nobu Cię porwał… jak by Ci to powiedzieć, on czasami nie myśli racjonalnie.- Wskazał dłonią salę, sugerując że mogę wejść dalej. Podeszłam do stolika, na którym leżały jakieś papiery, zgrabnym ruchem zepchnęłam je na bok, po czym usiadłam na nim. Pełen wdzięk i kunszt dobrego wychowania… - Ej, no jakbyś nie zauważył, to ja nadal tu jestem.- Tamten skrzywił się, słysząc dość mało pochlebny komentarz na temat siebie. -Więc wyjaśnij nam łaskawie, po co ją tu przyprowadziłeś.- Yasu wyjął na moment z ust papieros, po czym spojrzał kolejny raz na mnie.- Oczywiście nie mam nic przeciwko, że tu jesteś. - Słyszała moją kłótnię z ojcem…- Wymamrotał, mało dumny z powodu tego incydentu. - Znając Was to pewnie, nie tylko ona ale i cała restauracja to słyszała. - Jesteś jasnowidzem?- Uniosłam do góry brwi i zachichotałam niewinnie, wielce rozbawiona. Dobrze się czułam prowadząc tak lekką, luźną i mało zobowiązującą rozmowę. Nobu przedrzeźnił go, po czym wziął gitarę i podłączył ją do wzmacniacza. - Nie, ale blisko.- Uśmiechnął się pod nosem i usiadł za perkusją, nadal kontynuując.- Po skończeniu liceum, chcę iść na prawo. - Prawo?- Powtórzyłam chyba najtępiej jak potrafiłam.- Ja zaczynam w tym roku medycynę… - Myślałem, że jesteś od nas młodsza…- Podrapał się z zamyśleniem. Odchyliłam głowę do tyłu i przymknęłam na chwilę oczy. - Jestem aktualnie w drugiej klasie liceum. Wygrałam olimpiadę medyczną i dzięki temu, zaczynam wcześniejsze studia.- Wymamrotałam niechętnie.- Taki przyśpieszony kurs…- Yasu pociągnął z przejęcia dymem z papierosa, a Nobu podszedł bliżej i spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem. - Porwałem geniusza…- Sapnął, starając się jednocześnie by nie wypuścić z dłoni kostki do gry. Yasu machnął na niego dłonią i podrzucił pałeczki do góry, tak profesjonalnie i niesamowicie. Zakręciły się w górze i wylądowały ponownie w jego smukłych dłoniach. - To może coś mi zagracie?- Spytałam, po części chcąc odepchnąć zainteresowanie od mojej osoby. Nobu uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na Yasu z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy. Ten pokiwał twierdząco głową i wystukał rytm pałeczkami. I się zaczęło… pierwsze dźwięki bębnów, a do tego wspaniała gitara. Melodia szybko wpadała w ucho sprawiając, że nie potrafiłam wyjść z podziwu. Nie spodziewałam się, że spodoba mi się taka muzyka… ostrzejsza i bardziej niegrzeczna, z wyraźną gitarą i sekcją bębnów. Przygryzłam z zadumą wargi i wpatrywałam się w nich jak zahipnotyzowana. Nawet nie wiem ,kiedy ale piosenka dotarła do ostatniego taktu. Zaklaskałam w dłonie wyrażając swój zachwyt. - I jak?- Nobu spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. - Świetnie! To jest naprawdę dobre… tylko szkoda, że nie macie basisty no i oczywiście wokalu.- Stwierdziłam coś naprawdę oczywistego, spoglądając na nich poważnym i szczerym wzrokiem. Pokiwali oboje głowami, zgadzając się z każdym moim wypowiedzianym słowem. Yasu westchnął i podszedł do czajnika elektrycznego. - Chcesz kawy?- Spytał. - Jasne… ale mów o co chodzi, widzę że jest coś nie tak.- Podeszłam bliżej i oparłam się o blat. Uśmiechnął się do mnie i podał kubek. - Jakoś nie idzie nam szukanie nowych członków… - A pomyśleliście o odpowiedniej reklamie? – Upiłam łyk kawy i stwierdziłam z satysfakcją, że jest naprawdę dobra. - Rozdawaliśmy jakieś ulotki… - Jakieś?- Zaśmiałam się.- Tu trzeba czegoś więcej. Np. plakaty w miejscach gdzie takie zespoły jak Wy występują. - Widzisz Yasu? Mamy fart, ona się na tym zna.- Nobu podszedł do nas i położył rękę na moich ramionach. - Nie wątpię, jednak kto zrobi te plakaty? Ja mam teraz egzaminy, a ty się na tym kompletnie nie znasz. - Wątpisz w moje zdolności plastyczne?- Zmarszczył brwi i zaśmiał się do mnie. Yasu uśmiechnął się pod nosem i pokiwał twierdząco głową. - Absolutnie tak. - To ja to mogę zrobić.- Zgłosiłam swoją kandydaturę, mając cichą nadzieję, że dzięki temu będę mogła się z nimi znacznie częściej spotykać. Obaj spojrzeli na mnie pytającym wzrokiem, a ja dla lepszego efektu pokiwałam głową i uniosłam kąciki ust do góry. - Naprawdę mogłabyś się tym zająć?- Głos Yasu wyrażał niedowierzanie i niepewność. Wcale się mu nie dziwiłam, w końcu znał mnie dopiero od kilkunastu minut. - Tak. Mój brat studiuje grafikę, więc plakaty będą odpowiednio wyglądać. Napiszemy, że poszukujemy basisty oraz wokalu, a zainteresowani powinni się zgłaszać tutaj w jakiś konkretnych godzinach.- Odparłam jednak szybko sobie uświadomiłam, że za bardzo weszłam w ich życie z buciorami.- Znaczy to Wy poszukujecie…- Poprawiłam się pośpiesznie. Poczułam drugą rękę, która wylądowała na moich barkach. To Yasu postanowił dołączyć do Nobu, który korzystał ze mnie jak ze stojaka. Zaśmiali się oboje, a ja nie wiedziałam o co im chodzi. - Ashley… razem poszukujemy. Zatrudniamy Cię maleńka.- Yasu wyjaśnił mi jak stoi sprawa i jednocześnie, wyjął z mojej dłoni kubek. Chyba się obawiał, że go upuszczę ze zdziwienia. - Naprawdę?- Sapnęłam nadal w to niedowierzając. - Kiedy tu przyszłaś, zapomniałem Ci wspomnieć, że jak tu wejdziesz to już kochana nie wyjdziesz.- Mina Nobu była obłędna. Zmarszczyłam z zamyśleniem brwi. - Nie wiedziałam, że to transakcja wiązana. - Jeszcze będziesz się chciała nas pozbyć…- Mruknął Yasu, a jak pokręciłam przecząco głową. - Nie, na pewno nie…- Czułam gdzieś w środku, że są kimś wyjątkowym i że nasze spotkanie nie jest przypadkowe. Musiałam zrobić wszystko, by wykorzystać tą szansę do końca…”
- Więc Yasu poznałaś przypadkiem… i Nobu zresztą też.- Stwierdził Michael. Z dłoni do dłoni, przerzucał butelkę Fanty, co jakiś czas zderzając się ze mną ciepłym wzrokiem. Uśmiechnęłam się pod nosem na samo wspomnienie tamtego wieczoru. - Ale gdyby nie ten przypadek…- Zamruczałam, przeciągając się ospale i spoglądając na zadumaną minę Tatiany. - Mamy Nobu, mamy Yasu… został nam jeszcze Shin.- Stwierdziła, wyliczając wszystko skrupulatnie na swoich zgrabnych paluszkach. - Nie wypuścisz nas stąd, dopóki nie wyciągniesz z niej całej historii?- Mike rzucił w nią zalotnie poduszką, jednak ona ku jego ogólnemu zaskoczeniu, idealnie ją złapała, a potem jeszcze bardziej idealnie ją odrzuciła. - Głupie pytanie.- Odparła całkiem poważnym głosem.- To jest leprze niż telenowela… Bardzo bym chciała, żeby Ashley opowiedziała mi absolutnie o wszystkim.- Złapała mnie za dłoń i uścisnęła życzliwie. Być może na moment się przestraszyłam, kompletnie nie wiedziałam jak reagować w takiej sytuacji. Jednak powiem Wam szczerzę, że ta dziewczyna miała coś niesamowitego w sobie… coś co sprawiało, że wybaczałeś jej absolutnie wszystko. I te małe ADHD i ten potok pytań, jakimi nieustępliwie zalewała mnie od samego wejścia. Mimowolnie uśmiechnęłam się do niej i pokiwałam twierdząco głową. - Opowiem Ci.- Mruknęłam.- Przecież powiedziałaś, że został jeszcze Shin.- Mike przekręcił głowę na bok i spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem. Uważnie obserwowałam jego mimikę i to jak jego usta układały się w co rusz, to nowy uśmiech. Usiadł po turecku i podparł głowę dłońmi. - Czuję się jak jakaś nastolatka.- Stwierdził z wyrzutem, przygryzając dolną wargę.- Musimy koniecznie skomentować parę, oczywiście męskich gwiazd, oraz ocenić ich wygląd. To będzie idealne zwieńczenie wieczoru.- Teraz jego usta ułożyły się w minę tzw. dzióbek. Jak słodko. - Tak kochanie, a na pierwszy rzut pójdzie sam Michael Jackson.- Odparła Tatiana, co rusz wysyłając do nas przyjazne spojrzenia i uśmiechy. - Co to to nie!- Zgłosił swój sprzeciw, podnosząc do góry dłonie. Zamachał nimi zabawnie, a plastry na koniuszkach palców tworzyły niemal jedną linię. Zwykłe złudzenie optyczne, a pozwoliło na dostrzeżenie nawet najmniejszego ruchu samego Króla. Zaśmialiśmy się wszyscy jednocześnie. Zapowiadała się następna godzina zwierzeń, a ja o dziwo wcale nie miałam ochoty uciec stamtąd z krzykiem. Nie poznawałam siebie… Ci ludzie mnie zmienili… pozwolili na otwarcie, na chwilę zadumy, na szczerą rozmowę i wyznanie wszystkiego… tak wszystkiego. Od początku, do końca… cała geneza BLAST wypłynęła na wierzch tego pamiętnego dnia… a słowa tak podstępnie i niezwykle łatwo, wypływały z moich ust. Myślę, że jest dobrze… tak stanowczo tak jest.
sobota, 04 lutego 2012
*************
Słowa nie mogą oddać tego co człowiek czuje w takich chwilach. Stoisz nad świeżo zasypanym grobem, w jednej ręce trzymasz bukiet białych lilii, a w drugiej pęczek kostek do gry na gitarze. Jego ulubionych… Gdzieś w oddali jakiś ptak zawodzi smętną melodię pozbawioną jakiegokolwiek sensu, zapełniając tą głuchą ciszę jaka pozostała. I mogło by się wydawać, że ból i złość uśpiły swoją czujność dając odetchnąć skołatanym myślom i pękniętemu sercu… nie to tylko złudzenie. Ból nadal kół a złość jęczała żałośnie w głowie nie chcąc odejść. W takiej chwili wszelkie siły opuszczają człowieka na dobre… Poczułam jak moje bezwładne ciało osuwa się i zaczynam klęczeć jak ta głupia na ziemi. Ostatkiem woli zmusiłam się by położyć bukiet i kostki na grobie. Spojrzałam na napis wyryty w zwykłym kamieniu. Nobu Robinson żył lat 27 A dźwięk gitary nadal rozbrzmiewa w powietrzu…
Ukryłam twarz w dłoniach nie mogąc pogodzić się z tą tak bolesną stratą. Co można czuć stojąc nad grobem ukochanej osoby? Ja czułam pustkę, tak ogromną że omal przez chwile myślałam że nie dam rady dalej żyć. Zaczęłam żałować, że przeżyłam… Potrząsnęłam głową otrząsając się z tych niedorzecznych myśli. Objęłam się skostniałymi dłońmi i zamknęłam oczy. Przypomniałam sobie tamte wydarzenie i ten jeden moment zanim straciłam przytomność… te błogie ciepło, które otuliło mnie przed samym końcem. To był Nobu… Yasu wszystko mi opowiedział. Jego słowa utkwiły mi w głowie i nie pozwalały ani na moment zapomnieć. „ Gdy was znaleźli Nobu leżał na tobie, a jego ręce sztywno cię obejmowały. On chciał Cię osłonić… osłonił cię sobą.” Nie mogę myśleć o śmierci… Nobu zrobił wszystko żebym przeżyła i nie miałam zamiaru sprawić, że jego poświęcenie pójdzie na marne. Do ostatniego momentu chronił mnie… Otarłam łzy, które znów wypłynęły bez pozwolenia pokazując światu moją słabość. Być może to co się stało było jakimś bożym planem, miało jakiś głębszy sens lub miało doprowadzić do stania się czegoś lepszego, jednak na ten moment żadna z tych wymówek mnie nie obchodziła. Obchodziło mnie to, że odebrano mi część mnie. Obchodziło mnie to, że przez jakiegoś idiotę, który nie przestrzegał przepisów zginął tak dobry człowiek jak Nobu. I chyba to najbardziej bolało… Z odmętu rozmyślań i ogólnego rozczulania się nad własną osobą, wybudziła mnie ciepła dłoń, która dotknęła mojego ramienia. Być może przez moment miałam złudną nadzieję, że gdy uniosę wzrok do góry to ujrzę przyjazną twarz blondyna w poszarpanej koszulce. Ha… jak nadzieja potrafi być ślepa i głupia… i naiwna. Spojrzałam w górę i ujrzałam poważną twarz Michaela. Jego smutne oczy wyrażały współczucie, żal i nie moc. W tym momencie wielki Król Popu stał się malutki i nie wiedział jak ma mi pomóc. Wstałam by nie wyglądać żałośnie klęcząc przed grobem Nobu i wzięłam Mike’ a pod rękę, by czuć się bezpieczniej i stabilniej. Nie wierzyłam swoim nogom… w każdej chwili znów moje moce mogły być skradzione, a kolejne osunięcie się w dół nie było by wskazane. - Ashley tak mi przykro.- Jego słowa były szczere. Na pogrzebie nie rozmawialiśmy, po wypadku również nie było okazji. Zresztą aż do teraz nie dało się ze mną rozmawiać… Najpierw w szpitalu potem w swoim pokoju, leżałam i płakałam. Od czasu do czasu przerywałam by popatrzeć się ślepo w ścianę lub odpowiedzieć coś tępo na pytania Yasu, Shina i Finix. Zacisnęłam dłoń i przełknęłam gorzkie łzy. Koniec z płaczem, nie mogę całe życie płakać… - Los jest cholernie zabawny. Wyczuł moment, kiedy już wszystko zaczęło się układać. Na prawdę czułam, że to może się udać, że razem z Nobu czeka nas wspaniała wspólna przyszłość. Jednak ten pieprzony los musiał mi go odebrać… - Warknęłam z wyrzutem patrząc na szare litery wyryte w kamieniu. - To prawda. On zawsze wie kiedy się wtrącić…- Przyznał mi rację jednocześnie łapiąc mnie za dłoń. Obie splecione, dawały poczucie bezpieczeństwa i wsparcia, którego potrzebowałam aktualnie w ilościach hurtowych.- Pamiętasz gdy byliśmy razem. Kiedy wszystko było jak w bajce Brooke uknuła swoją małą intrygę, która zniszczyła prawie wszystko. - Ja naprawdę czułam, że będę… ha! Że jestem z nim szczęśliwa. Wierzyłam, że może się nam udać…- Mruknęłam przypominając sobie wszystkie chwile jakie z nim spędziłam. Od dawien dawna gościł w moim życiu i nie raz pokazał, że zawsze mogę na niego liczyć. Gdy zakładaliśmy zespół nie liczył się fakt by zdobyć sławę lub by bić na tym kasę, liczyło się to, że będziemy grać razem. Zespół był swoistym klubem, lub kółkiem wzajemnego adorowania. Przychodziliśmy na próby by pogadać, by się wyżalić, by wyrzucić wszystkie swoje uczucia w muzykę. - Byliście szczęśliwi. Może te szczęście nie trwało długo, a wręcz stanowczo za krótko lecz pamiętaj. Miałaś okazje być z takim kimś jak on. Mogłaś z nim dzielić swój świat i patrzeć jak jego pozytywne nastawienie i upór byś była szczęśliwa sprawiał, że każdy kolejny dzień stawał się jeszcze piękniejszy. Nigdy o tym nie zapomnij… nie pozwól by smutek i żal przysłonił to wszystko, co Nobu dla ciebie zdziałał.- Jego słowa tak lekkie, jakby otworzyły mi oczy. Te dni, które spędziłam z Nobu były błogosławieństwem… Wiem, że tęsknota nigdy nie przeminie, a jego radosna twarz już na wieki będzie ukazywać mi się przed oczami gdy będę je zamykać, jednak to dobrze. Chcę pamiętać. - Mike ja nie chcę zapomnieć… Chcę pamiętać każdy dzień, który z nim spędziłam, chce pamiętać każdy jego ruch i minę, każde słowo, każdy czyn. Chcę pamiętać to co się stało tamtego wieczoru i…- Głos mi się załamał, a serce zabiło szybciej. Zacisnęłam dłoń na jego dłoni.- … chcę pamiętać jak mnie chronił własnym ciałem. Chcę to wszystko pamiętać. Jeśli o tym zapomnę to wtedy on naprawdę umrze…- Michael był świetnym towarzyszem takich rozmów. Byłam mu niezmiernie wdzięczna, że wtedy był przy mnie i wspierał mnie jak mógł. - Chodź, odwiozę Cię do domu.- Objął mnie w pół, ja jednak nie czułam się jeszcze gotowa by odejść. Dziwne poczucie, że zostawiam tu Nobu samego nie chciało zniknąć, siejąc niepotrzebny niepokój w sercu. - Nie przypuszczałam, że strata kogoś bliskiego tak boli. - Zawsze boli tak samo. Okrutnie i przeraźliwie… ale zawsze tak samo.- Odparł i po tych słowach postanowiłam zrobić co mi każe. Stanie nad jego grobem nic nie zmieni… Nic nie zmieni tego, że Nobu już nie wróci. Nic. … - Wejdź…- Otworzyłam drzwi do mieszkania i wskazałam mu palcem drogę. Dobrze wiedziałam, że w mieszkaniu jest i Finix i Yasu, Shin, a nawet Carlos lecz w tle nie było słychać ich obecności. Żadnych śmiechów, żartów, głośnych rozmów i codziennej kłótni pomiędzy Nobu a Shinem o mało istotną rzecz. Głucha cisza, która sprawiała ból brzęcząc bez sensu w głowie domowników. W człapałam się razem z Michaelem do salonu i ujrzałam ich wszystkich porozrzucanych w różnych kątach ze spuszczonymi głowami. Moja obecność natychmiast przykuła ich przenikliwe spojrzenia, które szybko powędrowały w moją stronę szukając kontaktu. - Cześć Mike…- Mruknęła smętnie Finix opierając bezsilną głowę o ramię Carlosa. Oboje są ze sobą i jest im dobrze. Ta nieprzewidywalna dziewczyna posłuchała się mojej rady i przejęła inicjatywę. Teraz mogą się sobą nawzajem cieszyć… - Cześć wszystkim.- Podniósł do góry zgrabną dłoń i usiadł na wolnym miejscu koło Yasu. Ja nadal stałam jedynie co jakiś czas odbijając się od okna do szafki by zająć czymś splątane myśli. Wzrok Shina spotkał się z moim… Nie mógł długo wytrzymać wstał pośpiesznie i przytulił się do mnie jak najprawdziwszy mężczyzna. Wydoroślał… - Co tam u niego?- Sapnął wtulając twarz w moją szyję. Zacisnęła mimowolnie dłonie na jego plecach i westchnęłam zbierając się by jakkolwiek odpowiedzieć. - Ucieszył się z kostek. Będzie miał czym grać na gitarze…- Szepnęłam zdobywając się na nutkę żartu w swoim głosie. Poczułam jak jego uścisk się powiększa. Zachichotał nieznacznie, po czym spojrzał na mnie wzrokiem pełnym wdzięczności. On mi dziękował… za co Shin? Za co… Ciepłe dłonie ujęły moje policzki, a wspaniały uśmiech niebieskogłowego pokrzepił moje skołatane serce. - Będzie dobrze mała. - No jasne, że będzie.- Wtrącił się Yasu, który wypalał już czwartego papierosa, od momentu gdy weszliśmy. Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem na ustach, czując wsparcie z jego strony.- Mike…- Michael zrobił zaskoczoną minę. Nie spodziewał się, że akurat w takim momencie Yasu zwróci się do niego. - Tak?- spojrzał na niego pytającym wzrokiem nie wiedząc czego się spodziewać. Zresztą ja też nie wiedziałam o co mu może chodzić. Usiadłam niepewnie na kanapie ciągnąc za sobą potulnego Shina. - Chcę Ci podziękować. Bardzo nam pomogłeś w ciągu tych paru dni. - Przestań, nawet nie ma o czym mówić.- Mike machnął od niechcenia dłonią, ale Yasu nie chciał tego słuchać. Jego słowa były naprawdę szczere, a on sam buchał opanowaniem i powagą jakiej dotąd jeszcze u niego nie widziałam. Dużo przeszedł… Wszyscy zawsze mogliśmy na niego liczyć, lecieć do niego z kłopotem i smutkiem, a on rozwiązywał to wszystko w pięć minut. Starał się by zespół prosperował na odpowiednim poziomie i żeby nasza paczka nadal była nierozłączna. Jako filar BLAST robił co mógł byśmy doszli do tego co teraz mamy… Przyjaźnił się z Nobu od dziecka. Razem się wychowywali i razem chodzili do tej samej szkoły. Nawet mimo tego, że Yasu postanowił studiować prawo, a Nobu kulturoznawstwo nie powstrzymało ich przed tym by nadal żyć ze sobą w niesamowitych zażyłościach. Nobu dla Yasu stał się niemal jak brat, którego ten nigdy nie miał. Sam Yasu nie miał łatwego dzieciństwa. Został adoptowany przez pewne miłe małżeństwo, które same nie mogło mieć dzieci. Mimo tego pokochał ich ze wzajemnością… stał się ich ukochanym synem i zawsze starał się być wielkim w oczach swoich opiekunów. Patrząc na to z boku wręcz niemożliwością było to, że w poukładanym życiu idealnego dziecka pojawił się taki ktoś jak Nobu. Zwariowany, niepokorny, robiący na złość swoim bogatym rodzicom chłopak, o specyficznym spojrzeniu na świat. Różnili się między sobą jak ogień i woda jednak to co ich połączyło nie zważało na jakiekolwiek przeciwności, czy też błahe argumenty na nie. - Jest Michael, jest.- Pokręcił głową, po czym kolejny raz zaciągnął się dymem z papierosa.- Wszystko zorganizowałeś szybko i bez jakichkolwiek problemów. Trudno było mi się skontaktować z rodzicami Nobu, koniec końców i tak pojawiła się wyłącznie jego siostra.- Spuścił smętnie głowę, a ja wybałuszyłam na niego oczy. Na pogrzebie jedynie płakałam siedząc w kącie, nad jego trumną. Nie rozglądałam się, nie zastanawiałam się kto przyszedł i kim są ci wszyscy ludzie. Jednak wydało mi się czymś naturalnym, że rodzice powinni być na pogrzebie własnego syna… a jednak. - Nie było ich?- Sapnęłam czując jak moje oczy znów gotują się do płaczu. - Nie. Angelika powiedziała, że nawet nie chcieli o tym słyszeć. Matka płakała, a ojciec bez słowa zajął się codziennym życiem. – Spojrzał na mnie, a ja nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. Po chwili jednak przypomniałam sobie swoich rodziców i to jakby oni się zachowali. Ze smutkiem doszłam do wniosku, że zapewne tak samo… Pojawił by się jedynie Japhrimiel… - Nobu…- Szepnęłam sama do siebie.- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?- Spuściłam głowę. Przerażał mnie fakt, że Nobu musiał sobie z tym wszystkim radzić sam. Zawsze… i z tym samym pięknym i czystym uśmiechem. Poczułam ciepłe ręce Shina, które nadal twardo mnie przytulały, by choć na chwilę zdjąć z nas obojga ciężar jaki odczuwaliśmy. - Mimo wszystko, jego rodzina była przy nim.- Stwierdzenie Michaela wywołało u nas wszystkich lekkie zdziwienie. Nasz pytający wzrok wystarczył by skłonić go do dalszego kontynowania tej niecodziennej myśli.- Chodzi mi o to, że Wy staliście za nim jak mur… jego najbliższa i najlepsza rodzina. Myślę, że właśnie tym dla niego byliście. Przecież nie siedział smutny, nie miał depresji, nie wydawał się osowiały ani dziwny. Zawsze śmiał się, wygłupiał i po prostu był sobą. Nie odczuwał jakiekolwiek pustki ponieważ wszystko co kochał miał na wyciągnięcie ręki. Przyjaciół, zespół, muzykę…- Jego wzrok powędrował na mnie, a ja słuchałam jego słów jak zahipnotyzowana. - … i Ciebie Ashley.- Dokończył przyciszając głos sprawiając, że wszystkim serce zabiło mocniej. On miał rację… Przygryzłam wargę i poczochrałam i tak już mocno poczochrane włosy. Zawsze to robiłam… Nobu też. - Masz rację.- Mruknęłam spoglądając na każdego by choć na chwilę pokazać, że jest już lepiej. Że znów potrafię wziąć się w garść i prężnie pójść do przodu. By pokazać całemu światu, że mimo tego co się stało, że mimo tak wielkiej straty Ashley Fox nadal istnieje… że BLAST nadal istnieje.- Musimy wziąć się w garść. - A co z zespołem?- Niebieska głowa podniosła się gwałtownie i spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczami, które mimo lat jakie minęły nadal były takie same jak w tym momencie gdy mały Shin przyszedł do nas jedynie z basem w ręku. Uśmiechnęłam się smutno i przełknęłam ślinę, by zmusić swoje gardło do doniosłego i mocnego głosu. Głosu BLAST. - Show most go on , Black Stones nadal trwa.- Zacisnęłam pięść, naprężając się jak struna. - Nie mamy gitarzysty.- Dość trafnie zauważył ja jednak miałam już w głowie gotowy plan. Nie mogłam zaprzestać tego co tak ukochał Nobu. Zespół był dla niego wszystkim… - Ale będziemy mieć. Nawet wiem już kogo… - Kogo?- Chórek mężczyzn zawył przepięknym głosem patrząc na mnie ze zdziwieniem. Pokręciłam ironicznie głową widząc, że nawet Yasu wciągnął się w to wszystko. Dobra nasza. - Tak się właśnie składa, że mój osobisty brat również umie grać na elektryku.- Wzruszyłam powabnie ramionami dla lepszego efektu. - Mówisz o Japhrimielu?- Carlos tak cichy i nieobecny, uniósł z niedowierzaniem brwi nadal wtulając się w Finix, a ja potaknęłam twierdząco głową. - Chodził na lekcje gry, a swojego czasu nawet Nobu pokazał mu parę chwytów. Myślę, że jeszcze coś powinien pamiętać…- Podrapałam się z zamyśleniem po głowie. Z ulg zauważyłam, że na twarzy Yasu zagościło zrozumienie. Nadzieja rozrastała się do niewyobrażalnych rozmiarów. - To może się udać…- Wymruczał Yasu pocierając dłonią podbródek, zapewne w geście rozmyślań.- Zadzwonię do niego… - Chwycił telefon i już miał wyjść gdy nagle przystanął na chwilę obok Michaela i spojrzał na niego przyjaźnie.- Liczę na Ciebie w tej sprawie. Oddaj jej to…- W dłoni miał jakiś pakunek i nawet nie zdążyłam mu się przyjrzeć jak jedwabistym ruchem podał go Michaelowi, który wziął go z pokorą i pokiwał głową ze zrozumieniem. Po chwili Yasu wyszedł. - O co chodzi?- Spytałam nieświadoma tego, co czaiło się za chmurą tajemnicy i ciszy jaka nastała. Mike podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń. - Chodź do twojego pokoju. Chciałbym pogadać z tobą na osobności.- Odparł delikatnym głosem, ale jakże poważnym i emanującym spokojem. Spojrzałam na równie zdziwione miny Finix, Carlosa i Shina, po czym wzruszyłam ramionami i nie świadoma niczego pokiwałam twierdząco głową. - Jasne…- Rzuciłam i skierowałam się do swojego pokoju. Mike bezszelestnie podążył za mną jednak nie wydawał się być zadowolony, szczęśliwy czy też rozluźniony… Był przestraszony. Bał się czegoś co ma zrobić… lecz dobrze wiedział, że tylko on temu podoła. Postanowiłam poddać się i po prostu… zaufać.
Witam Was wszystkich. Wiem, że ostatnio moje opowiadanka zrobiły się trochę smutne ale no cóż… Powiem szczerze, że chce nimi wywoływać różne emocje. Od śmiechu po łzy, od irytacji, aż po zachwyt. Najgorsza jest chyba obojętność… Co po opowiadaniu, które nie wywołuje u czytelnika żadnych sensownych uczuć oprócz znudzenia? Mam nadzieję, że jednak nuda Wam nie grozi i że mimo dość smutnego klimatu, który zapanował na te parę części nadal czytacie moje opowiadanie z zaciekawieniem. Wyrażajcie co czujecie w swoich komentarzach ;P Każdy jest mile widziany i każde pytanie dostanie szczerą odpowiedź. ZAPRASZAM!!!
sobota, 19 listopada 2011
***************
Ile czasu potrzeba by uleczyć złamane serce? Sekundy, minuty, godziny, dni, miesiące, lata? Czas jest pojęciem względnym i nigdy nie jest taki jaki się wydaje. Mówią, że nigdy się nie zapomina zdrady, ani jej się nie wybacza. Zapomina się o niej chwilowo, by wyciągnąć ją jako argument w najmniej odpowiednim momencie.
Siedziałam na starej drewniane altanie przed domem, okryta szczelnie starym kocem w kratę i sącząc ciepłą herbatę z kubka. Wdychałam nozdrzami świeże powietrze tego miejsca, czując drobną ulgę jaka stępowała na moje serce. W głowie analizowałam wszystkie wydarzenia związane z Michaelem. Jego słowa „Będę o Ciebie walczył, to już niedługo się skończy…”. Czy to jest możliwe, czy naprawdę istnieje jakakolwiek szansa na to by było tak jak wcześniej? Tak bardzo chciałam czuć jego ciepły dotyk i delikatne wargi na moich policzkach. Tęskniłam za nim i to było faktem, który nie chciał ustąpić. Być może gdybym zapomniała, gdybym spróbowała żyć bez niego to wtedy to coś w środku przestałoby tak cholernie boleć. Znów zaciągnęłam się nieskazitelnym powietrzem lasu, jednocześnie czując lekko przebijającą się woń wiśniowego dymu. Jak cień, cicho i bez zbędnych słów mężczyzna w czarnej marynarce i w czarnych okularach usiadł koło mnie. Przytuliłam się do jego boku czując ciepło od niego płynące.
- Jak tam maleńka?- Spytał tajemniczo patrząc przed siebie. Jego wzrok był dla wszystkich zagadką, mało kto przecież miała zaszczyt ujrzeć jego oczy. Zawsze czerń okularów i papieros w ustach. Ja jednak znałam go na wskroś… Zaczęłam bawić się jego srebrnym sygnetem oddychając miarowo i uciszając swoje zbłąkane myśli.
- Dobrze…- Skłamałam dobrze wiedząc, że on w to nie uwierzy. Kąciki jego smukłych ust delikatnie wygięły się w nieznacznym uśmieszku.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć.
- Wal Yasu, już nic mnie nie zaskoczy.
- Rozmawiałem z Michaelem.- Odparł poważnym tonem spoglądając na mnie z ukosa. Przymknęłam delikatnie oczy i westchnęłam przełykając ciężko ślinę.
- Po co?- Wydyszałam beznamiętnie.
- To on chciał rozmawiać. Prosił mnie żebym się tobą zaopiekował, dopóki nie wyjaśni tej sprawy.
- Zaopiekował?- Prychnęłam poprawiając głowę na jego miękkim, ale stabilnym ramieniu.- Przecież ty zawsze to robisz…
- Nie potrafię inaczej. Mówił, żebyś nie przestała w niego wierzyć.- Mruknął wsuwając ramię za plecy i obejmując mnie.
- A czym jest wiara?- Spytałam tak jakby samą siebie.- Jak długo mam wierzyć, w to że to jakaś pieprzona pomyłka?
- Mówił dość sensownie…
- Wierzysz mu? O czym mówił tak sensownie?- Wyrwałam się z jego objęć i otworzyłam szeroko oczy.
- Coraz bardziej skłaniam się do jego wersji, jednak na razie nie mogę Ci jej przedstawić.- Odparł zduszonym głosem.
- On też tak mówił… Yasu i ty też chcesz mieć przede mną tajemnicę?
- Tu nie o to chodzi słonko…- Wymamrotał odkręcając się w moją stronę.- Wszystko może się wymknąć z pod kontroli… Pozostaw na razie wszystko takie jak jest…
- I tak nie miałam zamiaru robić cokolwiek. To jest sprawa Michaela i to on powinien ją załatwić.- Stwierdziłam upijając jeden ale za to porządny łyk napoju, który rozgrzewał moje zbolałe kości.- Co on musiał Ci powiedzieć, że tak nagle zmieniłeś zdanie w tej sprawie?- Mruknęłam poprawiając koc, który niefortunnie zsunął się z moich nóg narażając je na przerażające zimno.
- Udowodnił mi, że jesteś dla niego tak samo ważna jak dla mnie.- Potarł z zakłopotaniem czoło jakby ciężkość tych słów była nie do zniesienia. Mimo wszystko na jego przyjaznej twarzy zagościł nieśmiały uśmiech skierowany tylko dla mnie.
- Kocham Cię ty mój osobisty aniele stróżu…- Wyszeptałam wykrzesując z siebie jak najbardziej miły i szczery uśmiech.- Chodź do środka, bo któreś z nas zamarznie. Nie chcę wskazywać palcem, ale raczej to będę ja!- Dodałam wstając jednocześnie ciągnąc go za czarną marynarkę.
- Też Ciebie kocham maleńka.- Mrukną po cichu wchodząc za mną do środka domku. Być może nie chciał bym to usłyszała jednak mój słuch wyłapał te ciepłe słowa. W środku Shin i Nobu siedzieli przy stole grając w Makao, krzycząc i machając rękami jakby bili się o życie. Włączony odbiornik telewizyjny syczał w tle, a Finix krzątała się po kuchni robiąc obiad. Tak nie mylicie się… Punk’ ówa w czarnej bluzce i różowej spódniczce, spiętych do tyłu dredach i ciężkich buciorach na nogach. Dość niecodzienny widok…
- Shin na natychmiast masz przestać oszukiwać!- Wrzasnął wściekły Nobu rzucając swoje nieciekawe karty na stół. Niebiesko-włosy zrobił wielce oburzoną minę i pokręcił przecząco głową, tak że jego łańcuszek przewieszony od ucha aż do wargi, zadyndał złowieszczo.
- Nie oszukuje! To ty nie umiesz przegrywać z godnością!- Wypalił tasując ponownie talię kart. Nobu prychnął lekceważąco i szybkim ruchem wyrwał mu karty oglądając je uważnie z każdej strony. Zapewne sprawdzał swoją teorię…
Rozsiadłam się na kanapie i wlepiłam wzrok w zmieniające się na ekranie obrazki. Jakaś panienka zapowiadała pogodę, oraz zapraszająca na program rozrywkowy o gwiazdach. Mlasnęłam z niesmakiem i już miałam przełączyć kanał, nie chcąc widzieć żadnych durnych materiałów na mój temat, jednak mój palec zawisł w powietrzu. Jaskrawo ubrana blondyneczka na tle zdjęcia Michaela zaświergotała radośnie nowinkę ze świata gwiazd.
- Moi mili sielanka zaczyna się psuć, a zupa była zasłona.- Wysunęła te dość kwieciste porównanie, a mną aż wzdrygnęło na samą myśl o jej głupocie. Głosy chłopaków ucichły i po minucie już wszyscy wpatrywali się w odbiornik.- Nowo upieczona narzeczona Jacksona z tragiczną miną wyjechała z Neverland’ u oświadczając chwilowy brak pożycia.
- Nie no jak ona nie zacznie normalnie mówić to jej przyłożę…- Warknęłam czochrając swoje krótkie włosy. Brooke wjechała… co do jasnej cholery to miało znaczyć?
- Z pewnych źródeł wiadomo, że Jackson rozstał się w dość kontrowersyjny sposób z…
- Proszę tylko tego nie mów…- Mruknęłam złowieszczo marszcząc brwi.
- … Ashley Fox, a dokładnie przez program telewizyjny na oczach milionów, po czym oświadczył się Brooke! Szalony!- Odparła przesadnie przewracając oczami i gestykulując znacząco. Blond fale podskakiwały jej na głowie, a kusa spódniczka jak na złość za bardzo podwijała się jej do góry.
-… no i powiedziała!- Syknęłam zakrywając dłonią oczy i oddychając głęboko. Super, jeśli jakimś cudem wszyscy już zapomnieli o moim telewizyjnym praniu brudów, to ta wesoła turkaweczka szybko im o tym przypomniała. Shin szybko zareagował za nim zdążyłam rozwalić telewizor na strzępy i zamaszystym ruchem wyłączył go. Wszystkie oczy znajdujące się w pokoju spoczęły na mnie, błagalnie prosząc bym wygłosiła jakieś podniosłe orędzie. Nadymałam policzki powietrzem i zaczęłam bawić się swoimi smukłymi palcami. Brooke wyjechała… Ta myśl latała mi po głowie z kąta w kąt nie dając spokoju. Nie możliwe by Mike wyrzucił ją lub coś w tym stylu. Może za bardzo chciał wyjaśnić tą całą sprawę, co poskutkowało tym że się obraziła. Jak na razie mogłam jedynie snuć pokrętne przypuszczenia… przez moment nawet zaczęłam pluć sobie w twarz, że mam na tyle mało odwagi by zadzwonić do Michaela i wyjaśnić tą sytuację. W ostatniej chwili się powstrzymałam przed tym pomysłem… w końcu przyjechałam tu by odciąć swój umysł od tego co było tam. Od całej tej absurdalnej sytuacji i od tego tępego bólu w klatce piersiowej.- Koniec przedstawienia.- Odparłam wstając i kierując się do kuchni po jakiś procentowy umilacz, by jakoś poszło.
- Ta prezenterka miała stanowczo za krótką spódniczkę.- Stwierdziła Finix po minucie bardzo zastanawiającej ciszy. Zachichotałam żałośnie pod nosem, wyjmując puszkę mojego ulubionego piwa Rafinee.
- Zauważyliście, że ciągle miała taki nerwowy tik…- Zawył Nobu demonstrując go na sobie. Zapewne chciał ukazać jak ta dziwna dziewczyna ciągle obciągała kusy pasek materiału usilnie udający spódniczkę.
- Czepiacie się jej… Miała na pewno jakiś atut…- Zaoponował Yasu, a wszyscy spojrzeli się na niego dziwnym wzrokiem.
- Tsa, a niby jaki?- Spytała się sarkastycznie Finix.
- Bogate słownictwo i barwne przenośnie?
- Jasne „Moi mili sielanka zaczyna się psuć” i najlepsze : „ a zupa była zasłona.”!- Odparł Nobu starannie akcentując te kwieciste wypowiedzi. Wypiłam porządny łyk napoju i znów poległam na niewygodnej kanapie cioci Nobu. Moje kości zaczęły poważnie tęsknić za naszą, starą poczciwą kanapą. Po moich kubkach smakowych rozszedł się cierpki smak po chwili mile rozluźniając zmęczone ciało. Kąciki moich ust wygięły się w błogim uśmiechu, który nawet nie wiem skąd się u mnie wziął. Ostatnio rzadko gościł na mojej twarzy, a jeśli już to nie był szczery, a wręcz wymuszony.
- Wiecie co? Coś jest ze mną nie tak…- Mruknęłam, bezsilnie bawiąc się puszką. Finix poległa koło mnie, a chłopcy zmarszczyli jednocześnie brwi wyrażając swoje zdziwienie.
- Coś nie tak?- Powtórzył tępo Yasu i opuścił okulary na chwilę na koniec nosa. Jego przenikliwe i wielkie oczy badały mnie zawzięcie.
- Moje serce przestało czuć… Ten cyrk w telewizji powinien wywołać u mnie jakiekolwiek uczucie. Strach, niepewność, złość lub choćby nadzieję. Kompletna pustka, równie dobrze mogli mówić o promocji w supermarkecie.- Stwierdziłam dopijając piwo i wstając by włączyć jakąś muzykę. Muzyka lekiem na wszystko… ta głucha cisza przyprawiała mnie o ból głowy i ciągle irytowała.
- Kompletna pustka mówisz?- Odparł Yasu zapalając z powagą papierosa i spoglądając z ukosa na mnie.- To dlaczego twoje dłonie są mocno zaciśnięte w pięść? Tak mocno, że aż paznokcie wbijają ci się w skórę, a ręka drży?- Dodał, a ja spojrzałam w dół by ujrzeć trzęsące się jak osika dłonie zaciśnięte do granic możliwości.
- Chcesz być silna, to fajnie…- Wtrącił się Shin przymykając lekko oczy i nachylając się nad stołem. Jego zapalniczka zawieszona na szyi, zabrzęczała głucho przerywając tą nieznośną ciszę.- Jednak nie możesz tłumić w sobie uczuć. W końcu zeżrą cię od środka i zostanie tylko pusta skorupa na zewnątrz.- Podszedł do mnie i wziął moje dłonie w swoje, ciepłe i tak kojące. Jednym ruchem, powoli rozplątał zaciśnięte palce po czym przyciągnął do siebie moje bezwładne ciało i przytulił. Westchnęłam cicho, dając mu do zrozumienia że ma absolutną rację. Dotarło do mnie, że nie można przestać czuć. Uczucia są częścią naszego życia i bez nich nie można było by normalnie funkcjonować. Uczucie miłości to najpiękniejsze jakie możesz odczuć, ale też i zdrada jest częścią składową twojej osobowości. To one kształtują nasz charakter i osobowość. Nie mogłam odciąć się od tego ciepła rozchodzącego się po moim sercu gdy myślałam o Michaelu, Nobu, Finix, Yasu czy Shinie. Nawet te złe uczucia, które powodowały ból robiły to po coś. Robiły to po to bym się czegoś nauczyła, bym została zmotywowana do pracy, bym wstała. Dotąd leżałam… Leżałam i odcięłam się od całego świata. Coś się działo wokół mnie, a ja przyglądałam się temu biernie myśląc, że to mój koniec. Wtedy dostałam kopa w postaci Brook, która raczyła mnie odwiedzić. Przyznam, że jeszcze nigdy nie czułam się tak źle jak po spotkaniu z nią, lecz dzięki temu w mojej głowie zagościła nikła nadzieja i chęć do dalszego życia. Może była spowodowana chęcią zrobienia jej na złość ale zawsze to było coś.
- Od kiedy ty tak mądrze mówisz?- Mruknęłam jak mały kotek, który prosi o trochę mleka. Być może to było żałosne, ale rozczuliło mojego niebieskogłowego przyjaciela. Przekręcił z zadumą głowę na bok i przymknął jedno oko.
- Od kiedy pamiętam, tylko stanowczo za rzadko mnie słuchacie.- Odpowiedział, gdy wysłałam mu zalotnego kuksańca w bok. Roześmiał się słodko, a jego młodzieńcza ale już dosyć przystojna twarz rozpromieniała.
- Ale ckliwe przedstawienie.- Skwitowała nasze dość dziwne zachowanie Finix, patrząc na to wszystko z boku. Dodam, że ciągle chichotała i spoglądała porozumiewawczym wzrokiem na Nobu i Yasu.
- Bardzo śmieszne…- Syknęłam siadając przy stole i chwytając za karty. Zupełnie nie umiałam tasować, jedynie przekładałam je w dłoniach dla własnej niepojętej satysfakcji.
- Wiesz, że Jackson prawie odkrył co tak naprawdę się stało.- Rzucił Yasu, najwyraźniej nie mogąc się powstrzymać.
- A co tu jest do odkrywania Yasu?- Warknął Nobu czochrając niepokorne włosy.
- Jest i to dużo. Nie bądź dla niego aż tak krytyczny…
-A jaki mam być? Zdradził ją, a ona przez to wylała tyle niepotrzebnych łez. To jest wystarczający powód bym go nie lubił.- Stwierdził spoglądając na mnie z ukosa. Spuściłam wzrok, czując zażenowanie i wyrzuty sumienia. Co ja mogłam mu dać? Co mogłam zrobić, by znów zaczął się śmiać, a nie tak cholernie się martwić o mnie?
- Ważne jest by poznać wszystkie fakty, przed osądem.- Wyjaśnił Yasu zapalając kolejnego papierosa. Shin rozłożył się na kanapie i przymknął lekko oczy, kręcąc głową. Rozmowa coraz mniej była przyjazna.
- I kto to mówi. Na samym początku sam go oceniłeś. Nie pozostawiłeś na nim suchej nitki, a teraz gadasz takie głupoty.- Syknął smutniejąc, a jego wzrok błądził by spotkać się z moim. I spotkał… Wpatrywałam się w te niebieskie oczy widząc w nich współczucie, smutek i miłość.
- Wiem i teraz się tego wstydzę.
- Nie mówcie już o tym…- Poprosiłam uśmiechając tępo jakby to miało by coś zmienić. Nie chciałam, żeby z mojego powodu dwaj najlepsi przyjaciele skakali sobie do gardeł.- Czy to teraz jest ważne? Przyjechaliśmy tu by zapomnieć… a przynajmniej ja po to tu przyjechałam. Zróbcie coś by to się udało, bo jak na razie rozmawiając o tym tylko mi przypominacie…- Przełknęłam ślinę i spojrzałam niepewnie na ich twarzy. Spodziewałam się absolutnie każdej reakcji od okropnego wrzasku aż po dziki śmiech. I na moje szczęście doczekałam się tego drugiego. Cała trójka wybuchła obłędnym rechotem, który sprawił że z mojego serca spadł jakiś wielki kamień. Znów było dobrze, znów wszyscy się śmieli, znów mogłam odetchnąć.
- Nie bój się nie tak łatwo jest nas skłócić.- Odparł Yasu i uśmiechnął się szczerze pod nosem. Chyba domyślił się o co się tak bałam. Wzruszyłam niewinnie ramionami czując narastający spokój w mojej zbolałej duszy. To co na ten moment w moim życiu było najważniejsze to byli oni. Herosi, którzy zawsze stali za mną murem, którzy śmieli się ze mną i podtrzymywali gdy płakałam. Zawsze mogę na nich liczyć. Jednak w moim sercu jest miejsce jeszcze dla jednej osoby. Mimo tego co się stało i mimo tego jak bardzo zabolała mnie jego zdrada, to on liczy się z nim prawie na równi. Może nie wpisują się w te same kategorie, a ich charaktery w niczym siebie nie przypominają, ale kocham ich na równi i nie potrafię żadnego wykreślić z mojego życia. Czterej najważniejsi faceci w moim dość nietypowym życiu. Czwórka wspaniałych, którzy mnie naprawdę kochają… mimo wszystkich wad jakie w sobie posiadam. Yasu, Nobu, Shin i mimo wszystko Michael.
Naprawdę, ale to naprawdę z głębi serducha dziękuję Wszystkim, którzy pozostawili po sobie ślad w postaci tak wspaniałych komentarzy. Wasze słowa motywują mnie do działania i wiem, że robię to dla kogoś a nie tylko dla własnego widzi mi się :D Dziękuje stałym czytelnikom, którzy zawsze pamiętają o moim blogu. Zapraszam do czytania!
|
Dodaj do ulubonych
Fajne blogi
.::Blogi nastolatek::.
Strony z Michaelem Jacksonem ! <3
 Make your own banner at MyBannerMaker.com!
Zareklamuj bloga!
@@@@@@@@@@@@@@@@@
|